"Financial Times": Ukraina na drodze do wygrania wojny
Tak dobrych nastrojów wśród ukraińskich żołnierzy nie było od dawna. Kraj odbił się od dna. Ratunek nadszedł z niespodziewanej strony - z wewnątrz. Masowa produkcja dronów zmieniła reguły gry na froncie. Rosja traci więcej żołnierzy niż rekrutuje. Na Kremlu popłoch i wiara, że USA pomogą wywrzeć nacisk na Kijów.

Interia współpracuje z czołowymi redakcjami na świecie. W naszym cotygodniowym, piątkowym cyklu "Interia bliżej świata" publikujemy najciekawsze teksty najważniejszych zagranicznych gazet. "Financial Times", brytyjski dziennik założony w 1888 roku w Londynie, specjalizuje się w tematyce gospodarczej, finansowej i politycznej. Od kilkunastu dekad dostarcza pogłębione analizy, komentarze i raporty, które kształtują debatę publiczną oraz decyzje liderów biznesu i polityki.
W fabryce tuż pod Kijowem Denys Sztillierman oglądał drony, które odmieniły wojenne reguły gry.
Sztillierman, współzałożyciel ukraińskiej firmy zbrojeniowo-technologicznej Fire Point, produkuje około 300 dronów dalekiego i średniego zasięgu FP-1 i FP-2 dziennie. Koszt jednego to około 50 tys. euro.
Te bezzałogowe statki powietrzne (UAV) każdego dnia uderzają w rosyjskie cele. Wraz z innymi innowacjami odegrały ogromną rolę w tej "dronowej wojnie", dzięki czemu sytuacja Ukrainy sukcesywnie się poprawia.
Kijów przeniósł konflikt na terytorium przeciwnika i jednocześnie spowolnił rosyjskie natarcia na froncie - mimo zmniejszonego wsparcia ze strony Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa.
- Urządzamy zasadzki w pobliżu rosyjskich lotnisk - mówił Sztillierman, opisując taktykę stosowaną w ostatnich tygodniach przeciwko rosyjskim samolotom na okupowanym Krymie. Jak dodał, operatorzy wyposażają "statki matki" FP-1 ze sztywnym płatem w dwa quadkoptery z ładunkami wybuchowymi - bezzałogowce napędzane czterema wirnikami - aby mogły "czatować przy rosyjskim lotnisku, poczekać, aż nadleci samolot, i potem go zniszczyć".
Ukraina odbiła się od dna
Kilka miesięcy po tym, jak morale Ukrainy sięgnęło dna, a sojusznicy tracili nadzieję, zwrot w sytuacji podważył długo utrzymywane przekonanie, że większa i lepiej wyposażona armia Rosji zdoła przeczekać Kijów. Ukraińska pewność siebie wzrosła do poziomu niewidzianego od lat.
- Ten miesiąc przyniósł zmianę dynamiki na naszą korzyść, na korzyść Ukrainy - powiedział prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski. - Utrzymujemy więcej pozycji i zadajemy większe straty.
Dodał, że uderzenia dalekiego zasięgu na cele w Rosji były "szczególnie znaczące".
Rzeczywiście: kilka dni po tym, jak Sztillierman przechodził obok linii montażowych, gdzie powstawały skrzydła i silniki FP-1, dziesiątki tanich dronów poleciały setki kilometrów w stronę Moskwy i dalej - w największym bombardowaniu rosyjskiej stolicy od początku wojny.
Bezzałogowce przemknęły przez rosyjską obronę powietrzną, po czym uderzyły w rafinerie ropy, wywołując potężne kule ognia i słupy czarnego dymu widoczne z kosmosu.
Alona Hetmanczuk, szefowa misji Ukrainy przy NATO, mówi, że jej kraj jest "teraz w jednym z najlepszych momentów od początku wojny", bo mniej zależy od partnerów.
Kijów był na skraju
Ukraińscy wojskowi i zachodni eksperci zgadzają się, że armia Ukrainy jest silniejsza niż kiedykolwiek od powrotu Trumpa do władzy: luki po USA wypełniają większa pomoc europejska i rosnąca samowystarczalność.
Kluczowa jest zwłaszcza masowa produkcja UAV - w skali i tempie trudnych do wyobrażenia jeszcze rok temu. Pozwala to Kijowowi prowadzić wojnę dronową dalekiego zasięgu i utrzymywać krótszy "pas rażenia" wzdłuż linii frontu. W dużej mierze zrekompensowało to niedobory kadrowe, spowalniając rosyjskie ataki, których przyspieszenia wielu obawiało się w ubiegłym roku i tej wiosny.
Kreml wciąż liczy, że w tym roku przełamie ukraińską obronę; Rosja posuwa się naprzód, choć wolno. Jednak nowa faza wojny wyraźnie kontrastuje z początkiem roku, gdy to Moskwa miała inicjatywę na polu walki, a zimowa kampania powietrzna Rosji zniszczyła dużą część ukraińskiej infrastruktury energetycznej, doprowadzając Kijów - miasto ok. 4 mln mieszkańców - na skraj katastrofy.
Niepokój w Moskwie
Przed moskiewską Paradą Zwycięstwa 9 maja rosyjskie władze sprawiały wrażenie wyjątkowo nerwowych. Wobec spekulacji, że Ukraina może zaatakować dronami Plac Czerwony, zaostrzono środki bezpieczeństwa, a obchody okrojono do defilady żołnierzy piechoty.
Parada się odbyła, ale dopiero po tym, jak Zełenski szyderczo "udzielił zgody" na jej przeprowadzenie: na oficjalnej stronie prezydenckiej opublikowano dekret, w którym obiecywał, że Ukraina nie uderzy w Moskwę.
U Rosjan narasta frustracja wojną, która wdziera się do ich kraju. Ukraińskie uderzenia dronowe stały się codziennością nawet daleko od frontu - aż po Ural.

Wskaźnik "osobistego potencjału protestu" państwowego ośrodka WCIOM, mierzący gotowość respondentów do udziału w demonstracjach, wzrósł w kwietniu do 25 proc. - najwyżej od początku wojny.
- Wszyscy są wściekli. Elity są zgodne: to katastrofa - mówi wysoki rangą rosyjski biznesmen. - Trzeba to jakoś rozwiązać.
Dodaje, że Władimir Putin, rządzący Rosją od przełomu wieków, jest "skrajnie niepopularny", ale też "stary i uparty".
Rosja nie nadąża z uzupełnianiem strat
Na froncie rosyjskie wojska lądowe mają trudności z postępami, walcząc w warunkach stałego zagrożenia ze strony ukraińskich dronów.
Minister obrony Ukrainy Mychajło Fedorow oznajmił, że w kwietniu i marcu zginęło lub zostało ciężko rannych po około 35 tys. Rosjan - dane te potwierdza ukraiński system, który nagradza jednostki bojowe nowym sprzętem za potwierdzone eliminacje.
Kijów, szacując, że Rosja pozyskuje średnio 29,5 tys. nowych żołnierzy miesięcznie, twierdzi, że przez pięć kolejnych miesięcy przeciwnik tracił więcej ludzi, niż zdołał zmobilizować.
Celem Fedorowa jest zdejmować z pola walki 50 tys. rosyjskich żołnierzy miesięcznie - to liczba, która zdaniem Kijowa mogłaby przesądzić o przebiegu wojny.
Niektóre raporty wywiadowcze wskazują, że od lutego 2022 r. zginęło lub zostało rannych aż 1,2 mln rosyjskich żołnierzy - to poziom strat, jakich żadne wielkie mocarstwo nie poniosło w jednym konflikcie od II wojny światowej.
W środę Anne Keast-Butler, szefowa brytyjskiej agencji wywiadu cybernetycznego GCHQ, powiedziała, że zginęło już niemal pół miliona rosyjskich żołnierzy, dodając: "Putin cofa się na polu walki".
Ukraina także cierpi na niedobór ludzi. Według zachodnich szacunków jej siły mogły ponieść od 500 tys. do 600 tys. strat (zabitych i rannych). Ani Moskwa, ani Kijów nie publikują oficjalnych danych.
Jednak problem siły żywej nie dotyczy już tylko Ukrainy. - Ukraińska armia wyczerpuje Rosjan - mówi Robert Browdi, dowódca Sił Bezzałogowych Systemów Ukrainy, które w dużej mierze odwróciły bieg wojny.
Skala rośnie
Wspierany pożyczkami UE rzędu 90 mld euro Kijów pompuje środki w krajową produkcję zbrojeniową, aby zmniejszyć zależność od zachodniej broni i ograniczeń politycznych, które często jej towarzyszą.
W zawrotnym tempie zwiększa produkcję dronów lądowych, morskich i powietrznych, systemów artyleryjskich, sprzętu walki elektronicznej, a nawet pocisków balistycznych i manewrujących.
W pierwszych czterech miesiącach tego roku ukraińskie ministerstwo obrony informowało o lawinowym wzroście produkcji dronów rozpoznawczych (o 441 proc. względem łącznego wyniku całego 2025 r.), dronów uderzeniowych średniego zasięgu (o 312 proc.) oraz systemów dalekiego rażenia (o 53 proc.).

Według danych resortu - których nie da się niezależnie zweryfikować - produkcja dronów FPV sterowanych przez światłowód wzrosła o 179 proc.
Takie FPV oferują znacznie większą precyzję i zwrotność niż bardziej klasyczne poprzedniki. Dają operatorowi obraz w wysokiej rozdzielczości nawet przy dużej prędkości lotu i mogą być odporne na zagłuszanie.
Stanisław Gryszyn z General Cherry, jednego z czołowych ukraińskich producentów dronów, mówi, że w marcu FPV jego firmy strącił rosyjski śmigłowiec szturmowy Ka-52 - sprzęt nieporównanie droższy.
- Drony FPV fundamentalnie zmieniają tradycyjną wojnę - dodaje.
Minęły czasy masowych, zmechanizowanych szturmów z udziałem czołgów i ciężkich wozów bojowych, które dawały Rosji przewagę.
Franz-Stefan Gady, analityk wojskowy z Wiednia, często jeżdżący na front, twierdzi, że dzięki "rojom" FPV, które tworzą 20-kilometrowy pas rażenia, Kijów odzyskał "równowagę, a miejscami przewagę, w wybranych sektorach frontu" w wojnie dronowej.
Dodaje: - Można argumentować, że Ukraina jest w maju 2026 r. w lepszej sytuacji militarnej niż w maju 2025 r., a problemy Rosji są w 2026 r. bardziej systemowe niż rok wcześniej.
Kreml wzywa banki do zestrzeliwania dronów
W międzyczasie Ukraina rozszerza działania: od dalekich uderzeń siejących spustoszenie w sektorze ropy i gazu finansującym machinę wojenną Kremla po operacje dronami średniego zasięgu, które mają rozbijać logistykę i linie zaopatrzenia Rosji.
Kilka nowych dronów średniego zasięgu - m.in. FP-2 od Fire Point, Khmarynka od General Cherry oraz Hornet, produkowany przez amerykańską Swift Beat, firmę założoną przez byłego szefa Google'a Erica Schmidta - potrafi dziś dosięgnąć celów wcześniej poza zasięgiem.
W tym miesiącu ukraińskie siły publikowały nagrania uderzeń dronów w cele oddalone o 30-65 km za linią frontu, a także trafienia FP-2 firmy Fire Point w siedzibę rosyjskiej FSB oraz w system obrony powietrznej w pobliżu wejścia na okupowany Krym - ponad 200 km dalej.
Zełenski twierdził, że w ataku na FSB zginęło lub zostało rannych około 100 rosyjskich funkcjonariuszy.
Kolejnym sygnałem skali zakłóceń wywołanych ukraińską kampanią dronową jest to, że w środę Rosja przyjęła ustawę pozwalającą bankowi centralnemu i innym instytucjom finansowym zestrzeliwać i zagłuszać drony - o ile same sfinansują takie działania.
Dmytro Putiata, były żołnierz Sił Bezzałogowych Systemów Ukrainy, mówi, że kampania razi cele "na dystansach, które nie były atakowane co najmniej od 2024 r." - kiedy Ukraina miała większe zapasy amerykańskich i europejskich pocisków dalekiego zasięgu oraz wyrzutni takich jak Atacms, Himars czy Storm Shadow.
- Pojawienie się dronów średniego zasięgu sprawiło, że zatrzymywanie rosyjskiej ofensywy stało się wyraźnie łatwiejsze i skuteczniejsze - dodaje, argumentując, że rosyjska armia "nie ma sposobu, by przeciwdziałać systematycznemu niszczeniu magazynów, obrony przeciwlotniczej, radarów i tym podobnych".
Takie zmiany zmuszają Rosjan do ograniczania zużycia paliwa i wydłużania tras logistycznych: przesuwają magazyny na 120-150 km zamiast 80 km od frontu - a w części przypadków nawet na terytorium Rosji.
W środę Fedorow powiedział, że Ukraina "skaluje operacje średniego uderzenia, by systematycznie niszczyć logistykę i linie zaopatrzenia przeciwnika", dodając w mediach społecznościowych, że "tyły wroga przestały być bezpieczną przystanią".
Rybar, rosyjski kanał wojskowy na Telegramie prowadzony przez prokremlowskich blogerów, podał, że ukraińskie uderzenia średniego zasięgu na okupowane południe, w tym na Krym, stają się "coraz groźniejsze".
Rosyjscy blogerzy dodają, że wzrost liczby ataków na transporty towarów od początku maja zwiększył "ryzyko niedoborów niektórych produktów na półwyspie", a sprzedaż benzyny jest już "limitowana".
- Ataki na krymskich przewoźników ładunków bezpośrednio wpływają na zdolności bojowe Sił Zbrojnych Rosji na południowych odcinkach, gdzie sytuacja już jest trudna - pisał kanał.
Andrij Zahorodniuk, były minister obrony Ukrainy, dziś związany z kijowskim think tankiem Centre for Defence Strategies, był jednym z pierwszych, którzy dwa lata temu podkreślali wagę uderzeń średniego zasięgu - i mówi, że Ukraina dziś zbiera tego owoce.
- Rosja jest teraz w trudnym położeniu, ma niewiele opcji - mówi. - Nie ma ścieżki do zwycięstwa.
Jak to się skończy?
W wieczornym wystąpieniu w tym miesiącu Zełenski próbował uchwycić wrażenie, że wojna zmienia kierunek.
- Nasze zdolności dalekiego zasięgu znacząco zmieniają sytuację i, szerzej, postrzeganie przez świat rosyjskiej wojny - mówił. - Wielu partnerów sygnalizuje dziś, że widzi, co się dzieje i jak wszystko się zmieniło: zarówno podejście do tej wojny, jak i możliwość rażenia rosyjskich celów na ich terytorium.

Po roku w dużej mierze bezowocnej dyplomacji prowadzonej przez administrację Trumpa wielu ukraińskich urzędników uważa, że negocjacje staną się realne dopiero wtedy, gdy Rosja znajdzie się pod większą presją.
Zełenski odmawia oddania wschodniego Donbasu - terytorium, którego siły Kremla nie zdołały opanować od pierwszej, skrytej inwazji na region w 2014 r.
Kijów chce osłabić zdolność Rosji do prowadzenia wojny, a jednocześnie przekonać Moskwę, że koszty jej kontynuowania będą tylko rosły.
Jak dotąd Putin nie wysyła jednak sygnałów, by miał zrezygnować z twardych żądań, które Ukraina uznaje za równoznaczne z kapitulacją.
Na wydarzeniu ku czci weteranów powtórzył wezwanie do poddania się ukraińskich żołnierzy, twierdząc, że siły Kijowa są bliskie załamania. Potem wydał z siebie słabe okrzyki, które Kreml usunął ze swojej strony internetowej.
Według osób, które z nim rozmawiają, rosyjski przywódca wierzy, że do jesieni jego wojska zdobędą resztę Donbasu, po czym zamierza zaostrzyć żądania terytorialne. Jedna z tych osób dodaje, że główną nadzieją Rosji jest presja USA na Ukrainę, by ta przyjęła warunki Moskwy.
Jednocześnie trzy organizacje śledzące rozwój sytuacji na froncie - Deep State, Black Bird Group i Instytut Studiów nad Wojną - raportują, że rosyjskie zdobycze terytorialne spowolniły, choć ich szacunki różnią się co do szczegółowej skali zmian.
Według danych Black Bird Group w ubiegłym miesiącu rosyjskie zdobycze wyniosły zaledwie 94 km kwadratowych - jeden z najniższych wyników z ostatnich dwóch lat; w lutym Rosja miała nawet stracić teren.
Daleko od celu
Fedorow powiedział, że Ukrainie pomogła decyzja Elona Muska, który uniemożliwił rosyjskim siłom "nieuprawnione korzystanie" z systemu satelitarnego Starlink. Dodał, że Kreml nie zdołał znaleźć pełnowartościowego zamiennika, co dało Ukrainie kluczową przewagę na polu walki.
W Moskwie część prowojennych komentatorów zaczęła nawet argumentować, że zakończenie inwazji na obecnych liniach frontu - daleko od celów Putina - mogłoby być akceptowalnym rozwiązaniem.
W eseju opublikowanym w ubiegłym tygodniu w piśmie "Russia in Global Affairs" Wasyl Kaszyn, profesor moskiewskiej Wyższej Szkoły Ekonomii, napisał, że "zabezpieczenie [obecnie okupowanego] terytorium dla Rosji… byłoby dobrym rezultatem i pełnym zwycięstwem militarnym", jeśli towarzyszyłyby temu ograniczenia ukraińskich sił zbrojnych oraz zakaz udziału Ukrainy w sojuszach wojskowych i goszczenia obcych wojsk.
Dodał, że nie leży w interesie kraju "bez końca podpalać [swoich] zasobów pod Małą Tokmaczką" - wioską na linii frontu, której rosyjskie wojska nie potrafią zdobyć od ponad roku - "w pogoni za wyimaginowanymi celami".
Wojna wciąż daleka od rozstrzygnięcia
Eksperci ostrzegają, że jest za wcześnie, by stwierdzić, iż impet definitywnie przeszedł na stronę Kijowa.
- Rosjanie się przegrupowali i dopiero niedawno zwiększyli tempo działań - mówi Gady.
Wskazuje na wznowioną aktywność Moskwy wzdłuż trzech osi natarcia oraz na trwającą od lat krwawą bitwę o ukraiński "pas twierdz" - silnie umocniony bastion przeciwko pełnoskalowej inwazji Rosji.
Rosyjskie siły naciskają na miasta Dobropillia, Kostiantyniwka, Drużkiwka, Kramatorsk i Słowiańsk, niszcząc to, czego nie potrafią łatwo zdobyć, przy użyciu bomb szybujących, oraz polując na wszystko, co się porusza, za pomocą światłowodowych FPV.
Utrata któregokolwiek z tych miast mogłaby znacząco zwiększyć presję na ukraińską obronę.
Ukraińskie drony wciąż wymagają ludzi do obsługi, a niedobór żołnierzy pozostaje poważnym wyzwaniem. Podwyżki wynagrodzeń, możliwość przenoszenia jednostek i inne zachęty nie przyciągnęły dużej liczby nowych rekrutów.
Mimo rosnących strat Rosja zachowuje większe rezerwy ludzi i zasobów, kontynuując własną kampanię uderzeń dalekiego zasięgu na ukraińską infrastrukturę energetyczną - chcą w ten sposób złamać morale cywili i odporności gospodarki. W tym tygodniu Moskwa ostrzegła, że rozpocznie nowe uderzenia na "centra decyzyjne" Ukrainy w Kijowie.
W międzyczasie liczba państw biorących udział w inicjatywie zakupu amunicji dla Ukrainy spadła od grudnia z 18 do 9.
(Ukraińska) jakość kontra (rosyjska) ilość
Eksperci podkreślają, że aby Ukraina zwyciężyła, musi jednocześnie utrzymać mobilizację, rozwój przemysłu i stabilność finansów publicznych - podczas gdy duża część gospodarki nadal działa pod presją wojny.
Gady uważa, że najbliższe miesiące walk pokażą, czy strategia Kijowa zadziałała. Na razie - dodaje - Ukraina ma "jakościową przewagę w wojnie bezzałogowej, ale Rosja zachowuje przewagę ilościową na wszystkich frontach".
Ostrzega też, że "jeśli Rosja skutecznie zaadaptuje się do ostatnich ukraińskich postępów w uderzeniach średniego zasięgu i szerzej w wojnie bezzałogowej, sytuacja na froncie może wyglądać inaczej latem".
Na razie ukraińscy żołnierze na linii frontu mówią "Financial Times", że morale jest najwyższe od roku.
W Kijowie i innych miastach ostrzeliwanych rakietami i dronami Ukraińcy mogą być wyczerpani, ale - jak mówi Jewhen Hlibowycki, szef kijowskiego think tanku Frontier Institute badającego zmiany społeczne - pozostają zdeterminowani, by pokonać Rosję.
Hetmanczuk, szefowa misji przy NATO, mówi, że powszechnie odczuwa się, iż "najtrudniejsza faza wojny jest już za nami".
Dodaje: - Ukraińcy coraz częściej wierzą, że dadzą radę przetrwać wszystko, co teraz nadejdzie.

Autorzy: Christopher Miller - Kijów, Max Seddon - Berlin
Data publikacji: 28 maja 2026 r.
© The Financial Times Limited 2026. Wszelkie prawa zastrzeżone. Zakaz rozpowszechniania, kopiowania i modyfikowania. Interia ponosi pełną odpowiedzialność za tłumaczenie. The Financial Times Limited nie odpowiada za jego jakość i dokładność.
Oryginalny tytuł i lead:
Ukraine is turning the tables
The country's war effort was at a nadir. But mass drone production has come to the rescue










