Dwie sporne kwestie. Trump wysyła swoich ludzi. Mają nacisnąć na Putina
Dwaj najbliżsi doradcy Donalda Trumpa są już w Moskwie, gdzie czeka ich bojowe zadanie. Muszą przekonać Władimira Putina do ustępstw i kontynuowania negocjacji pokojowych, podczas gdy Kreml już kilka dni temu stwierdził, że obecna wersja planu pokojowego jest dla niego nie do przyjęcia.

Specjalny wysłannik ds. Bliskiego Wschodu Steve Witkoff i doradca prezydenta Stanów Zjednoczonych Jared Kushner prosto z Florydy udali się do Moskwy, gdzie przyjmie ich Władimir Putin. Najbliżsi współpracownicy Donalda Trumpa mają niełatwe zadanie: po weekendowych rozmowach z Ukrainą muszą teraz nie tylko utrzymać Rosję przy stole negocjacyjnym, ale przekonać Putina do ustępstw wobec pierwotnej wersji planu, którą amerykańskie media opisały pod koniec listopada.
Sytuacji nie ułatwia to, że rosyjski dyktator już kilka dni temu wyraźnie zapowiedział: wszelkie inne wersje pokoju niż 28-punktowe porozumienie przekazane Amerykanom przez Rosjan jest dla Kremla nieakceptowalne.
Dwa zaporowe warunki Putina
W rozmowie z dziennikarzami pod koniec listopada Władimir Putin otwarcie powiedział, że Rosja nie złoży broni, dopóki ukraińskie wojska nie wycofają się z terytoriów, do których Kreml zgłasza pretensje. Jednocześnie oskarżył władze w Kijowie o chęć walki "do ostatniego Ukraińca" i przyznał, że Rosja jest przygotowana na taką ewentualność. - Jeśli się nie wycofają, osiągniemy to siłą zbrojną - zapewnił rosyjski dyktator, podkreślając, że to Rosja ma inicjatywę i przewagę na froncie.
- Ukraina nie jest gotowa na znaczące ustępstwa dotyczące suwerenności i terytoriów, których domaga się Rosja. Jesteśmy świadkami kolejnej rundy przepychanek między Moskwą i Kijowem, o to jak najmniej zantagonizować prezydenta Trumpa i pomysły, które powstają w jego otoczeniu - mówił w niedawnej rozmowie z Interią Tadeusz Iwański, kierownik zespołu ds. Ukrainy, Białorusi i Mołdawii w Ośrodku Studiów Wschodnich (OSW).

Dla Putina i jego ludzi kluczowe są dwie kwestie, które bardzo wyraźnie zaznaczyli w pierwotnej, 28-punktowej wersji planu pokojowego przekazanej Amerykanom. Pierwsza to kontrola nad okupowanym terytoriami - Krymem oraz Donbasem - a w miarę możliwości zagarnięcie również tej części wschodniej Ukrainy, której nie udało się zagarnąć drogą zbrojną przez niemal cztery lata wojny.
Druga sprawa to powojenne, zachodnie gwarancje bezpieczeństwa dla Ukrainy. Putin chce je zminimalizować, jak to tylko możliwe. Powód jest oczywisty: ułatwiłoby to kolejną inwazję w niedalekiej przyszłości. To dlatego rosyjska wersja planu pokojowego bardzo mocno naruszała niezależność i suwerenność nie tylko samej Ukrainy, ale również Unii Europejskiej i NATO.
Gra toczy się o jak największe osłabienie, a najlepiej wręcz zerwanie, relacji transatlantyckich między Stanami Zjednoczonymi a Europą. Kreml chce tak skompromitować Amerykanów w oczach Europejczyków (...) żeby Europejczycy już absolutnie przestali ufać Stanom Zjednoczonym i obrali własną drogę
O gwarancje ze strony Amerykanów Kreml przesadnie się nie martwi, bowiem - to też znalazło odzwierciedlenie w rosyjskiej propozycji "pokoju" - liczy, że perspektywa szeroko zakrojonych wspólnych interesów będzie dostatecznie dobrą polisą ubezpieczeniową, dzięki której Stany Zjednoczone w momencie próby nie zechcą umierać za Ukrainę.
Ukraina i Europa nie chcą ustąpić Putinowi
Problemem w moskiewskiej misji Steve'a Witkoffa i Jareda Kushnera jest nawet nie tyle stanowisko Ukrainy, co postawa Europy. Państwa Starego Kontynentu szybko i jednoznacznie poparły Ukrainę w obliczu rosyjskiej propozycji "pokoju", która niemal wszystkie koszty i ryzyka czteroletniej wojny przerzucała na stronę ukraińską.
- Mamy grupę państw przewodzących Europie, które odczytują intencje i cele Rosji bardzo podobnie do tego, jak od lat robi to Polska. I Macron, i Merz, i Starmer, i Meloni nie mają żadnych złudzeń co do tego, kim jest Putin - oceniła w wywiadzie dla Interii ekspertka ds. bezpieczeństwa międzynarodowego prof. Katarzyna Pisarska. - To dla nas wyjątkowa szansa, żeby rękami Zachodu naprawdę przycisnąć Rosję - podkreśliła przewodnicząca Warsaw Security Forum.
Wypracowana przez Francję, Niemcy i Wielką Brytanię w porozumieniu z Ukrainą alternatywna wersja planu pokojowego nijak nie przypominała tego, co dyplomaci Kremla przedłożyli swoim odpowiednikom w Waszyngtonie. Rozległe i zasadnicze różnice w obu dokumentach opisaliśmy obszernie pod koniec listopada w Interii.
Europejska propozycja zachowuje niezależność UE i NATO, a także perspektywę członkostwa Ukrainy w obu tych organizacjach. Nie ma tam zapisów ani o przekazaniu Rosji na wstępie jakichkolwiek ukraińskich terytoriów, ani o ograniczeniu o ponad połowę ukraińskiej armii (ograniczenie do 800 tys. żołnierzy dotyczy wyłącznie "czasów pokoju"). Dokument nie przesądza również, kto, kiedy i w jakiej skali będzie mieć udział w powojennej odbudowie Ukrainy. Nie nakłada też na Ukrainę obowiązku przeprowadzenia wyborów prezydenckich niemal od razu po zawarciu pokoju. A to tylko kilka z kluczowych różnic.
"Kreml chce skompromitować Amerykanów"
Specjalny wysłannik ds. Bliskiego Wschodu oraz osobisty doradca Donalda Trumpa będą musieli też przekazać Putinowi ustalenia poczynione ze stroną ukraińską podczas rozmów pokojowych na Florydzie w ostatni weekend listopada. Chociaż zarówno delegacja amerykańska, jak i ukraińska mówiły o konstruktywnych i produktywnych rozmowach, to z nieoficjalnych informacji wiemy, że Ukraina nadal jest niechętna oddaniu swoich terytoriów, a także zrzeczeniu się poprzez zmiany w konstytucji aspiracji do członkostwa w NATO.

Kreml wykorzystuje to natomiast, żeby grać na czas i torpedować jakiekolwiek większe postępy w rozmowach pokojowych. Jednocześnie ma w tym swój sekretny plan wymierzony w Stany Zjednoczone i Europę. - Gra toczy się o jak największe osłabienie, a najlepiej wręcz zerwanie, relacji transatlantyckich między Stanami Zjednoczonymi a Europą - nie ma złudzeń prof. Pisarska.
Wyjaśnia też, jak miałoby do tego dojść. - Kreml chce tak skompromitować Amerykanów w oczach Europejczyków - poprzez właśnie takie działania, jakie obserwujemy w ostatnich dniach - żeby Europejczycy już absolutnie przestali ufać Stanom Zjednoczonym i obrali własną drogę - mówi.
Kryje się za tym precyzyjna kalkulacja Putina i jego ludzi. - Rosja nie wierzy, że Europejczycy są w stanie zjednoczyć się na dłużej. Kreml jest przekonany, że z Europą Rosja sobie poradzi. Byle tylko zerwać relacje Europy ze Stanami Zjednoczonymi. Wtedy będą pojedynczo dogadywać się z konkretnymi państwami. Dla Kremla to jest scenariusz optymalny - ostrzega rozmówczyni Interii.













