Reklama

Reklama

Transparentność w pomaganiu. Co z pieniędzmi, które wpłacamy na akcje charytatywne?

"Jeśli istnieje filantropia i ludzie przekazują sobie pieniądze bez pośrednictwa urzędów, dostajemy wszystkiego dwa razy więcej lub jest to dwa razy lepsze, bo i sumy są większe". Dlaczego potrzebujemy organizacji charytatywnych, co się dzieje z pieniędzmi, które na nie wpłacamy i czy warto inwestować w Kilometry Dobra, o tym z Robertem Kawałko rozmawiała Jolanta Kamińska.

Interia: Wie Pan, jakie najczęściej argumenty wysuwają osoby, kiedy przyznają, że nie wspierają akcji charytatywnych?

Robert Kawałko: Zazwyczaj mówią: "jestem zbyt biedny, by komuś dawać". Drugi argument to brak zaufania do organizacji, a trzeci sprowadza się do "nie, bo nie".

- "Sam jestem ubogi" to zbyt szybkie stwierdzenie. Każdy ma inne pojęcie ubóstwa. Ktoś ma wypełnioną lodówkę, zaplanowane wczasy za granicą i nadal twierdzi, że jest ubogi. Wystarczy spojrzeć na jedną okoliczność: w Polsce staniała benzyna, ale nikt nie mówi, że pieniądze, które zostają mu dzięki temu w kieszeni, mógłby przeznaczyć na coś dobrego. Na benzynę zawsze znajdziemy pieniądze, ile by nie kosztowała, a na pomaganie nie stać nas nigdy. Nawet gdybyśmy mówili o złotówce, bo często organizacje piszą "każda złotówka jest dla nas bezcenna". Dopóki każdy będzie szukał wymówki, dopóty ciągle będzie za mało pieniędzy, by wspierać potrzebujących.

Reklama

- Czy to nie jedynie pusty slogan - każda złotówka się liczy. Ktoś słyszy takie stwierdzenie i myśli: "przecież nie wpłacę złotówki, bo to nic nie zmieni".

- Doradzamy naszym fundraiserom, aby nigdy nie pisali tego zdania. Bo jedna złotówka nic nie zmienia. Zmiany powoduje hojność, a występuje ona dopiero wtedy, kiedy wpłacam kwoty, z powodu których muszę sobie czegoś odmówić. Wielu ludzi żyje rozrzutnie, dlatego rzeczywiście nie zostaje im nic dla innych. Czasami trzeba skończyć z rozrzutnością, poszukać rezerw i dopisać jakąś dobrą sprawę do comiesięcznej listy swoich wydatków.

- Ja osobiście zachęcam wszystkich, aby przeznaczali na cele charytatywne chociaż 1 procent swojego comiesięcznego wynagrodzenia. Jakość życia na pewno się nie pogorszy, a dowód na to jest taki, że jeszcze nie spotkałem nikogo, kto przestał kupować sobie cokolwiek od dnia, gdy w 2011 roku podatek VAT wzrósł o 1 procent. Podobnie nic się nie zmieni, gdy sami dobrowolnie opodatkujemy się na filantropię. Takie regularne działanie daje tyle satysfakcji, że niektórzy zwiększają datki i wspierają kilka organizacji hojnymi kwotami.

- Ustaliliśmy na początku, że jednym z powodów, dla których nie wspieramy akcji charytatywnych jest brak zaufania do nich, a to zazwyczaj wiąże się z brakiem transparentności. Na czym ona polega?

- Transparentność jest oznaką pewnej klasy w działaniu. Czasami w organizacjach funkcjonuje takie przeświadczenie: "robię tyle dobrego, więc nie będę jeszcze siedzieć po nocach i publikować sprawozdania, bo nie mam na to czasu". Mają czas, by prosić ludzi o pieniądze i opowiadać o tym długie historie, ale nie mają go, by dziękować. Bardzo niewiele organizacji dobrze spisuje się w okazywaniu wdzięczności i tu właśnie zaczyna się brak transparentności.

- Wielu darczyńców nawet nie wie, czy wpłacane przez nich pieniądze dotarły do celu. Sam znam liderów, którzy mieli wielkie potrzeby finansowe i byli w stanie gadać ze mną długie godziny dopóki nie dostali pieniędzy. Potem nie odbierali telefonów. Takie praktyki uważam za obrzydliwe.

-  Trzeba tak samo angażować się w proszenie jak i dziękowanie, a na wdzięczność stać jedynie ludzi z klasą. Najlepszym sposobem na powiadomienie o tym, jak skończyła się akcja, jest przygotowanie przejrzystego sprawozdania, które dociera do darczyńców.

- W przypadku Kilometrów Dobra mamy 30 organizacji z całej Polski, a pieniądze można wpłacać na konto konkretnej instytucji ?

- Tak. Każda wpłata trafia do konkretnej organizacji na konkretne konto i ma być przeznaczona na jasno sformułowany cel. Pieniądze nie są zgromadzone w jednym ręku. Oczywiście ponosimy pewne koszty. Robimy wspólną kampanię, mamy wspólną stronę internetową,  wspólnego menadżera, materiały promocyjne. Jednak wydatki są wielokrotnie niższe, niż w sytuacji, gdyby każda organizacja robiła to oddzielnie. Dzięki temu, że się zjednoczyliśmy i prowadzimy wspólną kampanię wszystko jest 30 razy tańsze. 

- Środki na promowanie akcji, prowadzenie kampanii czerpane są z pieniędzy przekazanych przez darczyńców?

- Tak.

- Proszę powiedzieć,  jak to się rozkłada, ile z wpłacanych pieniędzy przeznaczanych jest na kampanię, a ile na pomaganie?

- W tym roku na kampanię przeznaczyliśmy kilkadziesiąt tysięcy, ale spodziewamy się, że zbierzemy co najmniej 1,5 mln złotych. Każdy nasz wydatek jest bardzo starannie negocjowany, wiele rzeczy dzieje się bezpłatnie. Uważam, że nieodpłatne usługi, które udało się nam pozyskać, są co najmniej pięciokrotnie więcej warte, niż to, co zapłaciliśmy. Podkreślam, że bez tej promocji nie dotrze komunikat o akcji, a ludzie będą mówić: "jak mogłem pomóc, skoro nic o tym nie wiedziałem".

- Podkreślam, że każdy pieniądz, który wydajemy na promocję, ląduje u ludzi, którzy obniżyli cenę maksymalnie i pracują na najwyższych obrotach.  Oni po prostu zasługują na te pieniądze. To są nasi znajomi, nasi krewni - nas, Polaków. Dzięki pracy wokół naszej kampanii mają pracę i mogą się utrzymać. Jeśli ktoś uważa koszty kampanii za nieuzasadnione, proponuję, by się do nas zgłosił i popracował za darmo z podobnym rezultatem.

- Spodziewamy się, że w przyszłości będzie jeszcze taniej, bo im większa kampania, tym mniej potrzeba środków na jej prowadzenie i nagłośnienie.

- W przypadku akcji charytatywnych często pojawiają się również opinie, że niesieniem tego typu pomocy powinno zajmować się państwo. Dlaczego potrzebujemy organizacji charytatywnych?

- Potrzebujemy ich, by obniżyć koszty budowania społeczeństwa i ważnych dla ludzi dzieł. Wystarczy sobie uświadomić, że każda złotówka zapłacona z tytułu podatku, zwykle dociera tylko w połowie do swojego adresata. Zanim szkoła w której się uczyłem, dostanie moją "złotówkę", minie pół roku albo dłużej.  A jeszcze te pieniądze w połowie stopnieją, bo wszyscy urzędnicy, którzy muszą je obsługiwać, będą z nich wynagrodzeni. O ileż lepiej jest, zanieść daną sumę do szkoły, w której się uczyłem i powiedzieć: "weźcie całe te pieniądze, nie potrzebujemy pośrednika, jakim jest rząd".

- Dlatego jeśli istnieje filantropia i ludzie przekazują sobie pieniądze bez pośrednictwa urzędów, dostajemy wszystkiego dwa razy więcej lub jest to dwa razy lepsze, bo i sumy są większe. Filantropia po prostu się opłaca, ale jej prawdziwe efekty będzie widać wtedy, gdy zamiast liczyć na rząd, Unię czy sponsora, przestaniemy szukać wymówek i sami zaczniemy finansować to, czego nam potrzeba.

Dowiedz się więcej na temat: Kilometry dobra

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje