Reklama

Reklama

Zaproś mnie do stołu!

Wigilia, zapach choinki, oczekiwanie na prezenty, to puste miejsce, które ma na kogoś czekać, a drzwi zamknięte na cztery spusty...

Niemal w każdym polskim domu podczas wieczerzy wigilijnej przygotowuje się dodatkowe nakrycie i krzesło. Trudno w tej chwili ustalić genezę tego zwyczaju, ale musi być stosunkowo nowy, bo nie wspomina o nim żaden z historyków obyczajów polskich.

Reklama

Wolne nakrycie przy stole to miejsce dla niespodziewanego gościa. W wigilijny wieczór dom chrześcijan powinien być bowiem otwarty dla każdego, aby nikt nie był tego dnia osamotniony. Niestety, ten piękny zwyczaj nijak się ma do rzeczywistości, bo puste miejsce zostawiają wszyscy, ale też wszyscy traktują to jako przyzwyczajenie, może formalność. Gdyby naprawdę zjawił się potrzebujący, bezdomny, czasem brudny i brzydko pachnący, i chciał usiąść z rodziną przy świątecznym stole, to w wielu domach zastałby zamknięte drzwi, a w innych usłyszałby po prostu "Nie".

Starym zwyczajem

Inaczej było jeszcze kilkadziesiąt lat temu. W wigilijny wieczór potrzebującym nie odmawiano gościny, a żebrakom jałmużny. Pozostawione wolne miejsce przy stole prawie zawsze zapełniało się. Czasem zapraszano kogoś samotnego, kogoś biedniejszego, sierotę z domu dziecka. Wtedy powiedzenie "Gość w dom, Bóg w dom" naprawdę miało swoje uzasadnienie. Gospodynie nie zamykały spiżarni, aby nikomu niczego nie brakowało. Jedzenie i napoje zostawały na stole na całą noc, by wszyscy, którzy tylko mają ochotę mogli się najeść do syta.

Zróbcie mi miejsce między wami

Teraz wielu nawet się nie zastanawia, jak zapełnić to puste miejsce przy stole. - Tak, zawsze jest u mnie w Wigilię zostawiane puste miejsce. Jednak rzeczywiście nikt nigdy przy nim nie usiadł - mówi Rafał, student politologii. - Nigdy też nie rozmawialiśmy o tym, dla kogo ono jest przeznaczone. Po prostu było - dodaje.

A przecież nie tak trudno znaleźć kogoś, kto z wielką radością zająłby to puste miejsce. Nie trzeba czekać na nieznajomego przybysza, który może zapukać do naszych drzwi. Wystarczy rozejrzeć się wokół. Chory sąsiad, samotna sąsiadka, której dzieciom wygodniej nie pamiętać o matce. Takich osób jest wiele, wystarczy tylko chcieć. Wszyscy chętnie opowiadają o tym, kogo zaprosiliby na święta. Pojawiają się nazwiska z pierwszych stron gazet, piosenkarzy, aktorów. Każdy też z przekonaniem deklaruje, że przyjąłby do siebie Świętą Rodzinę, przygotował dla nich najlepszy pokój i za nic na świecie nie dopuścił do tego, by stała się im krzywda.

Dowiedz się więcej na temat: wieczór | święta

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy