W skrócie
- Coraz więcej osób w Polsce decyduje się na symboliczne solo śluby, które nie mają skutków prawnych.
- W niektórych kręgach ceremonie te traktowane są jako deklaracja dbałości o siebie i swoje potrzeby, a nie alternatywa dla tradycyjnych małżeństw.
- Według specjalistek, solo śluby mogą być zarówno motywowane chęcią zadbania o siebie, jak i wyrazem buntu lub manifestem, a kluczowe jest znalezienie równowagi między troską o siebie a budowaniem relacji społecznych.
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
W komediach romantycznych widok samotnej panny młodej przed ołtarzem oznacza, że coś poszło nie tak. To już jednak przeszłość. Coraz częściej zdarza się, że kobiety stają w pojedynkę na ślubnym kobiercu z wyboru. Taki symboliczny ślub z samym sobą zwany jest sologamią i choć nie niesie ze sobą skutków prawnych, stał się znakiem czasów.
Sologamia może być manifestem niezależności, spełnieniem marzenia singielki o ślubnej ceremonii czy odpowiedzią na społeczną presję znalezienia żony lub męża. W Korei Południowej solo śluby zdążyły stać się trendem. Teraz docierają do Polski.
Ślub bez partnera. Na czym polega sologamia?
- Obserwujemy, jak pozytywne rezultaty przynosi dbanie o siebie i własne potrzeby - mówi Interii Marta Szymczak, współtwórczyni "One&Only - powiedz sobie tak". Jej firma organizuje solo śluby, lecz, jak podkreśla, nie mają one być alternatywą czy konkurencją dla tych tradycyjnych.
Idea zakłada, że dbając o relację z samym sobą, nigdy nie będziemy samotni. Solo ślub ma być w tym przypadku obietnicą, że będziemy o tym pamiętać.
Jak przyznaje inicjatorka, temat tego rodzaju zaślubin jest w pewnych kręgach kontrowersyjny.
- Skupianie się na sobie jest różnie odbierane. Kobiety, które decydują się na ten krok, bywają postrzegane jako egoistki, a to nieprawda. Mnie osobiście ten projekt bardzo inspiruje w sferze własnego związku z drugim człowiekiem - tłumaczy.
Zdaniem współtwórczyni "One&Only" zadbanie o relację z samym sobą zapewnia lepszy start w relacjach i komunikacji. Dlatego, jak podkreśla, inicjatywa wcale nie powstała z myślą o singlach. - I nie ma tu egoizmu, bo takie podejście pozwala mi stawać się coraz lepszą wersją siebie w relacjach - dodaje.
Marta Szymczak podkreśla, że mylne utożsamianie jej warsztatów z sologamią sprawiło, że niedawna opowieść Joanny Racewicz o jej ceremonii solo ślubu wzbudziła u niektórych negatywne emocje. - Tymczasem nie chodzi o sologamię, która ma polegać na deklaracji bycia singielką z wyboru, a bycie wiernym sobie - podkreśla.
Dlaczego Polacy decydują się na solo śluby?
Według psycholożki i psychoterapeutki Katarzyny Kucewicz zarówno kontrowersje wokół tematu, jak i sama popularność solo ślubów wywodzą się z tego, jaką rolę przez lata przypisywano kobietom w społeczeństwie.
- Miałyśmy być idealnymi matkami, żonami, córkami. Ale narracja się zmieniła. Teraz pierwszy raz w historii kobiety dostają od innych kobiet mocny sygnał: "Możesz postawić siebie w centrum" - wyjaśnia.
- Nadawanie sobie samym takiego samemu priorytetu i wartości, jakie nadajemy innym to wciąż spore wyzwanie. Na dobry początek postarajmy się przynajmniej stawiać siebie na równi z innymi - wtóruje Marta Szymczak.
- Przypieczętowanie tej decyzji w ramach ceremonii - tak, jak składa się przysięgi w harcerstwie, czy właśnie podczas zaślubin - daje większą odwagę w podejmowaniu zmian i trwaniu przy nich - mówi. Dodaje, że "rytuały podkreślają, że coś jest dla nas ważne". - Jeśli coś jest uroczyste, stanowi powód do świętowania, to sprawia, że chcemy się przy tym zatrzymać - zauważa.
Jednak zdaniem psycholożki nie dla każdy potrzebuje takiej formy. - Jedni zdecydują się na ceremonię, innym wystarczy powiedzenie sobie na głos: "Teraz moja kolej". Chodzi o deklarację - wyjaśnia.
Świętowanie takiej samoprzysięgi w formie przypominającej tradycyjny ślub nie powinno jednak dziwić. Choć statystycznie liczba małżeństw w Polsce spada, sama ceremonia zaślubin pozostaje w naszych oczach atrakcyjna.
Niech świadczy o tym popularność kolejnych reality-show opartych na idei zawierania przez uczestników związków małżeńskich. Polska oszalała na punkcie pierwszego nakręconego w kraju sezonu "Love is Blind". Zresztą wątek sologamii pojawił się już w drugiej edycji amerykańskiej wersji tego formatu, gdy Deepti - zamiast poślubić Abhisheka - powiedziała "wybieram siebie".
"I ślubuję sobie...". Nowy rytuał w Polsce
Choć to kobiety stanowią większość klientek Marty i jej wspólniczek, ceremonie cieszą się coraz większą popularnością także wśród mężczyzn, którzy - jak uważa - "potrzebują odciąć się od ciężaru patriarchatu". - Tworzy się już grupa panów. Wzrusza mnie to, że nie tylko kobiety idą w kierunku zmiany - podkreśla.
Motywacje przystąpienia do ceremonii są różne. - Niektórzy będą traktować ją jako manifest niechęci wobec związków, wyraz buntu wobec swoich poprzednich relacji, w których coś nie wyszło - mówi Katarzyna Kucewicz.
W przypadku klientek Marty motywacją najczęściej jest jednak chęć zapieczętowania obietnicy dbania o siebie. Przechodzą one przed ślubem 21-dniowy proces przygotowawczy. - To czas pracy ze sobą, z lustrem, z przekonaniami, z medytacją. Czas poznawania siebie na nowo - wyjaśnia, dodając, że choć finalnym celem jest ślub, nie zawsze dochodzi do niego bezpośrednio po kursie. Niektóre osoby odraczają ceremonię, by lepiej się do niej przygotować. Są też tacy, które czują potrzebę jej powtarzania.
- Zawsze zachęcamy do napisania własnej przysięgi. Ich treści przyprawiają o łzy wzruszenia. Niektórzy uzupełniają ceremonię jakimś symbolem, np. pierścionkiem, łańcuszkiem, spinką. Nad przebiegiem ceremonii czuwa mistrzyni, ale każdy może dodać coś od siebie - opisuje.
Marta Szymczak zaznacza, że nikt nie musi wiedzieć o ceremonii lub mogą wiedzieć o niej wszyscy. To od panny młodej zależy, czyim towarzystwem otoczy się w tym dniu. Ci, którzy czują potrzebę zrobienia tego w prywatności, mogą liczyć na dyskrecję.
Cały 23-dniowy proces przy wsparciu "One&Only" kosztuje 5 tys. zł. Współautorka inicjatywy zaznacza jednak, że nie jest to jedyna opcja. - Równie dobrze, jeśli nie potrzebujmy prowadzenia przez proces, możemy np. wyjść w letnie popołudnie na łąkę i odbyć ceremonię z siostrą, mamą, przyjaciółką - jak sobie życzymy. I to będzie równie piękne - przypomina.
- Moim marzeniem jest, żeby taka ceremonia stała się punktem wyjścia. Żeby przed tradycyjnym ślubem każdy z narzeczonych brał wcześniej ślub ze sobą i na tym budował przyszłość - wyznała Marta Szymczak.
Solo śluby. Niewinny trend czy powód do niepokoju?
Katarzyna Kucewicz ma wobec zjawiska mieszane uczucia. - Jeśli ma być to obietnica dbania o samych siebie, to nie jest to gest przeciwko relacjom. Natomiast, jeśli ktoś potraktuje to zbyt dosłownie, uznając, że jest już po ślubie i nie musi dbać o relacje społeczne, to daje to powód do niepokoju - wyjaśnia.
Z jej obserwacji wynika, że choć uczymy się mówić o uczuciach, wciąż jako społeczeństwo mamy problem z kształtowaniem relacji. Przyczyniła się do tego - zdaniem psycholożki - pandemia, przebodźcowanie, a także kultura terapii.
- Tam, gdzie obszar dbania o siebie jest nad wyraz rozwinięty, zdarza się, że nie starcza już animuszu, by skupić się na innych - tłumaczy. Kluczowe jest zatem znalezienie złotego środka. - Musimy pamiętać, że jesteśmy jednostkami, ale żyjącymi w systemie społecznym i musimy z innymi ludźmi rezonować - skwitowała.
Dagmara Pakuła















