W skrócie
- Rosyjscy żołnierze próbują pokonać teren dawnego zbiornika wodnego w Kachowce, gdzie wysokie zarośla utrudniają wykrycie przeciwnika.
- Po wysadzeniu zapory obszar stał się trudny do walki z powodu słabej widoczności i niemożności użycia dronów. Żołnierze poruszają się pieszo.
- Ukraińscy wojskowi wskakują, że na teren Kachowki wysyłani są obecnie niedoświadczeni rosyjscy rekruci, niechętni do bezpośredniej walki.
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
"The New York Times", powołując się na relacje żołnierzy, zauważył, że po wysadzeniu zapory w Kachowce teren tamtejszego dawnego zbiornika wodnego stał się gęstą dżunglą, w której "nie da się dostrzec wroga ani swojego towarzysza".
Obecnie okolice byłego akwenu stanowią dla Rosjan i Ukraińców linię frontu. Ze względu na wysoką roślinność obie armie nie są w stanie wykorzystywać tam dronów, dlatego żołnierze polują na siebie pieszo, tocząc "śmiertelną grę w kotka i myszkę".
Ukraiński batalion używa jednak dronów do transportu zaopatrzenia, a czasami do zrzucania ładunków wybuchowych w okolicy, aby zmusić rosyjskich żołnierzy do wpadnięcia w zasadzkę.
Kachowka. Rosjanie chcą dotrzeć na przeciwległy brzeg dawnego zbiornika
Tereny w okolicach Kachowki są szczególnie istotne z punktu widzenia Kremla, ponieważ mogą one otworzyć drogę do głównego celu - zajęcia Zaporoża. Miasto położone jest bowiem za północnym brzegiem dawnego jeziora.
Ukraiński dowódca Ołeksij Serediuk ujawnił, że Rosjanie "próbują kontrolować cały zbiornik". - Po pierwsze, żeby móc tam operować. Po drugie, żeby dotrzeć na przeciwległy brzeg - wyjaśnił.
Żołnierze, na których powołuje się "NYT", poinformowali, że Rosja wysłała na teren zbiornika setki żołnierzy. - Oni już wszystko tam przywieźli, utworzyli punkty obserwacyjne i obszary koncentracji wojsk, a to jest dokładnie to, czego potrzebowali - dodał Serediuk.
- Szukamy ich, a oni szukają nas - powiedział dowódca. Jak jednak zaznaczył, zdanie to nie jest łatwe. - Bywały momenty, kiedy przez trzy dni szukaliśmy któregoś z naszych bojowników, nie wspominając o żołnierzach wroga - podkreślił.
Wojna w Ukrainie. Oficer o rosyjskich żołnierzach w Kachowce. "Jakość spadła"
"The New York Times" opisał, że także samo opuszczanie terenu zbiornika może trwać kilka dni. Tak było, gdy ukraiński oddział próbował sprowadzić rosyjskiego więźnia do swojej bazy. W trakcie drogi niejednokrotnie natknięto się na żołnierzy Kremla, którzy wdawali się z nimi w strzelaninę. Jak powiedział dowódca drużyny o pseudonimie Apach, cała operacja była "bardzo niebezpieczna".
W trakcie akcji wojskowi z Ukrainy zauważyli jednak, że część rosyjskich żołnierzy starało się unikać bezpośrednich konfrontacji. - Ich zadaniem jest siedzieć, słuchać i przekazywać informacje - powiedział Apach. Jak dodał, "wydaje się, że nie mają motywacji do strzelania ani walki".
Oficer o pseudonimie Czornyj zwrócił z kolei uwagę, że w ostatnich miesiącach w okolicach Kachowki "jakość żołnierzy armii rosyjskiej spadła" i że większość wysyłanych teraz wojskowych to niedoświadczeni niedawni rekruci.
Czornyj zwrócił ponadto uwagę, że wśród rosyjskich żołnierzy, walczących w okolicach byłego zbiornika w Kachowce, panuje "strach przed polowaniem w trzcinach". Ponadto niektórzy wojskowi rozmieszczeni na tych terenach "wykazywali oznaki paniki, gdy ich towarzysze znikali".
Źródło: "The New York Times"














