Reklama

Reklama

Wybory samorządowe 2014: Blaski i cienie

W tym roku wybory samorządowe zapewniły nam wiele emocji. Zarówno tych pozytywnych, jak i negatywnych. Nie obyło się bez wydarzeń, które nierozerwalnie kojarzą się z wyborami. Doszło także do kilku zupełnie niespodziewanych rzeczy. Pijane członkinie komisji, śmierć przy urnie, sprzedaż głosów i...pękająca urna. A to jeszcze nie wszystko.

Pierwsze ciekawe doniesienia pojawiły się w niedzielę około godziny 10. To wówczas Państwowa Komisja Wyborcza podsumowała wydarzenia, które miały dotychczas miejsce.

Reklama

Okazało się np., że w Głogowie Małopolskim brakuje 480 kart, które były wydrukowane i przygotowane do wydania, w Chorzowie przez godzinę nie było prądu, a na Dolnym Śląsku zgłosiło się aż dwóch mężów zaufania jednego z komitetów, choć, zgodnie z prawem, może być tylko jeden. Panowie nie chcieli opuścić lokalu...

Śmierć przy urnie

Przed południem w niedzielę dotarły do nas przykre wiadomości. W jednej z obwodowych komisji wyborczych w Zabrzu (Śląskie) zmarł starszy mężczyzna. Miał 70 lat i przyszedł zagłosować. Lekarz, który dotarł później na miejsce, oznajmił, że zgon nastąpił z przyczyn naturalnych. 

Tragedia spowodowała przerwę w głosowaniu, która trwała około godziny. Po tym czasie lokal został przeniesiony do innego pomieszczenia, a na miejscu śmierci 70-latka czynności prowadziła prokuratura i policja.

Zaledwie kilka godzin później media poinformowały o kolejnym takim przypadku. 78-letni mężczyzna zmarł w lokalu wyborczym w Siedliskach Drugich pod Krasnymstawem na Lubelszczyźnie. Mężczyzna wszedł za kotarę, aby oddać swój głos i zasłabł. Nie udało się go uratować. Lokal wyborczy trzeba było zamknąć, przerwa trwała około godziny.

Karta na sprzedaż - 5 złotych za sztukę

Kolejna konferencja PKW przyniosła nowe doniesienia. Sędzia Stanisław Kosmal powiedział m.in., że do komisji dotarły informację o tym, że w kilku województwach próbowano wynieść karty wyborcze poza lokal, a w Rzeszowie ktoś miał rzekomo sprzedawać karty do głosowania "po pięć złotych za sztukę". Wszystkimi tego typu doniesieniami zajmowała się policja.

Chwilę po tym, jak zdołaliśmy przyswoić te informacje, pojawiły się następne. M.in. o przedsiębiorczym kandydacie, który we Włocławku za oddanie na niego głosu, oferował od 10 do 20 złotych... Cztery osoby skusiły się na przyjęcie pieniędzy.

Znaleźli się jednak przykładni obywatele, którzy o całym procederze poinformowali policję. Ta aresztowała samego kandydata, jak i te osoby, które połasiły się na gotówkę. Wszystkim grozi teraz nawet do pięciu lat więzienia.

Pechowa zamiana

Kolejne godziny i kolejne emocje. PKW poinformowała, że mieszkańcy Raciborza głosujący w dwóch komisjach otrzymali niewłaściwe karty do głosowania. Przez kilka godzin nikt nie zorientował się, że nastąpiła pechowa zamiana. Wyborcy stawiali krzyżyki przy nazwiskach osób, które kandydowały do rady powiatu z innego okręgu wyborczego.

Głosy, oczywiście, zostały uznane za nieważne po tym, jak zorientowano się, że nastąpiła pomyłka.

102 lata i ciągle głosuje

Niewątpliwym "promyczkiem" całego dnia była pani Stanisława Szczebiot, która w dniu wyborów obchodziła swoje 102. urodziny. - Jak człowiek może chodzić, to trzeba iść głosować - mówiła potem w rozmowie z TVP.


Z promilami do pracy



Późnym popołudniem dotarły do nas informacje o tym, że skład dwóch komisji wyborczych nieco się zmniejszył... Powodem były promile, które wydmuchały dwie panie.

Pierwsza z pań pochodziła z Sanoka. Jej szefowa miała wątpliwości co do stanu trzeźwości 21-latki, więc poprosiła policję o pomoc. Po badaniu okazało się, że miała ona w organizmie 0,8 promila alkoholu. Została odsunięta od prac.

Z kolei członkini komisji w Osinach (okolice Puław) miała 2 promile w organizmie. Możemy się tylko domyślać, że również nie dokończyła w tym dniu swojej pracy...

Pękająca urna z Chorzowie


W jednym z chorzowskich lokali wyborcy głosowali tak ochoczo, że urna, do której wrzucali swoje świeżo oddane głosy, zaczęła pękać.

Już około godziny 16 okazało się, że urna jest pełna - rozszczelniło się jej dno. Wtedy było wiadomo - potrzebna będzie nowa urna. Na tę jednak trzeba było poczekać.

"50 wyborców z już wydanymi kartami do głosowania czekało z kartami w rękach przez kilkadziesiąt minut" - donosił w niedzielę "Dziennik Zachodni". Na szczęście urna dotarła i można było kontynuować głosowanie.

***

W tegorocznych wyborach wybieraliśmy blisko 47 tys. radnych i prawie 2,5 tys. wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. Druga tura wyborów odbędzie się 30 listopada.

Katarzyna Krawczyk

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy