Ameryka straciła "bat na Ukrainę". Trump już nie uchroni Rosji przed ukraińską furią
Ukraińska armia coraz śmielej i skuteczniej poczyna sobie na rosyjskim niebie. Chmary dronów nadlatują nawet nad Moskwę. I choć Ameryce nie do końca się to podoba, Ukraina nie musi się tym szczególnie martwić. Dlaczego? - Amerykanie stracili ważne narzędzie nacisku, swego rodzaju "bat na Ukraińców" - mówi Interii dr Tomasz Makarewicz, ekonomista z Uniwersytetu Warszawskiego.

Spis treści:
- Ukraina "przenosi wojnę" do Rosji. W maju dobowy rekord wojny
- Ataki w Rosji. Ameryka długo mówiła: nie
- Zwrot w polityce USA. Zwrot w strategii Ukrainy
- Flamingo i drony. "To broń głównie ukraińskiej produkcji"
Trwa ukraińska operacja Deep Strike (z ang. głębokie uderzenie). Ukraińcy nie ustają w atakowaniu celów na terytorium Rosji i to daleko od granicy.
W weekendowym odwecie Ukraina zaatakowała obiekty rosyjskiej armii, a także nabrzeże w terminalu "Tamanneftegaz" w rosyjskim obwodzie krasnodarskim, znajdującym się ponad 300 km od granicy z Ukrainą. Z kolei tuż przed weekendem celem stała się położona około 700 km od niej rafineria w Jarosławiu.
Ukraina "przenosi wojnę" do Rosji. W maju dobowy rekord wojny
- Przenosimy wojnę do Rosji i jest to całkowicie sprawiedliwe - napisał po tym ataku prezydent Wołodymyr Zełenski w serwisach społecznościowych. - Przygotowujemy także inne przejawy naszych dalekosiężnych sankcji i uderzeń średniego zasięgu w odpowiedzi na rosyjskie ataki na nasze miasta i społeczności - zapowiedział.
Ukraina nazywa bowiem ataki na strategiczne dla Rosji cele - ukierunkowanymi sankcjami. Ministerstwo obrony w Kijowie podsumowało, że w kwietniu zaatakowano 14 obiektów rosyjskiego sektora paliwowego (terminali i rafinerii), dwa zakłady przemysłowe, a także rosyjskie statki i samoloty.
Od początku tego roku Kijów poczyna sobie coraz śmielej na rosyjskim niebie. Bezpiecznie nie mogą się czuć nawet mieszkańcy Moskwy, która znajduje się pod szczególną ochroną obrony przeciwlotniczej. W maju drony nad rosyjską stolicą pojawiały się regularnie, a nocą 17 maja Ukraina przeprowadziła największy tego typu atak od początku wojny.
Właśnie wtedy siły ukraińskie ustanowiły też dobowy rekord, wysyłając nad terytorium Rosji i w głąb terenów okupowanych ponad tysiąc bezzałogowców - podsumowali analitycy z Ośrodka Studiów Wschodnich.
Jak twierdzi Ukraina, ataki są wymierzone m.in. w infrastrukturę wojskową, logistyczną i energetyczną wokół Moskwy. W praktyce paraliżują czasowo ruch lotniczy i są wiadomością wysłaną do Rosjan: nawet stolica nie jest bezpieczna.
Ataki w Rosji. Ameryka długo mówiła: nie
Na działania Ukraińców niezbyt przychylnie patrzy amerykańska administracja. W ostatnich miesiącach pojawiało się wiele doniesień zagranicznych mediów, że USA próbowały ograniczać lub kontrolować ukraińskie ataki dalekiego zasięgu na terytorium Rosji, zwłaszcza przy użyciu amerykańskiej broni.
Ale w obecnych realiach możliwość wywierania nacisku zmalała.
- Amerykanie stracili ważne narzędzie nacisku, swego rodzaju "bat na Ukraińców" - mówi Interii dr Tomasz Makarewicz, ekonomista z Wydziału Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego oraz ekspert grupy Dobrobyt na Pokolenia.
Wróćmy do początków wojny.
Administracja Joe Bidena w latach 2022-23 USA przekazywały Ukrainie broń pod warunkiem, że nie będzie ona używana do uderzeń daleko w głąb Rosji. Dopiero w maju 2024 roku prezydent Joe Biden po cichu upoważnił Kijów do wystrzelenia dostarczonej przez USA broni na cele wojskowe wewnątrz Rosji, które wspierały ofensywę charkowską. Informował o tym Reuters.
Zwrot w polityce USA. Zwrot w strategii Ukrainy
- Kiedy za czasów Joe Bidena dochodziło do pierwszych ataków ze strony Ukrainy w głąb Rosji, Amerykanom się to nie podobało. Zbliżały się wybory prezydenckie i administracja Bidena obawiała się wzrostu cen ropy. Wskutek amerykańskiej presji Ukraińcy wycofali się z tej kampanii - mówi dr Tomasz Makarewicz.
Dopiero w listopadzie 2024 r., już u schyłku swoich rządów, administracja Joe Bidena złagodziła wcześniejsze ograniczenia i po raz pierwszy pozwoliła Ukrainie używać amerykańskich rakiet dalekiego zasięgu ATACMS do uderzeń na terytorium Rosji. Jak donosiły media, jednym z głównych powodów tej decyzji było rozmieszczenie przez Rosję tysięcy żołnierzy północnokoreańskich.
Kiedy Donald Trump powrócił do Białego Domu, nastąpił zwrot w podejściu do wspierania Ukrainy. Model, w którym to USA przekazywały broń Ukrainie, jednocześnie pokrywając jej koszt z budżetu federalnego, zastąpiło podejście transakcyjne.
Obecnie USA pełnią rolę dostawcy broni, za którą płaci głównie Europa.
Trzeba jednak zaznaczyć, że nie wszystko jest wyłącznie przedmiotem handlu. USA nadal przekazują Ukrainie pakiety pomocowe zatwierdzone jeszcze przez administrację Joe Bidena.
Z rąk "wuja Sama" wypadł jednak swego rodzaju bat, którym wcześniej można było pogrozić Kijowowi: "jeśli nie posłuchacie, nie damy wam broni".
- Amerykanie nie mają już argumentu, który pozwala im skutecznie powstrzymywać Kijów przed atakami zwłaszcza na cele związane z sektorem paliwowym w głębi Rosji. Wiemy, że były naciski na Ukraińców, by zaprzestali tych ataków. Okazuje się, że dziś to Donald Trump przed wyborami połówkowymi martwi się o rosnące ceny benzyny w USA - mówi dr Tomasz Makarewicz.
Flamingo i drony. "To broń głównie ukraińskiej produkcji"
Poza tym Ukraińcy od 2022 roku zrobili ogromne postępy. Jak mówił Interii gen. Bogusław Pacek, wzrósł poziom technologiczny ataków w głębi Rosji.
Zachodnia broń, którą Ukraina dotychczas uderzała w Rosji, to m.in. amerykańskie pociski balistyczne ATACMS, czy brytyjsko-francuskie pociski manewrujące Storm Shadow. Jednak teraz broń jest w większości ukraińska.
- Ukraina prowadzi tę wojnę używając środków napadu powietrznego, które sama produkuje. Ataki w głębi Rosji dokonywane są głównie przez drony, rakiety Flamingo i Neptun - to wszystko produkty ukraińskie - wylicza w rozmowie z Interią Tadeusz Iwański, szef Zespołu Białorusi, Ukrainy i Mołdawii w Ośrodku Studiów Wschodnich.
Zwłaszcza użycie pocisków Flamingo produkowanych przez ukraińską firmę Fire Point ma zwiększyć ukraińskie zdolności do ataków rakietowych w głąb terytorium Rosji. Według Ukrainy ten pocisk manewrujący ma zdolność przenoszenia głowicy bojowej o masie 1150 kg na odległość do 3 tys. km. Choć na deklarowany zasięg eksperci patrzą ze sceptycyzmem, Flamingo zdążył już narobić w Rosji szkód.
"Ukraińska Prawda" potwierdziła na początku maja łącznie sześć ataków z użyciem tych pocisków.
Drony wystrzeliwane są setkami. Jak wyliczyła wspomniana "Ukraińska Prawda", w marcu nad terytorium Rosji wystrzelono ich ponad 7 tysięcy i pod tym względem w liczbach Ukraina wyprzedziła przeciwnika.
Choć wojna toczy się także w przestrzeni informacyjnej, dane potwierdzają to, co wprost mówi prezydent Ukrainy: "wojna przenosi się do Rosji". Dziś nawet politycy na Kremlu nie mogą spać spokojnie.
Jolanta Kamińska-Samolej (kontakt do autorki: jolanta.kaminska@firma.interia.pl)















