Oddali punkt dowodzenia Rosjanom. Dowódca batalionu: Przykra sytuacja
Stanowisko dowodzenia ukraińskich sił zbrojnych w Hulajpolu zostało porzucone na skutek "paniki wśród żołnierzy" i "zaniedbań ze strony dowódców". - Przykry przypadek, powiedzmy sobie szczerze - skomentował incydent dowódca pierwszego samodzielnego batalionu szturmowego "Da Vinci", kpt. Dmytro Fiłatow, ps. "Perun".

25 grudnia w mediach społecznościowych pojawiło się nagranie wideo, na którym rosyjscy żołnierze twierdzą, że przejęli punkt dowódczo-obserwacyjny batalionu 106. Samodzielnej Brygady Obrony Terytorialnej.
Na opublikowanych materiałach widoczny jest pozostawiony w pośpiechu sprzęt: laptopy, telefony służbowe oraz mapy operacyjne.
Wojna w Ukrainie. "Panika i błędy dowodzenia". Kulisy utraty pozycji w Hulajpolu
Do zdarzenia odniósł się kpt. Dmytro Fiłatow, ps. "Perun", pierwszego samodzielnego batalionu szturmowego "Da Vinci". W rozmowie z portalem Suspilne wskazał on na szereg rażących uchybień po stronie ukraińskiej jednostki.
- Stanowisko dowodzenia zostało porzucone w wyniku paniki personelu oraz nieodpowiedzialnych decyzji dowódców. Co najbardziej uderzające, do miasta przeniknęła jedynie trzyosobowa grupa dywersyjna Federacji Rosyjskiej - wyjaśnił Fiłatow.
Dowódca batalionu "Da Vinci" podkreślił, że rosyjscy żołnierze działali bez wsparcia artylerii ani osłony ze strony bezzałogowych statków powietrznych.
"Przykry incydent". Ukraiński dowódca komentuje porzucenie punktu dowodzenia w Hulajpolu
Według "Peruna" incydent ten obnażył poważne braki w organizacji ochrony obiektów kluczowych.
- To wyjątkowo przykry przypadek. Zawiodła organizacja ochrony punktu dowodzenia i postawa żołnierzy. Z ujawnionych nagrań głosowych wynika, że dowództwo pododdziału wręcz nakłaniało podwładnych do opuszczenia pozycji. To właśnie takie działania prowadzą do fatalnych konsekwencji - ocenił kpt. Fiłatow.
Z ustaleń wynika, że rosyjska grupa infiltrująca liczyła zaledwie trzy osoby. Żołnierze ci przypadkowo zlokalizowali stanowisko, słysząc pracujący agregat prądotwórczy, i zdecydowali się na uderzenie. Ukraińska obsada, mimo przewagi liczebnej, nie stawiła oporu i nie zniszczyła nośników informacji zawierających dane niejawne.
Wojna w Ukrainie. Sytuacja operacyjna w obwodzie zaporoskim
Mimo incydentu, dowództwo zapewnia, że sytuacja w rejonie Hulajpola jest pod kontrolą, choć pozostaje napięta. Na zagrożony odcinek skierowano nowe pododdziały, które zablokowały kierunki ewentualnego posuwania się przeciwnika.
- Przeciwnik, który wniknął tak głęboko, nie ma nawet stabilnej łączności ze swoim dowództwem. Ich celem było sianie paniki i, niestety, w tym konkretnym przypadku im się to udało - dodał dowódca pierwszego samodzielnego batalionu szturmowego "Da Vinci". - W mieście wciąż mogą przebywać małe, rozproszone grupy przeciwnika, które wymagają eliminacji.
- W idealnej sytuacji miasto powinny oczyścić grupy szturmowe, ponieważ dwie brygady obsadzające ten odcinek nie są w stanie zablokować rosyjskiego natarcia. Nawet przy pełnym ukompletowaniu nie posiadają one odpowiednich sił i środków do realizacji takiego zadania - wyjaśnił dowódca.
Oficjalne stanowisko Sił Obrony Ukrainy: Trwa dochodzenie
Rzecznik Sił Obrony Południa, Władysław Wołoszyn, potwierdził, że sprawa jest traktowana priorytetowo i nie będzie zamiatana pod dywan.
- Nie będziemy niczego ukrywać. Po zakończeniu śledztwa upublicznimy szczegółowe informacje. Obecnie trwa nie tylko dochodzenie w sprawie tego konkretnego zdarzenia, ale także głęboka analiza całej sytuacji operacyjnej na odcinku Hulajpola - zadeklarował Wołoszyn w komentarzu dla Suspilne.
Źródło: Suspilne.media















