Reklama

Reklama

Uroki kohabitacji. Czy czeka nas wojna na szczytach władzy?

6 sierpnia zaprzysiężony zostanie prezydent Andrzej Duda. Od tego dnia PO będzie dzieliła władzę wykonawczą z PiS. Przynajmniej do października. Otwarty konflikt między dwoma ośrodkami władzy może poważnie osłabić naszą pozycję na arenie międzynarodowej.

Do kohabitacji, a więc współrządzenia przez dwa konkurencyjne obozy polityczne, dochodziło po 1989 roku kilkukrotnie. Ostatni raz w latach 2007-2010, gdy prezydent Lech Kaczyński dzielił władzę wykonawczą z rządem Donalda Tuska. Wcześniej Aleksander Kwaśniewski musiał współpracować z rządem AWS-UW (choć złośliwi powiedzą, że dużo trudniej wychodziła późniejsza współpraca z SLD), a Lech Wałęsa z koalicją SLD-PSL.

Nigdy jednak dwa obozy polityczne nie były w tak radykalnym konflikcie jak PO i PiS po katastrofie smoleńskiej w 2010 roku. Od tamtej pory rządziła Platforma i jako społeczeństwo nie mieliśmy okazji zobaczyć, jak w takiej sytuacji mogłoby wyglądać współdziałanie tych partii. Teraz po raz pierwszy doświadczymy tego na własnej skórze.

Reklama

Nie jest żadną tajemnicą, że choćby wizja polityki zagranicznej Andrzeja Dudy i PiS-u jest zupełnie inna niż rządu PO. Jeżeli już wcześniej obserwowaliśmy żenujące "spory o krzesło", to jak będzie to wyglądało teraz? Czy Polska będzie w stanie prezentować jednolite, spójne stanowisko na forum międzynarodowym?

- Wydaje się, że nie będziemy mieli do czynienia z tak trudną kohabitacją jak pomiędzy Donaldem Tuskiem a Lechem Kaczyńskim. Dudzie nie będzie zależało na tym, aby tworzyć wrażenie konfliktu - uważa dr hab. Norbert Maliszewski, ekspert ds. marketingu politycznego.

Zdaniem naszego rozmówcy, rywalizacja między ośrodkami władzy może koncentrować się wokół obietnic złożonych przez Andrzeja Dudę w kampanii wyborczej, takich jak obniżenie wieku emerytalnego, podwyższenie kwoty wolnej od podatku czy przewalutowanie kredytów frankowych.

- To propozycje, które są nie do przyjęcia dla rządu. Andrzej Duda i PiS będą sugerować, że jeżeli rząd tego nie potrafi uczynić, to należy zmienić rząd. Postara się doprowadzić do sytuacji, w której wyborcy będą mieli poczucie, że tylko Jarosław Kaczyński będzie w stanie zrealizować obietnice Dudy - mówi Interii Maliszewski.

- Platforma będzie starała się odebrać wiarygodność obietnicom Dudy. Będą chcieli powiedzieć "sprawdzam" i wykazać, że to jest tylko kiełbasa wyborcza - dodaje nasz rozmówca.

Problem pojawi się w momencie, gdy jedna z partii stwierdzi, że otwarty konflikt jej się opłaci, ponieważ, po przerzuceniu winy, osłabi wizerunek i notowania przeciwnika. Wtedy... lepiej zapiąć pasy.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje