Reklama

Reklama

​Wspólne listy opozycji? "Chciałabym zobaczyć te jedynki"

Liderzy partii opozycyjnych nie tylko "nie wykluczają", ale wręcz zapowiadają wspólne listy wyborcze. Tylko jak tu pogodzić programy nie do pogodzenia?

"Jesteśmy w stanie stworzyć wspólną koalicję. Z KOD, z PO, z lewicą, z PSL. Po to, żeby wygrać z tą podłą zmianą! Są rzeczy, które nas dzielą, ale wyzwania są naprawdę historyczne" - mówił na sobotnim marszu KOD Ryszard Petru.

Szef PO Grzegorz Schetyna nie mówi "nie", a PSL, SLD, Nowoczesna i KOD już zawiązali koalicję Wolność, Równość, Demokracja. 

W koalicji pod patronatem KOD nie należy spodziewać się natomiast ruchu Kukiza, partii KORWiN czy partii Razem.

Czy wspólne listy wyborcze opozycji są w ogóle pomysłem realnym?

Reklama

- Na ponad trzy lata przed wyborami politycy mówią różne rzeczy. To jest bardzo dużo czasu. Tak dużo, że nawet nie wiemy, jakie partie będziemy mieli na scenie politycznej, kiedy do wyborów dojdzie - zauważa dr Ewa Pietrzyk-Zieniewicz z Uniwersytetu Warszawskiego w rozmowie z Interią.

Całym sercem za tym pomysłem jest natomiast Ryszard Kalisz, którego Dom Wszystkich Polska, również wszedł do wspomnianej koalicji.

- To jest po prostu niezbędne, by Polska była demokratycznym państwem prawa - mówi Kalisz Interii.

Brzmi to rzeczywiście doniośle, ale koalicje z reguły opierają się na określonym, wynegocjowanym wcześniej programie. A tymczasem front anty-PiS ma programy wykluczające się.

W sprawach światopoglądowych PSL obiera pozycje konserwatywne, PO lawiruje, a Nowoczesna i SLD są w tych kwestiach liberalne. I jak tu przyjąć jakiekolwiek wspólne stanowisko w sprawie związków partnerskich, in vitro czy aborcji?

Z kolei w kwestiach gospodarczych na jednym biegunie mamy Nowoczesną z postulatami obniżania świadczeń i podatków, a na drugim SLD z programem bardziej socjalnym.

Nowoczesna, PO i PSL nie chcą obniżenia wieku emerytalnego a SLD wręcz przeciwnie. Nowoczesna uważa 500 złotych na dziecko za rozdawnictwo, natomiast reszta jest gotowa program utrzymać.

Pakiet klimatyczny, wydatki na obronność, kryzys migracyjny, wejście do strefy euro, podatek bankowy, płaca minimalna... - te wszystkie kwestie, i wiele innych, dzielą opozycję.

- To nie jest problemem. Dzisiaj problemem jest łamanie zasad konstytucji, anihilacja Trybunału, pozbawienie możliwości dochodzenia przez obywateli swoich praw podstawowych. Żeby to było możliwe, potrzebne jest odsunięcie PiS od władzy. Te pozostałe kwestie są wtórne. One oczywiście nastąpią, trzeba się do tego przygotować - można to zrobić (ustalić program - przyp. aut.), analizując wyniki wyborcze poszczególnych kandydatów. Ale dzisiaj dużo ważniejsze niż rywalizacja partii politycznych jest to, by Polska była krajem demokratycznym - przekonuje Ryszard Kalisz w rozmowie z Interią.

Zdaniem naszego rozmówcy z obecną władzą może konkurować jedynie zwarty obóz, z którym wyborcy będą związani emocjonalnie.

- PiS jest w gruncie rzeczy strukturą o charakterze sekty politycznej. Łączy emocjonalnie zarówno partię, jak i wiele grup wokół tej partii - rodzinę Radia Maryja, kluby "Gazety Polskiej" i wiele innych środowisk. Trzeba temu przeciwstawić środowiska polityczne, które są w opozycji, jak również zorganizować społeczeństwo obywatelskie - uważa Kalisz.

Dr Ewa Pietrzyk-Zieniewicz zwraca jednak uwagę na jeszcze jeden problem, znacznie bardziej przyziemny:

- Polacy chętnie przyjmują takie deklaracje zgody. Ale diabeł tkwi w szczegółach. Chciałabym zobaczyć te "jedynki" i "dwójki" na listach.

Politycy nieraz udowadniali, że program to tylko pretekst do przejęcia władzy. Gdy jednak przyjdzie układać listy wyborcze, wtedy przekonamy się, czy wola zjednoczenia wygra z ambicjami poszczególnych polityków. Bo z programu można zrezygnować, ale z "jedynki" już trudniej.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy