Frustracja rośnie na Kremlu. Nikt nie przewidział, co zrobią Ukraińcy
Ukraińskie drony po raz pierwszy wywołały alarm na Syberii. - Paniki może nie ma, natomiast na pewno jest frustracja - mówi analityk OSW Filip Rudnik, który w rozmowie z Interią komentuje naloty na Rosję. Ekspert wskazuje, że uderzenia mają dwa cele i przekładają się na niekorzystny dla Władimira Putina efekt społeczny, dostrzegany już nawet przez rosyjskie ośrodki rządowe.

W skrócie
- Po raz pierwszy wskazano, że ukraińskie drony spowodowały alarm na Syberii, co wywołało frustrację w Rosji i negatywnie wpłynęło na postrzeganie Kremla.
- Spadek poparcia dla Władimira Putina według analityka OSW Filipa Rudnika wiązany jest z rosnącym zmęczeniem wojną, pogarszającą się sytuacją ekonomiczną i trudnościami związanymi z blokadą internetu.
- Ukraińskie ataki dronów na rosyjską infrastrukturę wojskową i energetyczną negatywnie wpływają zarówno na gospodarkę, jak i reputację rosyjskiej władzy.
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Rosnąca frustracja Rosjan i niezadowolenie z prezydenta składa się z kilku czynników. Filip Rudnik, analityk w Zespole Rosyjskim Ośrodka Studiów Wschodnich, wskazuje trzy podstawowe. Podkreśla również, że słabsze notowania Władimira Putina nie są przedmiotem analizy wyłącznie niezależnych ośrodków badania opinii.
- Od paru tygodni zauważalny jest spadek poparcia działań Putina, o którym informują nawet ośrodki rządowe jak WCIOM - zaznacza nasz rozmówca. - Niewiele, bo niewiele, ale mimo wszystko poparcie spadło, co jest z perspektywy Kremla, który bardzo dba o swoją opinię i percepcję swoich działań, wiadomością niepokojącą - mówi dalej.
Wpływ na tę sytuację mają ukraińskie naloty. W nocy z 4 na 5 maja drony zaalarmowały 18 obwodów Rosji, w tym Chanty-Mansyjski Okręg Autonomiczny, którego stolica określana jest mianem "bramy Syberii".
Trzy argumenty przeciwko Władimirowi Putinowi
- Mamy do czynienia z sytuacją, w której faktycznie drony ukraińskie latają coraz głębiej i efekty ich ataków są coraz widoczniejsze. Przypomnijmy, że do tego jeszcze dochodzi faktyczne znużenie i zmęczenie sytuacją wojenną w piątym roku wojny - mówi nam Filip Rudnik, wskazując pierwszy z czynników osłabiających poparcie Putina.
Drugim elementem jest zmęczenie ekonomiczne. - Efekty wojny, chociażby sankcji i spowolnienia gospodarczego są coraz bardziej widoczne dla przeciętnego Rosjanina. Kiedy czyta się opinie i relacje Rosjan, którzy pozostali w kraju i przesyłają do niezależnych mediów informacje na temat życia, to faktycznie na przestrzeni kilku lat ich rachunki się zwiększyły, natomiast produktów z tego tytułu nie przybyło - wskazuje ekspert.
Jako trzeci czynnik Rudnik wymienia blokadę internetu, która jest uciążliwa na poziomie społecznym i gospodarczym. Utrudnia wymianę informacji, a przez to funkcjonowanie gospodarki cyfrowej.
- Wszystkie te rzeczy sprawią, że Kreml jawi się jako impotentny, nie jest w stanie niczemu zaradzić. Wręcz przeciwnie, w niektórych sytuacjach przeszkadza bardziej, kiedy na przykład przez blokadę internetu dezawuuje istotę problemu - komentuje analityk OSW.
Katastrofa ekologiczna ujawniła kłamstwo Rosji
Jako przykład nieskuteczności ograniczeń informacyjnych Kremla Filip Rudnik wskazuje katastrofę ekologiczną w Tuapse nad Morzem Czarnym, gdzie ukraińskie drony na przełomie kwietnia i maja zaatakowały terminal morski i rafinerię.
- Władze rosyjskie stwierdziły, że sytuacja jest pod kontrolą. To oczywiste kłamstwo, bo wystarczy spojrzeć jakie środki zaangażowano do wyławiania odpadów ropopochodnych z morza, żeby zauważyć, że sytuacja wymknęła się spod kontroli - komentuje ekspert OSW.
Co więcej, Rosjanie jeśli się postarają, mają dostęp do niezależnych informacji. Wtedy rozdźwięk pomiędzy rzeczywistością, a propagandą władzy jest jeszcze większy.
Kreml jawi się jako impotentny, nie jest w stanie niczemu zaradzić
- To nie jest tak, że Rosjanie są zupełnie odcięci od informacji niezależnych. Mogą instalować sobie VPN-y. Umówmy się, kto chce, korzysta z chociażby Instagrama, który teoretycznie w Rosji jest zakazany. Teraz wdrażany jest wariant siłowy, czyli fizyczna blokada Telegrama, spowolnienie jego działania, zniechęcenie ludzi do korzystania. Władza robi jedno, ludzie próbują się adoptować. Ale na faktyczne rezultaty tej blokady musielibyśmy jeszcze poczekać - zaznacza Rudnik.
Telegram jest dla Kremla niebezpieczny, bo to właśnie tam najszybciej rozprzestrzeniają się zdjęcia i nagrania ze skutków ukraińskich nalotów. Te zaś z perspektywy Kremla spełniają dwa zadania.
Ataki ukraińskich dronów. Traci gospodarka i reputacja władzy
Ukraińskie drony nie tylko atakują cele wojskowe i infrastrukturę produkcji ropy. Uderzenia przekładają się również na wizerunek władzy w oczach Rosjan.
- Oba te cele idą ręka w rękę. Jeżeli popatrzymy na logikę działań na obiekty rafineryjne, nie tylko powiększają koszty, ale też pozbawiają Rosjan możliwości czerpania zysków z tego, co stanowi istotną część rosyjskiego budżetu, czyli przetwórstwo i eksport ropy. Jednocześnie uderza to w reputację władzy Putina - mówi nam Filip Rudnik.
- Rosja to jeden z największych eksporterów ropy na świece i kraj z potężnymi zdolnościami rafineryjnymi, tzw. "stacja benzynowa" świata. Tymczasem jest pozbawiania swoich możliwości przez proste uderzenia ukraińskich dronów - tłumaczy ekspert.
Ukraina atakuje jednak nie tylko cele branży naftowej. W nocy z 4 na 5 maja drony uderzyły w przedsiębiorstwo zbrojeniowe w Czeboksarach, 1000 kilometrów od granic Ukrainy.
- W sytuacji, kiedy mamy uderzenia w zakłady produkujące na potrzeby wojska i coraz głębsze ataki w terytorium Rosji, gdzie te drony nie są zestrzeliwane, to wszystko pogłębia wrażenie nieefektywności rosyjskiej władzy - podsumowuje Filip Rudnik w rozmowie z Interią.
Jakub Krzywiecki
Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz na jakub.krzywiecki@firma.interia.pl











