Reklama

Reklama

"Wielka Brytania nie pociągnie Putina do odpowiedzialności"

Brytyjski sąd opublikował końcowy raport z publicznego dochodzenia w sprawie zamordowania Aleksandra Litwinienki. Brytyjskie śledztwo wykazało, że prezydent Władimir Putin prawdopodobnie zaaprobował operację Federalnej Służby Bezpieczeństwa (FSB) w celu zabicia byłego rosyjskiego agenta KGB w 2006 roku. O reakcjach po opublikowaniu końcowego raportu oraz możliwych zmianach w relacjach na linii Rosja-Wielka Brytania mówi w rozmowie z Interią Piotr Kościński z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych (PISM).

Justyna Mastalerz, Interia.pl: Jaki ton ma raport opublikowany przez Wielką Brytanię? Jak mocne są oskarżenia wobec Rosji?

Piotr Kościński, Polski Instytut Spraw Międzynarodowych: - Raport jest zdecydowanie ostry, ponieważ wskazuje na władze rosyjskie jako na organizatorów, inicjatorów zamordowania Aleksandra Litwinienki. Wskazuje bezpośrednio na dwie konkretne osoby - prezydenta Rosji Władimira Putina oraz ówczesnego szefa FSB Nikołaja Patruszewa. To sytuacja, w której bez precedensu sąd jednego państwa obwinił szefa innego państwa o dokonanie zbrodni. Powoduje to, że raport ten jest bardzo mocnym oskarżeniem.

Reklama

Co może zrobić Rosja w sprawie raportu? Odrzuci go, zostanie na Kremlu zignorowany?

- Rosja już ustosunkowała się do raportu. Rzecznik prezydenta Rosji Dmitrij Pieskow powiedział, że to żart, bzdura i absolutna nieprawda. Stwierdził, że przypomina mu to subtelne, brytyjskie poczucie humoru.

Co nowego wniósł końcowy raport opublikowany przez brytyjski sąd?

- Ten raport nie jest niczym nowym. O tym, że strona brytyjska i sąd brytyjski tak właśnie uzna, wiedzieliśmy już wcześniej. Nie było natomiast wiadome, jak daleko posunie się w rozważaniach strona brytyjska. Jak widać, posunęła się bardzo daleko. Rosja od początku twierdziła, że to nieprawda i absurd. I twierdzi tak nadal, mówiąc, że wszystkie oskarżenia są fałszywe.

Jakie reakcje wzbudził w Wielkiej Brytanii?

- W Wielkiej Brytanii sprawa Litwinienki i końcowy raport wzbudziły dużo większe emocje niż w Rosji. Litwinienko był obywatelem brytyjskim. Pomysł, że ktoś mógł krążyć z materiałem radioaktywnym po Londynie, że zostawiał w kilku miejscach ślady polonu i że inne osoby też mogły zginąć, jest dla Brytyjczyków naprawdę przerażający.

W jakim stopniu mogą zmienić się teraz relacje na linii Rosja-Wielka Brytania?

- Stosunki brytyjsko-rosyjskie i tak nie są dobre, a końcowy raport tylko je pogorszy, głównie na poziomie werbalnym. Obie strony będą wskazywać na tę drugą, jako winną pogorszenia się stosunków.

Co zrobi rząd Wielkiej Brytanii?

- Wielka Brytania nie ma możliwości prawnych, aby bezpośrednio ukarać tych, których uważa za winnych. Nie zdoła pociągnąć do odpowiedzialności ani Patruszewa, ani Putina. Spodziewałbym się, że będzie raczej jeszcze aktywniej popierać sankcje nałożone na Rosję w związku z agresją na Ukrainie.

Można spodziewać się nowych sankcji pod adresem Moskwy?

- Być może Wielka Brytania wymyśli coś własnego. W tej chwili nie można przewidzieć, co zrobi. Obecne sankcje, które nie mają tak naprawdę nic wspólnego ze sprawą Litwinienki, tylko z sytuacją na Ukrainie, Wielka Brytania popiera. Może natomiast zacząć popierać je jeszcze aktywniej. Możliwości działania Wielkiej Brytanii są jednak skromne. Na pewno raport będzie oddziaływać też na inne kraje Unii Europejskiej. Wszyscy wiedzą, że sąd brytyjski nie jest wykonawcą poleceń żadnych urzędników, ani władz państwowych i choćby się to władzom nie podobało, napisał to, co uważa.

Czy to historyczny moment? Czy raport zmieni wizerunek Rosji na Zachodzie?

- Zasadniczo ten raport nic nie zmieni. Mamy w Europie grupę ludzi, polityków, którzy są przekonani, że w Rosji nie dzieje się nic dobrego, a rosyjskie władze są jedynie powodem rozmaitych kłopotów. Jest również taka grupa ludzi, w tym polityków w Unii Europejskiej, która uważa, że nie należy się tym specjalnie przejmować. Kluczowa rzecz to dla nich robienie interesów i biznesowe dogadywanie się z Rosją. To, że zaatakowali Ukrainę albo zamordowali Litwinienkę, jest sprawą drugorzędną. Oczywiście, to dosyć cyniczne podejście do sprawy, ale niektórzy właśnie w ten sposób myślą.

Dziękuję za rozmowę.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy