Po naruszeniu polskiej przestrzeni powietrznej przez 19 rosyjskich dronów, wschodnia granica Sojuszu Północnoatlantyckiego staje się jeszcze lepiej zabezpieczana, a Polska jest na ustach wszystkich ekspertów od spraw bezpieczeństwa w Europie. Zareagowali sojusznicy: władze Czech zapowiedziały gotowość do wysłania do Polski wojsk, Niderlanów konieczność dozbrojenia naszego kraju, a w siedzibie Organizacji Narodów Zjednoczonych odbyło się posiedzenie z inicjatywy Polski.
Ryzyko prowokacji na Bałtyku
Tymczasem eksperci przekonują, że lądowa granica z Białorusią i Rosją to nie są jedyne miejsca, które sojusznicze wojska szczególnie silnie obserwują, i w których liczą się z ewentualnymi prowokacjami. - Na Morzu Bałtyckim istnieje bardzo duże ryzyko prowokacji i działań hybrydowych ze strony Rosji, odkąd stało się jednym z najbardziej ruchliwych akwenów morskich - mówi w rozmowie z Interią komandor porucznik rezerwy Artur Bilski, szef think tanku Nobilis Media.
Dostęp do Bałtyku dzielą państwa NATO i wroga im Rosja. Sami żołnierze przyznają, że od czasu rozpoczęcia pełnoskalowej wojny w Ukrainie także na morzu oddalonym od pola konwencjonalnej walki o niemal dwa tysiące kilometrów wiele się zmieniło.
Czytaj też: Gorąca dyskusja o komunikacji po wtargnięciu rosyjskich dronów. "Nie może być tak"
- Marynarka Wojenna od 2022 roku kontynuuje własne działania na rzecz bezpieczeństwa morskiego w ramach operacji "Zatoka". Celem operacji jest przeciwdziałanie potencjalnym incydentom sabotażowym oraz wykrywanie podejrzanych działań w kluczowych rejonach, czyli w obszarach koncentracji morskiej infrastruktury. Operacja ta została zapoczątkowana jako bezpośrednia odpowiedź na rosnące zagrożenia związane z potencjalnymi aktami sabotażu i prowokacjami pojawiającymi się na morskich akwenach. Impulsem do jej rozpoczęcia było m.in. uszkodzenie gazociągu Nord Stream. Od tego czasu polskie okręty nieprzerwanie monitorują sytuację na Morzu Bałtyckim, koncentrując się przede wszystkim na obiektach należących do tzw. infrastruktury krytycznej, która obejmuje m.in. gazociągi, rurociągi, podmorskie kable telekomunikacyjne i energetyczne, a także platformy wiertnicze, terminale naftowe i gazowe - czytamy w jednym z oficjalnych komunikatów 8 Flotylli Obrony Wybrzeża ze Świnoujścia.
To, o czym czytamy w oficjalnym piśmie od żołnierzy z marynarki wojennej, w bezpośredni sposób tłumaczy komandor Bilski. - Rosja nieustannie testuje gotowość Polski i NATO do obrony nie tylko poprzez ataki dronowe, takie jak ten ostatni przy granicy z Białorusią, ale także na Bałtyku przez tzw. "flotę cieni". To statki cywilne, które nie pływają pod rosyjską banderą, dlatego mają szerokie możliwości działania w szarej strefie. Mogą szpiegować infrastrukturę krytyczną z wykorzystaniem dronów i dronów podwodnych. Dzięki nim mapują dno morskie i znajdującą się tam infrastrukturę oraz przebieg kabli i gazociągów - ocenia ekspert w rozmowie z Interią.
Bałtycka Warta
Zimą 2025 roku żołnierze z okrętów marynarki wojennej Holandii z belgijską załogą i - nowej w NATO - Szwecji zaprosili kilkunastu dziennikarzy do udziału patrolu na Morzu Bałtyckim pełnionym w ramach akcji "Baltic Sentry", czyli Bałtycka Warta.
- Proszę uważnie się rozglądać, a jeśli zauważycie na wodzie cokolwiek niepokojącego, proszę natychmiast informować o tym żołnierzy - instruował jeden z członków załogi szwedzkiego okrętu "Ulvon". Później marynarze pokazywali m.in., jak działa podwodny dron do sprawdzania kabli telekomunikacyjnych, jak wygląda skanowanie dna morskiego, a jak łączność i współpraca między sojuszniczymi wojskami.
- Realizujemy misje patrolowe na Bałtyku. Naszym zadaniem jest przede wszystkim ochrona podwodnej infrastruktury krytycznej. Polska jest bardzo godnym dobrym i godnym zaufania partnerem NATO - mówił wówczas belgijski komandor Erik Kockx z holenderskiego okrętu "Luymes". Jego szwedzki sojusznik z okrętu "Ulvon", Mathias Hagberg, zapewniał polskich dziennikarz: - Jesteśmy dobrze zaznajomieni z procedurami, rozkazami. Doskonale wiemy, jak współdziałać z naszymi partnerami.
Bilski: Systemy antydronowe nad Bałtykiem bardzo potrzebne
Sabotażowe ataki na infrastrukturę krytyczną to niejedyne ryzyko. Według Artura Bilskiego podobny atak, jakiego świadkami byli mieszkańcy wschodniej Polski w nocy z 9 na 10 września, może się powtórzyć na Morzu Bałtyckim.
- Z tym, że skutki uderzenia dronów w infrastrukturę gazoportu w Świnoujściu, Zakładów Chemicznych w Policach czy Naftoportu w Gdańsku byłyby tragiczne dla całego regionu. To już czas, żeby zagrożenia dronowe przestać lekceważyć - komentuje komandor Bilski. - Od wielu lat nawołujemy jako think tank Nobilis Media do wyposażania tych zakładów w systemy antydronowe i zintegrowane systemy ochrony obejmujące części podwodną, nawodną i powietrzną. Te działania, choć bardzo powoli, odnoszą skutek - mówi Bilski.
Bałtyk i "Nieustraszony Rekin 2025"
W tym samym tygodniu, w którym doszło do naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej, na Bałtyku rozpoczęły się manewry "Nieustraszony Rekin 25".
To część ćwiczeń "Żelazny Obrońca 25", w których bierze nich udział około 30 tysięcy żołnierzy z Polski i innych krajów NATO. Mają do dyspozycji 600 jednostek.
- Realizowane będzie doskonalenie rozwiązań w działalności operacyjno-taktycznej wojsk w ramach planów regionalnych i integracja taktyczna z Narodowym Programem Odstraszania i Obrony pod nazwą Tarcza Wschód. Wykorzystywane będą również w działaniach taktycznych nowe platformy rażenia i rozpoznania oraz praktyczne wdrażanie wniosków z działania wojsk w Ukrainie - zapowiadała ćwiczenia 3 Flotylla Okrętów z Gdyni.
Manewry zakończą się 26 września, dziesięć dni po końcu białorusko-rosyjskich manewrów "Zapad 2025". Niektóre z poligonów, na których odbywają się ćwiczenia wojsk Rosji i Białorusi, leżą kilkadziesiąt kilometrów od granicy z Polską.
















