Rekordowe kolejki po benzynę i paragony grozy. Rosjanie przerażeni
Rosja zmaga się z narastającym kryzysem paliwowym. W wielu regionach kierowcy czekają nawet kilkanaście godzin, by zatankować, a na okupowanym Krymie ceny benzyny wzrosły niemal trzykrotnie. Według ekspertów problemy są skutkiem ukraińskich ataków dronów na rosyjską infrastrukturę naftową, choć Kreml zapewnia, że sytuacja pozostaje pod kontrolą.

W skrócie
- W Rosji narasta kryzys paliwowy, który objawia się długimi kolejkami do stacji oraz wysokimi cenami na Krymie.
- Analitycy wiążą problemy z ukraińskimi atakami dronów na rafinerie, natomiast lokalne władze próbują kontrolować sytuację przez ograniczenia eksportu i dystrybucji.
- Na Krymie ceny paliwa wzrosły niemal trzykrotnie, a sprzedaż jest ograniczona głównie do służb, podczas gdy na czarnym rynku ceny są znacznie wyższe.
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
Analitycy rynku energetycznego szacują, że uderzenia Ukrainy na terenie Rosji wyłączyły z eksploatacji co najmniej 25 proc. rosyjskich mocy przerobowych.
Z kolei, jak informuje rosyjski "Kommiersant", w liście do Władimira Putina szef największej rosyjskiej spółki naftowej miał określić zniszczenia rafinerii jako "bezprecedensowe".
Ukraina uderzyła w Rosję. 18 godzin w kolejce po benzynę
Skutki kryzysu odczuwalne są nawet na Syberii. W Irkucku kolejki do stacji benzynowych są tak długie, że lokalne władze zapowiedziały ustawienie przenośnych toalet dla kierowców.
Jedną z osób, które opowiedziały o swojej sytuacji "The New York Times", była 26-letnia Alona Sadovnikova. Kobieta wraz z mężem i 18-miesięcznym dzieckiem miała czekać na zatankowanie pojazdu od godziny 23 do 17 następnego dnia.
Jak relacjonowała, pierwsze oznaki kryzysu zauważyła już w połowie czerwca, gdy na jednej ze stacji paliwo sprzedawano wyłącznie osobom posiadającym specjalne kupony.
- Byłam przerażona. Czy jesteśmy teraz w Związku Radzieckim, gdzie trzeba było mieć kupony, żeby kupić kiełbasę? - powiedziała dziennikowi.
Kryzys paliwowy w Rosji. Kreml uspokaja, ale wprowadza ograniczenia
Władimir Putin przyznał, że problemy z paliwem występują, jednak określił skutki ukraińskich ataków jako "niekrytyczne". Jednocześnie Rosja zakazała eksportu benzyny i paliwa lotniczego, aby zwiększyć dostawy na rynek krajowy.
Wicepremier Aleksander Nowak przekonuje, że sytuację "można kontrolować", a minister finansów Anton Siłuanow zaprzecza gwałtownemu wzrostowi cen.
Relacje z regionów pokazują jednak coś innego. W Kraju Krasnodarskim zamknięto co najmniej jedną trzecią stacji paliw, a na wielu z nich dochodzi do sporów między kierowcami.
Krym z paliwem tylko dla służb. Ceny wzrosły niemal trzykrotnie
Szczególnie trudna sytuacja panuje na okupowanym Krymie. Tamtejsze władze poinformowały, że paliwo jest przeznaczane głównie dla służb miejskich i ratowniczych, a sprzedaż dla mieszkańców została ograniczona.
Jak podaje "Kommiersant", ceny paliwa na półwyspie niemal potroiły się od połowy kwietnia. Obecnie litr benzyny kosztuje od 200 do 225 rubli, a na czarnym rynku nawet 400 rubli. Dla porównania, w połowie kwietnia litr benzyny kosztował około 78 rubli.
Według doniesień niektóre stacje otwierają się jedynie na krótko i sprzedają paliwo bez podawania cen. Mieszkańcy publikują w sieci zdjęcia wysokich rachunków za tankowanie, a jeden z internautów ironicznie skomentował sytuację słowami: "Dobra robota, Władimirze".
Przypomnijmy, że w sobotę Ukraina przeprowadziła kolejny atak dronów na terminal naftowy w Petersburgu. Zdaniem obserwatorów systematyczne uderzenia w rosyjską infrastrukturę paliwową sprawiają, że skutki wojny coraz mocniej odczuwają również mieszkańcy odległych regionów Rosji.














