Rosja rozszerza "strefę śmierci". Takiej wojny jeszcze nie było
- Przeszliśmy do wojny dron kontra dron - mówi Politico płk Pawło Palisa, zastępca szefa Kancelarii Prezydenta Ukrainy i były dowódca polowy. - Jeśli tylko zostaniesz wykryty, każda dostępna broń natychmiast próbuje cię zniszczyć - dodaje. Eksperci ostrzegają: Front wojny pozycyjnej w Ukrainie przekształcił się w "strefę śmierci".

W skrócie
- Drony zmieniają oblicze wojny w Ukrainie, przekształcając linię frontu w 20-kilometrową strefę chaosu i zagrożenia.
- Intensyfikacja wykorzystania bezzałogowców sprawiła, że logistyka, rotacje i ewakuacja rannych stały się wyjątkowo trudne i niebezpieczne.
- Rosjanie dostosowują taktykę, atakując małymi grupami. Morale ukraińskich żołnierzy spada przez warunki panujące na froncie.
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Wojna w Ukrainie coraz mniej przypomina okopowe starcia rodem z I wojny światowej. Drony całkowicie zatarły tradycyjną linię frontu, zamieniając ją w rozległą, około 20-kilometrową strefę chaosu i śmierci - pisze Politico.
Polem bitwy stało się niebo, na którym roi się od bezzałogowców - jedne prowadzą obserwację kamerami i termowizją, inne przenoszą bomby i broń maszynową. Część z nich "czai się" na drogach i ścieżkach, aktywując się dopiero przy wykryciu ruchu.
Drony korzystają z łączności radiowej lub - coraz częściej - z przewodów światłowodowych, praktycznie niemożliwych do zakłócenia. Z kolei systemy antydronowe usiłują zakłócać ich pracę i namierzać operatorów oddalonych nawet o dziesiątki kilometrów od linii walk.
Efekt? Głęboka szara strefa, w której drony polują na żołnierzy, ewakuacja rannych staje się niemal niewykonalna, a dowóz amunicji, wody i żywności - skrajnie ryzykowny - wskazuje Politco.
- Przeszliśmy do wojny dron kontra dron - mówi Politico płk Pawło Palisa, zastępca szefa Kancelarii Prezydenta Ukrainy i były dowódca polowy. - Jeśli tylko zostaniesz wykryty, każda dostępna broń natychmiast próbuje cię zniszczyć.
Politico: Wojna w Ukrainie ujawnia nową taktykę walki
Choć drony odegrały ważną rolę już w 2022 roku - zwłaszcza tureckie Bayraktary - obie armie szykowały się wtedy na klasyczną wojnę: artylerię, zmechanizowane kolumny i umocnione linie.
Zmiana nastąpiła w latach 2023-2024. Tradycyjne okopy zaczęły znikać - mówi serwisowi Politco Iwan Sekacz, oficer prasowy 110. samodzielnej brygady zmechanizowanej.
Ukraińcy, mając mniej żołnierzy i ograniczone zapasy amunicji artyleryjskiej 155 mm, koncentrowali się na tworzeniu punktów oporu i posterunków obserwacyjnych, a braki w uzbrojeniu wyrównywali intensywnym użyciem dronów.
Rosjanie, narażeni na precyzyjne ataki ukraińskich bezzałogowców, zmniejszyli składy oddziałów szturmowych, porzucając wcześniejszą taktykę "mięsnych szturmów". Obecnie uderzenia wykonują małe, kilkuosobowe zespoły, które dniami zbierają się do ataku, przemieszczając się w ukryciu.
- Zazwyczaj idzie dwóch rosyjskich żołnierzy - przeżywa jeden - mówi płk Władysław Wołoszyn z Dowództwa Operacyjnego "Południe". - Małe grupy trudniej wykryć, zwłaszcza we mgle i deszczu.
Pogoda stała się jednym z kluczowych czynników taktycznych. Mgła i opady ograniczają loty dronów, co Rosja wykorzystuje do infiltracji - m.in. podczas ostatnich postępów pod Pokrowskiem czy w rejonie Nowopawliwki.
Jednocześnie rosyjska armia pracuje nad maksymalnym poszerzaniem strefy śmierci. Precyzyjnie niszczy budynki i schrony, tworząc bezkresną pustynię, w której nie ma gdzie się ukryć.
Logistyczny koszmar niszczy morale
Drony zmusiły artylerię do odsunięcia się od linii frontu, a użycie pojazdów opancerzonych do transportu zaopatrzenia stało się prawie niemożliwe.
- Drony przejęły zadania, które kiedyś wykonywali żołnierze: dostawy, ewakuacje, zwiad, minowanie - mówi Palisa.
Jednak masowe użycie bezzałogowców oznacza, że nawet te funkcje stają się coraz trudniejsze - rotacje, ewakuacje i zaopatrzenie są dziś najbardziej śmiercionośnymi operacjami. - Większość żołnierzy ginie dziś podczas rotacji - przyznaje Wołoszyn.
Dlatego wojskowym kazano pozostawać na tzw. linii Null - pierwszej linii ukraińskich pozycji - przez tygodnie, a nawet miesiące. Do punktu odbioru oddalonego o 5-6 km żołnierze muszą docierać pieszo, ukrywając się przed dronami, co rujnuje morale.
- Piechur, który przesiedział 60-165 dni w dziurze na linii Null, nie wróci tam dobrowolnie - podkreśla analityk Mykoła Bielieskow.
Medycy leczą przez telefon
Najtrudniejszą sytuację mają ranni. Daryna, anestezjolożka z batalionu "Da Vinci Wolves", mówi Politico, że poszkodowany żołnierz często musi iść, być niesiony albo czołgać się nawet 5 km, zanim dotrze do punktu, gdzie może podjechać pojazd ewakuacyjny. Jakby tego było mało, musi on jeszcze przebić się przez strefę rosyjskich dronów sięgających aż 20-40 km w głąb terytorium Ukrainy.
Punkty medyczne muszą być przenoszone dalej od linii frontu, co opóźnia stabilizację rannych. Ci nierzadko czekają na ewakuację dni, a nawet tygodnie - czasem korzysta się z robotów lądowych.
W tej sytuacji ukraińscy medycy coraz częściej stosują "telemedycynę dronową". Używają dronów Mavic, aby instruować żołnierzy, jak poprawnie założyć opaskę uciskową czy podać leki. Drony dostarczają też leki na pozycje.
Rosjanie z kolei porzucają swoich rannych z powodu ryzyka ewakuacji - wynika z ustaleń białego wywiadu (OSINT).
Jednocześnie operatorzy dronów są coraz bardziej narażeni. - Dawniej można było zapalić papierosa 10 km od frontu. Teraz nie podchodzimy tam bez strzelby - mówi Sekacz. - Drony na światłowodach latają już 15 km w głąb.
Eksperci przyznają, że Ukraina nie ma gotowej doktryny obronnej dostosowanej do nowych warunków - braku piechoty, rosyjskich infiltracji i odcięcia linii komunikacji. - To przepis na rosyjskie powolne, ale stałe postępy - efekt zaciskania - ocenia Bielieskow.
Źródło: Politico
















