Reklama

Reklama

Wybory w SLD. Nowy lider powstrzyma upadek lewicy?

Już w sobotę Sojusz Lewicy Demokratycznej wybierze nowego szefa. Szansę na to stanowisko ma dwóch kandydatów: Włodzimierz Czarzasty i Jerzy Wenderlich. – Nowy lider będzie musiał powstrzymać odchodzenie z partii kolejnych członków, w przeciwnym razie stanie się syndykiem masy upadłościowej partii – mówi Interii sekretarz generalny SLD Krzysztof Gawkowski.

Rok 2015 był dla polskiej lewicy, a zwłaszcza SLD, pasmem porażek. Kolejne nietrafione decyzje kierownictwa powodowały odpływ elektoratu. Zaczęło się od Magdaleny Ogórek, która miała być sposobem na wyborczy sukces. Wynik rozwiał wszelkie nadzieje. Kandydatka SLD na prezydenta zdobyła jedynie 2,38 proc. głosów.

Po tak słabym rezultacie SLD postawiło na koncepcję zjednoczenia. Do wyborów parlamentarnych przystąpiła już Zjednoczona Lewica, w jej skład weszły m.in. Sojusz Lewicy Demokratycznej, Twój Ruch, Polska Partia Socjalistyczna, Unia Pracy oraz partia Zieloni. Twarzą zjednoczenia stała się Barbara Nowacka z Ruchu Palikota. Jako liderkę przedstawiono ją dopiero na trzy tygodnie przed wyborami. Eksperci nie mieli wątpliwości, to był błąd. - Zasady marketingu politycznego mówią, że aby skutecznie wykreować nowego lidera potrzeba co najmniej pół roku, tak spóźnione działanie było wręcz absurdalne - mówił Interii tuż po ogłoszeniu wyników wyborów parlamentarnych politolog dr hab. Tomasz Słomka z UW. A wynik, delikatnie mówiąc, zadowalający nie był. 

Reklama

ZL zdobyła 7,55 proc. głosów, nie przekraczając ośmioprocentowego progu poparcia i znalazła się poza parlamentem. Jej wynik w znacznej mierze przełożył się na większą liczbę mandatów dla innych ugrupowań, a w rezultacie sejmową większość Zjednoczonej Prawicy.

Tak źle lewica od 1989 r. nie wypadła jeszcze nigdy. Leszek Miller już po wyborach prezydenckich zapowiedział rezygnację z kandydowania na szefa Sojuszu, kiedy zakończy kadencję. Po wyborach parlamentarnych podtrzymał tę decyzję.

SLD miało zakasać rękawy i, jak mówił Interii rzecznik partii Dariusz Joński tuż po przegranych wyborach, "pokazać, jak bardzo brakuje lewicy w polskim parlamencie". - Do tego potrzebujemy nowego otwarcia - zapowiadał.

Nowy szef gwarantem nowego otwarcia?

Do tej pory specjalnej aktywności Sojuszu nie obserwowano. "Nowe otwarcie" mógłby zapoczątkować nowy szef. 16 stycznia odbyła się pierwsza tura wyborów. Wystartowało aż 10 kandydatów, w tym: szef mazowieckich struktur SLD Włodzimierz Czarzasty, obecny sekretarz generalny partii Krzysztof Gawkowski, wiceprzewodnicząca Joanna Senyszyn, były wicemarszałek Sejmu Jerzy Wenderlich oraz Zbyszek Zaborowski - poseł Sojuszu kilku kadencji oraz były szef śląskiego SLD. Ponadto kandydatami na lidera SLD byli: Michał Huzarski, Adam Kępiński, Tomasz Nesterowicz, Piotr Rączkowski i Dariusz Szczotkowski.

Po zliczeniu głosów okazało się, że żaden z nich nie otrzymał bezwzględnej większości. Tym samym, do drugiej tury przeszli dwaj kandydaci, którzy uzyskali najwyższe wyniki: Włodzimierz Czarzasty - poparło go 37,8 proc. członków partii i Jerzy Wenderlich -  zdobył 24,7 proc. głosów. 

Krzysztof Gawkowski - druga po Nowackiej twarz odświeżonej lewicy - był trzeci. Uzyskał 22,1 proc. poparcia. O zmianie pokoleniowej podczas kampanii parlamentarnej mówiło się wiele. Na konwencji Zjednoczonej Lewicy Włodzimierz Cimoszewicz apelował do swoich starszych kolegów, by nie stali na drodze młodym. - Władzę na lewicy musi przejąć pokolenie 40-latków - mówił.

Na to się jednak nie zanosi. Na placu boju pozostali 56-letni Włodzimierz Czarzasty i 62-letni Jerzy Wenderlich. Sam Gawkowski wskazuje, że większość członków Sojuszu, głosując, postawiła na silny SLD, a nie silną lewicę.

"Przegrałem ja i pewnie młode pokolenie"

- Wierzyłem, że Sojusz to partia, która będzie nadal dążyła do konsolidacji lewicy. O tym przekonywałem, do tego namawiałem. Moi kontrkandydaci mówili, że potrzebna jest koncepcja silnego SLD. Przegrałem z moją propozycją, pewnie przegrało też młode pokolenie - mówi w rozmowie z Interią Krzysztof Gawkowski.

Sekretarz generalny również podkreśla, że wiele zależy od nowego szefa. To on ma skierować partię na nowe tory i przełamać złą passę. - Nowy lider będzie musiał powstrzymać odchodzenie z partii kolejnych członków, w przeciwnym razie stanie się syndykiem masy upadłościowej Sojuszu - mówi nam Gawkowski.

Uważa, że kluczem do sukcesu jest otwartość zwłaszcza w stosunku do innych środowisk lewicy i zmian zachodzących w Polsce. - Sojusz musi przeciwstawić się łamaniu zasad demokracji przez PiS, a z drugiej strony nie dać się uwodzić Nowoczesnej, PSL-owi czy Platformie Obywatelskiej. Kolejnym zadaniem nowego szefa będzie próba powrotu do Sejmu. Ale nie sztuczkami w postaci konferencji prasowych - zaznacza.

- Trzeba wrócić tam z projektami obywatelskimi w sprawach ważnych dla Polaków - jak wynagrodzenie miesięczne na poziomie 2500 zł, czy minimalna płaca godzinowa na poziomie 15 zł/h. Nowy lider powinien zadbać o to, by Sojusz takie projekty składał. Musimy pokazywać, że jesteśmy partią prospołeczną - mówi Gawkowski.

"Nie chciałbym, żeby SLD stało się sektą"

Polityk niezmiennie uważa, że tylko zgodna lewica ma szanse na prawdziwe sukcesy polityczne. - Jeżeli nowy lider chce być otwarty na inne środowiska, to powinien odkreślić wszystko grubą kreską i powiedzieć: nie ma wroga na lewicy. 

Gawkowski nie widzi w tym zakresie żadnych ograniczeń i uważa, że ręka powinna zostać wyciągnięta do wszystkich. - Nie chciałbym, żeby Sojusz był sektą, bo w sekcie zawsze panuje smutek i żal. A ja wolałabym, żeby to była partia odwagi - mówi.

Czy taką partią może być Sojusz na czele z Włodzimierzem Czarzastym? A może z Jerzym Wenderlichem? Gawkowski nie zdradza wprost swoich typów na jutrzejsze głosowanie. 

- Kiedy mówiłem o konsolidacji lewicy, oni mówili o silnej SLD - powtarza. - Zobaczymy, co powiedzą na kongresie. Mam nadzieję, że jeden z nich zmieni zdanie - kwituje Gawkowski.  

I niezależnie od wyniku, nowy lider nie będzie miał łatwego zadania. Partia musi odbudować swój wizerunek, zacząć mówić jednym głosem i przekonywać elektorat, by w kolejnych wyborach zamiast stawiać krzyżyk na niej, postawił go obok nazwisk swoich kandydatów. 

Reklama

Reklama

Reklama