Reklama

Reklama

Żelazna ręka "Git Falbany"

We włoskiej mafii często zdarza się, że kobiety przejmują w gangach ster po zabiciu bossa lub osadzeniu go w więzieniu, i trudno uważać taką zamianę za coś niezwykłego. Najczęściej rolę szefa mafii przejmuje żona bossa, ale zdarzało się, że na słynne przywódczynie rodzin mafijnych wyrastały matki, a nawet teściowe bossów.

Zarówno żony jak i "babcie" dawały sobie radę z utrzymaniem żelaznej dyscypliny w przejętych strukturach mafijnych nie gorzej niż ich mężowie czy synowie. Posługiwały się tą samą bronią co najbliżsi im mężczyźni. Nieposłuszni wylatywali w powietrze we własnych samochodach, byli znajdowani jako topielcy w sadzawkach albo ginęli na zapleczu restauracji, zastrzeleni z własnego pistoletu.

Zbrodnicze zadanie "Inki"

Potrafiły być nie tylko bardziej przebiegle, ale też bardziej okrutne niż ich poprzednicy. Dodatkowym atutem była ich płeć, wykorzystana przez nie jako naturalna przykrywka dla zbrodniczej działalności. Jaki policjant ośmieliłby się grzebać w bagażniku kobiety w żałobie, jadącej z pogrzebu, z ukrytym martwym zleceniodawcą zabójstwa jej męża?

Reklama

W Polsce rola kobiety w środowisku przestępczym zawsze była drugo- i trzeciorzędna. Kobiety - żony, kochanki, które pojawiały się w otoczeniu znanych gangsterów, co najwyżej wykonywały jakieś marginalne zlecenia lub jednorazowe zadania.

Najsłynniejsza z nich - Halina G. pseud. "Inka", kochanka Jeremiasza Barańskiego, ksywa "Baranina" - rezydenta mafii pruszkowskiej na Austrię i Niemcy, wykonała zbrodnicze zadanie. Na polecenie "Baraniny" w kwietniu 2001 r. na Wale Miedzeszyńskim w Warszawie wystawiła zabójcy Jacka Dębskiego, byłego ministra sportu. To było jednak coś wyjątkowego.

Żona mafiosa "Żaby"

Polscy mafiosi niechętnie dopuszczają żony do swoich tajemnic zawodowych. One jednak dokładnie wiedzą, że żyją z pieniędzy zdobytych przemocą. W latach 90. wśród pruszkowskich gangsterów modne stało się instalowanie żon czy konkubin w ich własnych drobnych interesach, fundowanych im niejako w prezencie.

Żeby, nie utyskiwały, że zamieniają się w kury domowe, kiedy ich mężczyźni, tygodniami nieobecni w domu, jeżdżą w poważnych i niebezpiecznych interesach. W ten sposób żony gangsterów zaczęły prowadzić  własne butiki, fryzjernie, solaria, a nawet sklepy monopolowe.

Na tym tle moja dzisiejsza bohaterka góruję zdecydowanie nad wszystkimi znanymi mi żonami polskich mafiosów. Jest nią Lucyna W., żona nieżyjącego już dziś mafiosa związanego z gangiem pruszkowskim, Jerzego W. pseud. "Żaba". (zmarł w połowie kwietnia 2009 r. w swoim domu pod Warszawą, w trakcie procesu o udział w zbrojnym gangu i handlu narkotykami - dop. J.J.).

Ksywa z Olszynki Grochowskiej

Czy jego żona przejęła po nim świetne kontakty z narkotykowi  mafiami Rosji, Bułgarii i Turcji? Nie wiadomo. Znając jej żyłkę do prowadzenia ciemnych interesów, nie można tego wykluczyć.

Wcześniej bowiem dała dowody na to, że umie kierować gangiem przejętym od męża, kiedy ten najpierw ukrywał się przez cztery lata w Bułgarii, a potem, gdy przez trzy lata siedział w polskim areszcie. Nic nie bierze się z powietrza. A Lucyna W. miała już za sobą ważne doświadczenia, które zaczęły procentować, gdy zabrakło męża.

Jako młoda dziewczyna brała udział w napadzie rabunkowym, w którym odegrała rolę wabika wobec upatrzonej wcześniej ofiary. Był to napad z użyciem noża, więc choć podczas napadu pełniła tylko funkcję pomocniczą, dostała do odsiadki kilka lat.

W słynnym więzieniu kobiecym na Olszynce Grochowskiej dostała ksywę "Git Falbana", która przylgnęła do niej na stałe.

"Git Falbana" na straganie

Taką też zapamiętano ją, gdy stała za straganem na ciuchowym bazarze w podwarszawskim Rembertowie.

- Gdy jakiś drobny złodziejaszek schował za pazuchę jakąś bluzkę z jej straganu, powiedziała do niego: "Połóż z powrotem albo przestaniesz od dziś chodzić o własnych siłach". Facet zaczął się trząść, rzucił bluzkę na stół i uciekł - opowiedziała mi kilka lat temu tę scenę jedna z jej sąsiadek z bazaru.

W drugiej połowie lat 90. "Żaba" ofiarował swojej Lucynie pralnię chemiczną na Woli. Była solidną szefową, bo codziennie, od poniedziałku do piątku, po południu przyjeżdżała do pawilonu i robiła końcowe rozliczenie z całego dnia.

Od początku lat 90. "Żaba", jako jeden z bossów gangu pruszkowskiego, został dopuszczony do narkotykowego biznesu. Część przesyłek kokainowych do krajów zachodnich przygotowywano w willi małżeństwa W.

Odprawy za milczenie

To wtedy "Git Falbana" oswoiła się z narkotykami - sama nigdy nie ćpała - dzieląc i ważąc kokainę. Często też była obecna przy rozliczeniach finansowych "Żaby" z hurtownikami, którzy brali od niego towar na polski rynek.

"Git Falbana" stworzyła własną listę hurtowników i kurierów, na których radziła "Żabie" uważać. Twierdziła, że będą go chcieli oszukać albo sypną policji, gdy wpadną. Kiedy zaczęła sama kierować "przedsiębiorstwem’, ze współpracy z wieloma z nich zrezygnowała, dając im solidne odprawy za milczenie.

To ją prawdopodobnie uratowało. Nie pobłażała nikomu z tych, którzy zostali. Bali jej się, mimo że rzadko podnosiła głos. Jej karta był czysta, choć policja zakładała, że od momentu dotarcia do Polski heroiny i marihuany z Dalekiego Wschodu sprawę w swoje ręce przejmuje Lucyna W.

Wszystkie tajemnice znała na wylot, bo kiedy tylko "Żaba" był obok niej, wprowadzał ją w każdy szczegół. Po przerwanym procesie "Żaby" i o niej po trosze zapomniano. Czy przypomni światu o sobie?

Dowiedz się więcej na temat: Git Falbana | Jerzy Jachowicz | Żaba | Jerzy W.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje