W skrócie
- Trump stawia Rosji ultimatum, grożąc surowymi cłami.
- Pojawiają się sprzeczne informacje o możliwych działaniach Rosji na froncie i wsparciu z Korei Północnej.
- Eksperci podkreślają brak spójnej strategii zarówno po stronie USA, jak i Rosji, której priorytetem stają się cele polityczne.
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
- Jeśli w ciągu 50 dni nie dojdziemy do porozumienia z Rosją, nałożymy na nią surowe cła. (...) Jesteśmy z Rosji bardzo niezadowoleni - oświadczył w poniedziałek Donald Trump. Ponadto zapewnił, że Ukraina dostanie broń z USA. W najbliższych dniach Kijów ma otrzymać rakiety do systemów Patriot.
Prezydent USA nakreślił horyzont czasowy, w którym oczekuje rozstrzygnięcia w sprawie wojny. Co więcej, według "Financial Times" Trump miał zapytać Wołodymyra Zełenskiego, czy Ukraina może uderzyć na Moskwę. Później amerykański prezydent oświadczył, że Zełenski Moskwy atakować nie powinien, a on sam nie stoi po żadnej ze stron.
Zapowiedź ultimatum wywołała poruszenie również na Kremlu. W państwowych mediach padły słowa o "pokazaniu pięści" Trumpowi. Czy oburzenie w Moskwie jest szczere? Rosja ma teraz półtora miesiąca na działanie.
Ultimatum Trumpa. Światowy pokój czy polityka wewnętrzna?
- Putin dostał dużo czasu. Te 50 dni to przecież nie jest pierwsze 50 dni negocjacji. Jeśli przypomnimy sobie zapowiedzi Trumpa z kampanii wyborczej, to wszystko miało trwać znacznie krócej - komentuje w rozmowie z Interią dr Piotr Śledź z Wydziału Nauk Politycznych i Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego.
Prezydent USA zapowiedział, że jeśli w wyznaczonym czasie nie dojdzie do zawarcia umowy pokojowej, nałoży 100 proc. cła wtórne. Nasz rozmówca wskazuje, że ważniejsze jest to, o czym administracja amerykańska nie mówi publicznie.
- Środkiem odwetowym tutaj miałyby być cła, które i tak są nakładane nawet na wieloletnich partnerów Stanów Zjednoczonych. To jest oczywiście oficjalna retoryka. Nie wiemy, co dzieje się za kulisami. Zakładam, że dzieje się dużo. Nieprzypadkowa jest wizyta Keitha Kelloga w Kijowie. Zakładam, że trwają rozmowy dotyczące warunków amerykańskiego wsparcia dla Ukrainy - mówi dr Śledź.
Ukraina spełniła warunki Trumpa. Ostatecznie podpisała umowy i minerałach ziem rzadkich. Natomiast Rosja nie wykazała najmniejszego gestu dobrej woli. Ukraińskie miasta są bombardowane i to z większą intensywnością, niż dotychczas
Według informacji przedstawionej przez Trumpa za broń dla Ukrainy mają zapłacić państwa europejskie.
- Zakładam, że pewne ustalenia zapadły na szczycie NATO w Hadze. Nie znamy skali planowanego amerykańskiego wsparcia, więc trudno ocenić czy Europę będzie stać na to uzbrojenie. Dlatego być może jest to retoryka Trumpa na użytek wewnętrzny. To byłoby spójne z jego polityką - podkreśla rozmówca Interii.
Wsparcie z Korei Północnej. Sprzeczne informacje
Kilka dni wcześniej niemiecki "Bild" opublikował analizę informacji rosyjskich źródeł, które powołują się na kontakty w armii Putina. Wynika z niej, że Rosjanie mieliby przygotowywać nową ofensywę w drugiej połowie lata. Sztab Generalny miał przedstawić prezydentowi gotowość do przeprowadzenia takiej operacji.
Czy celem Moskwy na najbliższe 50 dni jest przełamanie frontu?
- Przełamanie albo otwarcie nowego, dużo się mówi o obwodzie sumskim na północy Ukrainy. Podstawowe pytanie to skala i charakter ewentualnej ofensywy. Jeśli to miałaby być ofensywa stricte lądowa, to Rosjanie mogą mieć problem. Jeśli natomiast miałby to być zmasowany ostrzał konkretnego terytorium, bardziej intensywny niż dotychczas, to łatwiej mi to sobie wyobrazić - komentuje dr Śledź.
Jednak dwa tygodnie wcześniej CNN opublikował nieoficjalną informację, według której Rosjan w walce miałoby wesprzeć 30 tysięcy żołnierzy z Korei Północnej. 14 lipca pojawiły się kolejne doniesienia. Największy anglojęzyczny dziennik w Japonii - "Japan Times", opublikował oświadczenie Głównego Zarządu Wywiadu Ministerstwa Obrony Ukrainy.
Ukraińcy twierdzą, że nie posiadają informacji, by w najbliższych miesiącach wspomniana liczba Koreańczyków weszła do walki. Wskazują za to, że Pjongjang ma przysłać sześć tysięcy żołnierzy: tysiąc saperów i pięć tysięcy wojskowych do prac inżynieryjnych.
- W kontekście samej wojny jest w tym logika, bo z informacji, które do nas docierają, wiemy, że żołnierze z Korei Północnej nie byli wielkim wsparciem dla Rosji na froncie. To nie są jednostki sprawdzone w boju. Natomiast utrzymanie frontu wymaga ogromnej pracy jednostek inżynieryjnych. Są wręcz kluczowe. Jeśli informacje ukraińskiego wywiadu są prawdziwe, to taka pomoc z Korei ma więcej sensu dla Moskwy, niż wysyłanie kolejnych fal "mięsa armatniego" - wskazuje dr Śledź.
- W takim scenariuszu informacje medialne o wysyłaniu dziesiątek tysięcy północnokoreańskich żołnierzy można traktować jako dezinformację, która jest stałym elementem wojny - dodaje.
Dwa scenariusze odpowiedzi Putina
Zatem jaki jest sens i przyszłość prowadzonych przez Rosjan działań? Dopytujemy, czy Putin wybrał zarządzanie wojną jako sposób sprawowania władzy, czy jednak wciąż szuka sposobu na kolejny atak i rozmowy pokojowe w warunkach, które będą dla niego korzystne.
- Raczej pierwsza z opcji. Tutaj dochodzi kontekst "przeciągania liny" ze Stanami Zjednoczonymi, z Europą. Mieliśmy ostatnio sugestie ze strony chińskiej, że Pekin nie może się zgodzić, by Rosja tę wojnę przegrała. Zakładam, że za decyzjami Putina stoją bardziej cele polityczne, niż wojskowe - wskazuje nasz rozmówca.
- W sytuacji, w której nie jest w stanie wygrać wojny, może próbować wykorzystać ją na własną korzyść. Istnieje rosyjska koncepcja zarządzania eskalacją, czyli dozowania przemocy w takim zakresie, jaki będzie umożliwiał realizację określonych celów politycznych - dodaje.
Od pewnego czasu ta wojna właśnie tak wygląda, mamy koncentrację na atakach z powietrza, na ostrzeliwaniu ukraińskich miast. To nie ma sensu operacyjnego. W ten sposób Putin nie zajmie ani Kijowa, ani Charkowa, ani jakiegokolwiek innego miasta. Ataki mają przede wszystkim zwiększyć presję na Ukrainę, spowodować, aby ludność cywilna również nalegała na zakończenie wojny, żeby mogła normalnie funkcjonować na danym terytorium
- Problem Putina polega na tym, że dotychczas taka strategia nie przynosiła efektu, którego oczekiwał. Ukraińcy okazują się zdeterminowani mimo tych ataków. Natomiast nadal przemoc zbrojna jest przez Rosję wykorzystywana do realizacji celów politycznych - wskazuje dr Śledź.
Co ma dać ultimatum? "Wielkiego planu nie ma"
Nasz rozmówca wskazuje również, że Trump także w przypadku ultimatum dla Putina sięga po swój standardowy instrument.
- Myślę, że nieprzewidywalność to jedna z tych cech, na których Trumpowi zależy najbardziej. Od jego pierwszej kadencji widać, że czasami w polityce jego administracji zaskoczenie staje się celem w samym sobie. Nie dopatrywałbym się tutaj jakiejś przemyślanej strategii. Jego polityka kształtuje się ad hoc, w zależności od sytuacji w danym momencie - mówi nam dr Piotr Śledz.
- Mamy bardzo wiele przykładów. Chociażby prowadzenie rozmów o denuklearyzacji z Iranem i chwilę później bombardowanie irańskich instalacji nuklearnych. Sądzę, że w przypadku Ukrainy wielkiego planu nie ma. Strategia jest determinowana bieżącą sytuacją - podkreśla w rozmowie z Interią.
Jakub Krzywiecki
Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz na jakub.krzywiecki@firma.interia.pl














