Reklama

Reklama

Zaostrzenie retoryki ws. uchodźców. Gra na emocjach czy troska o bezpieczeństwo?

W reakcji na krwawe zamachy w Brukseli, polski rząd zaostrza stanowisko w sprawie przyjmowania uchodźców. Słowa szefowej rządu wywołały falę komentarzy. Dr Ewa Pietrzyk-Zieniewicz nie widzi w nich logiki. – To wypowiedź za ostra i przedwczesna – ocenia w rozmowie z Interią ekspertka z Uniwersytetu Warszawskiego.

Dzień po brukselskich zamachach, w których zginęło ponad 30 osób a kilkaset zostało rannych, premier Beata Szydło "nie widzi możliwości, by w tej chwili imigranci przyjechali do Polski".  

Reklama

Premier przypomniała, że to poprzedni rząd zgodził się na to, żeby "kilka tysięcy osób mogło trafić do Polski na zasadzie dobrowolności".

Po przejęciu władzy, mimo krytykowania decyzji podjętych przez ekipę Ewy Kopacz, nowy gabinet nie wycofał się z zobowiązań poprzedników. Na szczycie Unii Europejskiej, który odbył się w styczniu, Polska potwierdziła, że przyjmie 7 tys. uchodźców w ciągu dwóch lat. Pierwsi imigranci mieli dotrzeć do naszego kraju do końca marca.

Ogólnoeuropejski lęk

Według dr Ewy Pietrzyk-Zieniewicz z Uniwersytetu Warszawskiego, tak stanowcza wypowiedź premier wpisuje się w ogólnoeuropejski lęk, który obserwujemy w tej chwili.

- Po ostatnich wydarzeniach społeczeństwa Europy po prostu się boją, i to nie tylko Belgowie czy Francuzi. Ten lęk przyszedł też do nas - zauważa nasza rozmówczyni.

Słowa premier o nieprzyjmowaniu imigrantów, zostały odebrane z zaskoczeniem i wywołały liczne wątpliwości.

Niedługo potem rzecznik rządu wyjaśniał, że zamachy nie posłużyły jako pretekst do wycofania się z ustaleń. "To nie jest kwestia pretekstu, tylko obowiązku zapewnienia bezpieczeństwa Polakom" - przekonywał na konferencji prasowej Rafał Bochenek.

Zdaniem rzecznika, Polska nie jest w stanie przyjąć imigrantów "dopóki nie zostaną uruchomione odpowiednie procedury weryfikacyjne".

Nieco mniej kategorycznie w kwestii przyjmowania bądź nieprzyjmowania imigrantów wypowiedział się Marek Magierowski z Kancelarii Prezydenta. Rzecznik Andrzeja Dudy przyznał rację pani premier, ale zaznaczył, że w jego rozumieniu słowa Szydło oznaczają, że "nie wycofujemy się całkowicie z przyjętych zobowiązań".

"Nie przyjmiemy imigrantów, ale jesteśmy gotowi rozpatrzyć kwestię uchodźców" - to już słowa szefa MSZ Witolda Waszczykowskiego.

Premier słucha Polaków?

Zmiana stanowiska przez Beatę Szydło zbiegła się z opublikowaniem wyników badania na temat opinii i pewności postaw Polaków, zrealizowanego na zlecenie Centrum im. Adama Smitha. Wynika z nich, że aż 64 proc. badanych uważa, że Polska powinna zamknąć granice przed napływem imigrantów.

Sondaż został przeprowadzony jeszcze przed zamachami w Brukseli. Gdyby podobne pytania postawiono już po tragicznych wydarzeniach na lotnisku Zaventem i stacji metra, można przypuszczać, że ten odsetek były jeszcze wyższy.

Premier wyczuwa nastroje społeczne? - Trudno powiedzieć, czy to jest granie na emocjach. Nie chciałabym przesadzić mówiąc, że to nie jest rzeczywista troska o bezpieczeństwo Polaków. Ale mam wrażenie, że wypowiedź jest za ostra i przedwczesna - ocenia dr Pietrzyk-Zieniewicz.

Zdaniem ekspertki, "trzeba będzie jeszcze rozważyć, czy rzeczywiście możemy tak bardzo odgrodzić się od problemu, który ma Europa".

Brak logiki

Według naszej rozmówczyni "problem może do nas przyjść", a groźby zaatakowania przez terrorystów nie można wiązać tylko i wyłącznie z tym, czy dany kraj przyjmuje uchodźców, czy nie.

- Niekoniecznie jest tak, ze terroryści przybywają wraz z uchodźcami. To jest nielogiczne, na pewno ten brak logiki w pewnym momencie dotrze do Polaków - uważa dr Ewa Pietrzyk-Zieniewicz.

Razem czy osobno?

Stanowisko Beaty Szydło budzi również zdumienie w kontekście postulowanej przez wiele środowisk jedności, którą powinny okazywać państwa członkowskie w obliczu zagrożenia.

Wydarzenia ostatnich miesięcy pokazały, że w pojedynkę państwa nie radzą sobie ze zwalczaniem terroryzmu. Eksperci apelują o podjęcie skoordynowanych działań na szczeblu Unii Europejskiej.

- Oprócz konieczności wprowadzenia wspólnych rozwiązań technicznych, konieczna jest odbudowa zaufania między państwami członkowskimi - mówił kilka dni temu w rozmowie z Interią dr hab. Artur Gruszczak z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Gwałtowna zmiana stanowiska pod wpływem chwili nie wpisuje się w taki klimat.

- Mamy prawo się bać, ale czy mamy prawo nie pomóc w tej chwili, solidarnie z innymi państwami unijnymi, czy chociażby z Turcją, która ma ogromne problemy z terroryzmem, a jednak prowadzi obozy przejściowe dla uchodźców. Świat nie może powiedzieć: nie pomożemy, bo boimy się terroryzmu. To by było ogromne zwycięstwo terrorystów - zaznacza ekspertka z UW.

Emocjonalna reakcja

Dr Ewa Pietrzyk-Zieniewicz zwraca też uwagę na to, że Polska jest związana umowami unijnymi.

- Cała Europa powinna się przeciwstawić i nie dać zastraszyć - dodaje.

- Czasami w pierwszej chwili po traumatycznych wydarzeniach opowiadamy się zbyt ostro i zbyt emocjonalnie, a potem przychodzi refleksja - próbuje tłumaczyć postawę premier Ewa Pietrzyk-Zieniewicz.


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje