Reklama

Reklama

​Wybory na Podlasiu. "Kaczyński syty i Schetyna cały"

Anna Maria Anders (PiS) wygrała wybory uzupełniające do Senatu na Podlasiu, pokonując swojego głównego rywala wspieranego aż przez trzy partie - PO, Nowoczesną i PSL. Czy zwycięstwo kandydatki PiS to potwierdzenie, że kraj stoi murem za "dobrą zmianą"? A może to efekt intensywnej kampanii wyborczej, podczas której nie obeszło się bez incydentu? O odpowiedź na te pytania poprosiliśmy politologa z Uniwersytetu Warszawskiego, dr hab. prof. UW Rafała Chwedoruka.

Wybory na Podlasiu

Przypomnijmy, że w niedzielę odbyły się uzupełniające wybory do Senatu w okręgu nr 59, obejmującym część województwa podlaskiego (powiaty: augustowski, grajewski, kolneński, łomżyński, moniecki, sejneński, suwalski i zambrowski oraz Łomżę i Suwałki). O głosy wyborców starało się sześć osób: Anna Maria Anders (PiS), Mieczysław Bagiński (PSL, popierany także przez PO i Nowoczesną), Szczepan Barszczewski (Partia KORWiN), Andrzej Chmielewski (Samoobrona), Sławomir Gromadzki (zgłoszony przez komitet wyborczy wyborców "Szary Obywatel") oraz Jerzy Ząbkiewicz (startujący z własnego komitetu wyborczego "Praca i Przyszłość - Jerzy Ząbkiewicz Senatorem Twojego Regionu").

Reklama

Walka kandydatów zakończyła się zwycięstwem kandydatki Prawa i Sprawiedliwości, która otrzymała 30 661 głosów (47,26 proc.). Drugi wynik należał do Mieczysława Bagińskiego - kandydata PSL, popieranego przez PO i Nowoczesną, który zdobył 26 618 głosów (41,03 proc.).

- Nie stało się absolutnie nic, czego nie można było przewidzieć. Znajdujemy się dokładnie w tym samym miejscu polskiej polityki, w którym znajdowaliśmy się przed tymi wyborami. Należało oczekiwać wyraźnego zwycięstwa Prawa i Sprawiedliwości, ponieważ wynika to ze specyfiki tego okręgu wyborczego - ocenia prof. UW dr hab. Rafał Chwedoruk.

Przyczyny zwycięstwa kandydatki PiS

Jak przekonuje ekspert, zwycięstwo Anny Marii Anders to efekt specyfiki regionu, w którym odbywały się wybory. - Jest to okręg zupełnie sztucznie stworzony - z dwóch niezwiązanych ze sobą terytoriów o zupełnie różnej historii i odmiennym elektoracie. Pewność sukcesu Prawa i Sprawiedliwości wiązała się  z terenami dawnego województwa łomżyńskiego, gdzie mamy do czynienia z jednym z największych bastionów postaw konserwatywno-prawicowych. Kogo PiS nie wystawi w tym okręgu, i tak na tym terenie wygra. To może osłabiać radość PiS ze zwycięstwa - mówi politolog z Uniwersytetu Warszawskiego.

- Z kolei druga część Podlasia (m.in. Suwałki), to teren o zupełnie innej historii. Mieszkańcy tamtych rejonów cechują bardziej zróżnicowane zachowania wyborcze, część głosów, np. mniejszości litewskiej, przypada partiom liberalnym - ostatnio Platformie Obywatelskiej. Wokół Suwałk są z kolei biedne tereny rolnicze, gdzie przyzwoite wyniki zdobywa PSL - dodaje.

Zdaniem eksperta, wynik wyborów na Podlasiu może być powodem do zadowolenia dla dwóch stron sceny politycznej. - PiS zmobilizowało swój elektorat i podtrzymało wynik w swoim wyborczym bastionie. Z kolei opozycja (PO, Nowoczesna i PSL popierające Mieczysława Bagińskiego) także zdołała zmobilizować elektorat i przegrać nie przez nokaut, jak chciało PiS. Wobec tego politycy z obu stron sceny politycznej mogą mówić to samo, ponieważ i Kaczyński syty i Schetyna cały - przekonuje prof. UW dr hab. Rafał Chwedoruk.

Obóz popierający głównego konkurenta Anny Marii Anders ma jednak inne zdanie na temat powodu, dla którego zwyciężyła kandydatka PiS. Poseł PSL Piotr Zgorzelski powiedział w radiowej Jedynce, że partia rządząca prowadziła na Podlasiu "totalną kampanię wyborczą", mając nadzieję na druzgocące zwycięstwo. Zdaniem polityka PSL, plan PiS się nie powiódł, gdyż przewaga Anny Marii Anders nie była duża.

- Trudno w tej chwili powiedzieć, czy kampania prowadzona przez partie była skuteczna. To będzie jasne, kiedy PKW opublikuje szczegółowe wyniki. Jednak nie spodziewałbym się żadnych rewelacji. Polska polityka jest zwykle przekonywaniem przekonanych, co i ta kampania pokazała - wskazuje ekspert.

Polacy ocenili "dobrą zmianę"?

Przed wyborami na Podlasiu, prezes Kaczyński mówił, że wynik tego głosowania będzie miał bardzo duże znaczenie. Wynik miał bowiem pokazać, czy Polacy popierają "dobrą zmianę" proponowaną w ostatnich miesiącach przez rząd Beaty Szydło.

Zdaniem eksperta, okręg nr 59 nie może jednoznacznie potwierdzić takiej tezy, ponieważ rejon ten od lat wybiera swojego przedstawiciela z prawej strony sceny politycznej.

- W Łomży i jej okolicach, "dobra zmiana" proponowana przez PiS cieszy się dużą popularnością. W gminach i powiatach mniej sympatyzujących z PiS, większość głosujących nastawiona jest krytycznie do tych zmian. Wybory te nie dają więc odpowiedzi, co ludzie myślą o "dobrej zmianie" - mówi politolog.

- Gdyby teraz odbywały się wybory na Śląsku, gdzie PO i PiS rywalizują o tego samego wyborcę, czy w województwie łódzkim, zawsze mocno podzielonym, to byłaby realna odpowiedź na pytanie, co myślą obywatele. W przypadku Podlasia, mamy po prostu odzwierciedlenie specyfiki okręgu - dodaje.

Awantura na korzyść PiS?

Ekspert odniósł się także do frekwencji, która plasowała się w granicach 17 proc. - Frekwencja w wyborach uzupełniających jest zwykle zróżnicowana, bardzo silnie zależy od momentu, w jakim odbywają się wybory i od tego, czy ogólnokrajowa polityka jakoś odnosi się do nich. W wyborach na Podlasiu można więc określić frekwencję jako przeciętną. To też jest dowód na możliwości mobilizacyjne głównych polskich partii - tłumaczy prof. dr hab. Rafał Chwedoruk.

Pytany o rolę awantury z udziałem Anny Marii Anders, do jakiej doszło krótko przed niedzielnymi wyborami ocenił, że "to jest tak jak w reklamie - jeśli produkt i nazwa pojawiają się wielokrotnie w przestrzeni publicznej, to zwiększa się poziom zainteresowania".

- Moim zdaniem, jeśli w ogóle ten incydent miałby się komuś przysłużyć, to raczej w większym stopniu Prawu i Sprawiedliwości. Wszelkie sygnały, że kandydatka PiS została publicznie zaatakowana, wyzwala w wyborcach PiS odruch mobilizacyjny. Z kolei wyborcy po drugiej stronie byli bardziej zróżnicowani - wyborca PSL oczekuje pewnej powagi w uprawianiu polityki, a wyborca mieszczański (PO i Nowoczesna) boi się takich zachowań - podsumowuje prof. UW dr hab. Rafał Chwedoruk.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy