Niemcy nie nabrały się na sztuczkę Putina. Chłodna reakcja Berlina
Berlin nie chce Gerharda Schrödera w roli pośrednika między Rosją a Europą. Propozycja Władimira Putina została w Niemczech odebrana nie jako realna oferta pokojowa, lecz jako polityczna gra wymierzona w jedność Zachodu.

W skrócie
- Berlin nie chce Gerharda Schrödera jako pośrednika między Rosją a Europą, oceniając propozycję Putina jako polityczną grę.
- Niemieccy politycy podkreślają brak zaufania do Schrödera i wskazują, że Rosja nie wykonała żadnych działań budujących zaufanie, takich jak zawieszenie broni.
- Propozycja nominowania Schrödera jest postrzegana w Niemczech jako testowanie jedności Zachodu przez Moskwę, a nie realna oferta pokojowa.
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
- Schröder nie nadaje się na mediatora, a Putin najpierw powinien pokazać, że naprawdę chce pokoju - mówi Interii Jürgen Hardt, poseł CDU i rzecznik frakcji CDU/CSU do spraw polityki zagranicznej
Berlin nie kupuje propozycji Putina
Pomysł, by były kanclerz Niemiec Gerhard Schröder został mediatorem w rozmowach Rosji z Europą, trafił w bardzo czuły punkt niemieckiej polityki. Schröder wciąż jest byłym szefem rządu, ale od lat ciążą na nim bliskie relacje z Putinem i reprezentowanie rosyjskich interesów energetycznych.
Dlatego reakcja Berlina jest chłodna. Z kręgów rządowych płynie ocena, że to kolejna z pozornych ofert Moskwy. Argument jest zasadniczy: Rosja nie zmieniła warunków zakończenia wojny, nie wycofała się z żądań wobec Ukrainy i nie pokazała, że jest gotowa do poważnych rozmów.
Niemiecki rząd podkreśla też, że ewentualne rozmowy Unii Europejskiej z Rosją nie mogą odbywać się bez udziału Ukrainy. Musiałyby być ściśle uzgodnione z Kijowem i państwami członkowskimi UE.
To ważne, bo Putin nie zaproponował przypadkowej postaci. Schröder jest dla Moskwy wygodny: zna Putina, przez lata bronił dialogu z Rosją i po odejściu z urzędu był związany z rosyjskimi koncernami. W Berlinie właśnie to jest dziś jego największym obciążeniem.
Rosja musi najpierw pokazać szczerość
Jürgen Hardt, poseł CDU i rzecznik frakcji CDU/CSU do spraw polityki zagranicznej, w rozmowie z Interią ocenia propozycję Putina bez dyplomatycznych ozdobników. Jego zdaniem zanim Zachód zacznie poważnie rozważać takie sygnały, Rosja musi dać "dowód swojej szczerości". W praktyce chodzi przede wszystkim o zawieszenie broni.
Hardt podkreśla, że Ukraina, wspierana przez Europejczyków, dopuszcza negocjacje, ale pod warunkiem, że "broń będzie milczeć". Bez tego, jak mówi, propozycje Putina są tylko "zasłonami dymnymi". Mogą dezorientować część zachodniej opinii publicznej, ale nie prowadzą do realnego pokoju.
Polityk CDU/CSU mówi też wprost, że Schröder "nie nadawałby się na pośrednika". Powód jest prosty: dziś nie ma podstaw, by uznać, że Putin naprawdę chce negocjować. Rosyjski przywódca nie poparł swojej propozycji żadnym krokiem budującym zaufanie, choćby dłuższym zawieszeniem działań wojennych.
- Moim zdaniem jest to zasłona dymna Putina, która w żaden sposób nie jest poparta żadnymi działaniami budującymi zaufanie i dlatego nie należy jej traktować poważnie - mówi Jürgen Hardt.
Jak dziś w Berlinie traktowany jest Schröder?
Jürgena Hardta zapytaliśmy także o to, jak Gerhard Schröder jest dziś postrzegany w Berlinie. Odpowiedź pokazuje skalę jego politycznego upadku.
- Wyobrażam sobie, że wśród niektórych socjaldemokratów nadal cieszy się dużym uznaniem, ale ogólnie rzecz biorąc, jego mieszanie interesów politycznych i gospodarczych jest postrzegane wyjątkowo krytycznie - mówi Hardt.
Chodzi przede wszystkim o rolę Schrödera przy rosyjskich firmach. Po odejściu z urzędu były kanclerz związał się z rosyjskim sektorem energetycznym, co po pełnoskalowej agresji Rosji na Ukrainę stało się w Niemczech politycznie nie do obrony.
Hardt przypomina, że Bundestag kilka lat temu odebrał Schröderowi biuro i personel, które zwykle przysługują byłym kanclerzom. Uzasadnienie było dotkliwe: niemieccy posłowie uważali, że nie reprezentował interesów Niemiec.
Schröder nadal pobiera należne mu świadczenia jako były szef rządu. Ale symboliczna degradacja już się dokonała.
Hardt dorzuca do tego wymowny obrazek z Bundestagu. Jak mówi, pracuje w budynku, w którym swoje biura mają byli szefowie państwa i rządu.
- Widzę na dziedzińcu audi Angeli Merkel, ale już dawno nie widziałem samochodu Schrödera.
Schröder formalnie pozostaje częścią niemieckiej historii politycznej, ale nie jest dziś traktowany jak państwowy autorytet, który mógłby w imieniu Niemiec uczestniczyć w rozmowach o wojnie i pokoju. Jest raczej politykiem, którego nazwisko natychmiast uruchamia pytania o Putina, rosyjski gaz, Nord Stream i granice politycznej lojalności.
Putin uderza w słaby punkt SPD
Dla socjaldemokratów były kanclerz pozostaje postacią historycznie ważną, ale politycznie bardzo niewygodną. Po rosyjskiej agresji na Ukrainę jego relacje z Putinem stały się dla partii problemem, którego nie da się już przykryć dawnymi zasługami.
Część polityków SPD mówi twardo, że propozycja Putina to przejrzysty manewr. Inni odpowiadają ostrożniej: każdą możliwość zakończenia wojny trzeba sprawdzić, ale tylko razem z europejskimi partnerami i Ukrainą.
I właśnie o to może chodzić Putinowi. Nie musi naprawdę chcieć Schrödera przy stole. Wystarczy, że wrzuca jego nazwisko do debaty i zmusza Berlin do kolejnej rozmowy o byłym kanclerzu, który stał się dla Niemiec kłopotliwym symbolem błędnej polityki wobec Moskwy.
To nie oferta pokoju, tylko polityczny test
W tej sprawie nazwisko byłego kanclerza jest ważne, ale jeszcze ważniejszy jest mechanizm. Putin składa propozycję, która z zewnątrz wygląda jak gest w stronę rozmów, ale jednocześnie wybiera osobę wyjątkowo kontrowersyjną. Dzięki temu może sprawdzać, czy Zachód zacznie spierać się sam ze sobą.
Hardt zwraca uwagę, że taka niejasność może zostać wykorzystana przez środowiska przychylne Rosji, zwłaszcza przez AfD. Według niego mogą one budować przekaz, że Putin chce pokoju, a Zachód nie chce rozmawiać.
Dlatego Berlin musi jasno tłumaczyć, dlaczego nie przyjmuje tej propozycji. Nie chodzi o odrzucenie rozmów jako takich. Chodzi o to, że rozmowy bez zawieszenia broni, bez Ukrainy w centrum i bez realnej zmiany postawy Moskwy byłyby dla Putina prezentem.
Stawką nie jest więc tylko to, czy Schröder zostanie mediatorem. Stawką jest to, czy Rosji uda się narzucić Europie rozmowę na własnych warunkach: z człowiekiem wygodnym dla Kremla i bez poważnego sygnału, że Moskwa chce zakończyć wojnę.
Najpierw cisza na froncie, potem rozmowy
Niemiecka odpowiedź sprowadza się do jednego warunku: jeśli Rosja naprawdę chce negocjacji, musi najpierw pokazać to na froncie. Samo nazwisko Schrödera niczego nie zmienia.
Na dziś w Berlinie dominuje przekonanie, że propozycja Putina nie jest planem pokojowym, lecz testem. Testuje rząd Niemiec, SPD, Unię Europejską i gotowość Zachodu do trzymania się zasady, że o Ukrainie nie rozmawia się bez Ukrainy.
W tym sensie Schröder nie jest kandydatem na mediatora. Jest narzędziem w rosyjskiej grze i jednym z najbardziej niewygodnych nazwisk, jakie Putin mógł podsunąć Berlinowi.
Z Berlina dla Interii Tomasz Lejman
















