Reklama

Reklama

Z braku dowodów...

Tajemniczy telefon do sędziego

Reklama

Równie dużo emocji i domysłów wzbudza kolejna "cold case" z amerykańskiej historii - sprawa zaginięcia sędziego Josepha Force Cratera, znanego ze swojej słabości do tancerek rewiowych i powiązań ze skorumpowanym środowiskiem Tammany Hall. Tajemnica spowijająca jego osobę zyskała mu nawet przydomek "najbardziej zaginionego człowieka w Nowym Jorku".

Wszystko zaczęło się - a przynajmniej tak twierdzą śledczy - w lecie 1930 roku, gdy Crater wypoczywał wraz z żoną Stellą Mance Wheeler w Maine. Idyllę przerwała pod koniec lipca rozmowa telefoniczna. Po odłożeniu słuchawki Jospeh powiedział jedynie żonie, że musi wrócić do Nowego Jorku "wyprostować pewne sprawy". Na miejscu nie zajął się jednak interesami, ale... wyjechał do Atlantic City w towarzystwie tancerki.

Do żony wrócił 1 sierpnia. Nie wytrzymał jednak zbyt długo - już dwa dni później znów był w drodze do Nowego Jorku. Obiecał jednak Stelli, że wróci przed jej urodzinami (9 sierpień).

Walizki pieniędzy i kolacja z przyjaciółmi

Ale nie wrócił. Rankiem 6 sierpnia przyjechał do swojego gabinetu i przez kilka godzin przeglądał akta spraw, które prowadził. Później poprosił swojego asystenta Jospeha Marę, by zrealizował dwa wystawione przez niego czeki na łączną kwotę około 60 tys. dolarów. Z dwoma walizkami wypchanymi pieniędzmi Mara odwiózł Cratera do jego mieszkania. Stamtąd sędzia pojechał do agencji biletowej, gdzie kupił wejściówkę na komedię "Dancing Partner" wystawianą tego samego wieczoru w Teatrze Belasco. Następnie udał się do Billy Haas's Chophouse na umówioną kolację z przyjacielem prawnikiem i jego przyjaciółką, 22-letnią tancerką Sally Lou Ritz.

Spotkanie skończyło się krótko po godz. 21. Sędzia był już spóźniony do teatru, dlatego grupa szybko wyszła przed restaurację. Crater zatrzymał przejeżdżającą taksówkę. Przed wejściem do auta pomachał jeszcze znajomym na pożegnanie. I tyle go widziano.

Policja dowiedziała się ostatnia

Co ciekawe nikt zbytnio nie śpieszył się ze zgłoszeniem policji zaginięcia Cratera. Jego żona zaczęła dzwonić do znajomych dopiero po 10 dniach. Kiedy nie pojawił się na otwarciu sądu 25 sierpnia przyjaciele z pracy rozpoczęli prywatne śledztwo. Dopiero gdy ono zawiodło, powiadomiono policję. Media były sprawniejsze od bliskich sędziego - sprawa od razu trafiła na czołówki gazet.

Dowiedz się więcej na temat: policja | ciało | levy | tajemnica | sprawca | rock | żona | śledczy | Hollywood | morderca | Nie | dziewczyny | zwłoki | morderstwa

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje