Karol Nawrocki zawetował uchwaloną przez Sejm nowelizację ustawy o pomocy obywatelom Ukrainy i złożył swój własny projekt nowelizacji. Wśród propozycji prezydenta pojawiła się zmiana w Kodeksie karnym dotycząca zrównania symbolu banderowskiego z symbolami nazistowskimi i komunistycznymi. Oznaczałoby to, że za jego propagowanie będzie groziło do trzech lat więzienia.
Propozycja wywołała duże poruszenie w Ukrainie. Tamtejsze serwisy podają, powołując się na źródła w ukraińskiej dyplomacji, że zrównanie symboli banderowskich z nazistowskimi nie obejdzie się bez reakcji ze strony władz w Kijowie.
Zdaniem Jana Piekło, byłego ambasadora Polski w Ukrainie, choć oficjalnej reakcji ze strony Ukrainy jeszcze nie było, nie można wykluczyć, że będzie.
Do sprawy odniósł się też na konferencji prasowej rzecznik rządu Adam Szłapka. Został zapytany o to, czy ktoś z Kijowa kontaktował się z polskim MSZ.
- Nic nie wiem o kontakcie w tej sprawie z MSZ, jeśli był to pewnie na niższym poziomie albo dopiero będą się kontaktować - powiedział Szłapka.
Jan Piekło ocenia, że to co dzieje się obecnie w naszej polityce jest skutecznie wykorzystywane przez agenturę rosyjską. - Cała symbolika związana z Ukraińską Powstańczą Armią i z banderowcami jest najskuteczniejszym elementem do poróżnienia Polaków i Ukraińców - mówi w rozmowie z Interią.
Jan Piekło: Temat służy tylko interesom Rosji
Były ambasador podkreśla, że temat był dyskutowany w przestrzeni publicznej od dawna, nie jest niczym nowym. Wiąże się z niezadowoleniem części społeczeństwa z udogodnieniami, na jakie mogą liczyć uchodźcy z Ukrainy w Polsce.
- Temat banderowców wracał przez całe moje ambasadorstwo w Kijowie i zawsze służył tylko interesowi Rosji. W tej kwestii należy postępować bardzo ostrożnie - twierdzi Piekło.
Dodaje, że historia Ukraińskiej Powstańczej Armii dla Polaków jest jednoznaczna, bo była ona odpowiedzialna za rzeź polskiej ludności, jednak dla Ukraińców jest to też symbol walki o niepodległość.
- To taki grząski teren, po którym należy się poruszać z wielką ostrożnością, pamiętając, że Polacy i Ukraińcy muszą mieć tutaj wspólne stanowisko, żeby nie działać na korzyść Rosji - podkreśla Jan Piekło.
Czytaj też:
"Cóż za obłuda". Rzecznik prezydenta ostro reaguje na krytykę weta
"Potrząsanie szabelką". Fogiel o ostrzeżeniach ze strony Kijowa
Komentarze po decyzji Nawrockiego
Propozycja Karola Nawrockiego spotkała się z negatywnym odbiorem ze strony rządu.
"Putinowscy propagandyści zachwyceni decyzjami o ograniczaniu pomocy dla Ukrainy i Ukraińców. Nie gratuluję" - napisał w serwisie x minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski.
"W Rosji cieszą się z postawy Prezydenta Nawrockiego blokującej wsparcie Ukrainy! Pod postami Kancelarii setki rosyjskich trolli biją brawo i próbują zniechęcać Polskę do pomocy walczącej o niepodległość Ukrainie" - napisał natomiast wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski.
Zdaniem Jana Piekło strona rządowa usiłuje obarczyć całą winą za popsucie stosunków ukraińsko-polskich prezydenta Nawrockiego.
- To nie służy ani interesom Polski ani Ukrainy. Mam głębokie przekonanie, że jedną z pierwszych wizyt Karola Nawrockiego, zaraz po wizycie w Stanach Zjednoczonych i Watykanie, będzie właśnie wizyta w Kijowie i spotkanie z prezydentem Zełenskim - mówi Interii były ambasador Polski w Ukrainie.
Piekło przypomniał, że w niedzielę Nawrocki złożył na ręce Wołodymyra Zełenskiego życzenia z okazji dnia niepodległości Ukrainy. Prezydent Polski przypomniał, że Ukraińcy mierzą się z "brutalną agresją" Rosji. "Niech ten dzień będzie źródłem dumy, siły i nadziei dla całego narodu" - podkreślił Nawrocki.
Paulina Sowa (paulina.sowa@firma.interia.pl)
Zobacz, co na łamach Interii o wecie prezydenta Karola Nawrockiego piszą nasi felietoniści:














