Reklama

Reklama

Tragiczne skutki śnieżycy "Jones". 44-latek zmarł zasypany w samochodzie

Zmarł uwięziony we własnym samochodzie. 44-letni Nowojorczyk to kolejna, szczególnie tragiczna ofiara śnieżycy Jones. O sprawie pisze "Daily Mail".

Mężczyzna wyszedł z domu po gigantycznej śnieżycy "Jones", która w miniony weekend nawiedziła wschodnie Stany Zjednoczone.  

Zapowiedział żonie że, wróci wieczorem. Tak się jednak nie stało.

Zaniepokojona rodzina rozpoczęła poszukiwania. Mężczyznę znaleziono w zasypanym samochodzie. Silnik pracował, ale rura wydechowa pojazdu była zakryta warstwą śniegu.

Rodzina tragicznie zmarłego przypuszcza, że mężczyzna został zasypany w aucie przez pług śnieżny, który przejeżdżał ulicą. Jak podało biuro koronera, bezpośrednia przyczyna śmierci nie została jeszcze ustalona. 

Reklama

Podczas śnieżyc zginęło kilkanaście osób. Były to głównie ofiary wypadków drogowych albo osoby, które zasłabły podczas odśnieżania swoich posesji.

Śnieżyca jaka przeszła nad wschodnim wybrzeżem USA przykryła co najmniej półmetrową warstwą białego puchu obszar zamieszkany przez 80 milionów Amerykanów. Rekord zanotowano w stanie Zachodnia Wirginia, gdzie spadł ponad metr śniegu.

W weekend pogoda sparaliżowała ruch w USA. Zamknięto większość dróg, mostów i tuneli. "Zostańcie w domach. Na ulicach i drogach jest niebezpiecznie"- apelował do nowojorczyków gubernator Andrew Cuomo i burmistrz de Blasio.


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje