Reklama

Reklama

Todenhoefer: Bombardowanie Państwa Islamskiego to zła strategia

Od niedawna oprócz - kierowanych przez USA - sił koalicji naloty na cele Państwa Islamskiego prowadzi Rosja. Czy islamskich ekstremistów można zatrzymać bombami? Między innymi o to zapytaliśmy Juergena Todenhoefera, reportera i znawcę Bliskiego Wschodu, pierwszego zachodniego dziennikarza, który zobaczył działalność IS od wewnątrz.

Dariusz Jaroń, Interia: Jak niebezpieczne jest dziś Państwo Islamskie?

Juergen Todenhoefer: - Dżihadyści wciąż są bardzo groźni, może nawet bardziej niż byli w grudniu, kiedy byłem w Mosulu. Stracili w walce kilka miast, ale zyskali nowe. Wzmocnili swoje wpływy w krajach regionu, m.in. w Libii, Afganistanie i Egipcie.

Można zatrzymać ekstremistów nalotami?

- To trudne zadanie. Uważam, że bombardowanie sił Państwa Islamskiego to zła strategia. Nie da się bombami pokonać miejskich bojówek. To nie jest tradycyjna armia. W trakcie ataku rozbiegają się na różne strony. Nie mieszkają w jednym miejscu, tylko w małych grupkach po 2-3 osoby. Mosul ma 1,5 mln mieszkańców i 5-10 tys. wojowników IS rozsianych po całym mieście. To oznacza, że jak chcesz ich zbombardować, musisz zrzucić bomby na całe miasto, zabijając dziesiątki tysięcy niewinnych ludzi. W nalotach sił koalicji na Baiji w Iraku zginęło ok 40 cywilów - w tym kobiety i dzieci - a ponad 70 zostało rannych. To się powtarza przy każdym bombardowaniu i nie prowadzi wcale do zatrzymania Państwa Islamskiego.

Reklama

Amerykanie o tym wiedzą?

- Departament Obrony USA analizuje raporty od pilotów i oficerów, najskuteczniejszych w nalotach na cele IS. Raporty prawdopodobnie były błędne. Ponad dziesięć tysięcy nalotów niczego nie zmieniło. Oczywiście zabito jakiś odsetek bojowników, ale nie zniszczono IS. Każdego dnia do Państwa Islamskiego dociera 100-200 ochotników z zagranicy. Nalotami nikt ich nie zatrzyma.

Co zatem należałoby zrobić?

- W mojej ocenie konieczne są dwie rzeczy. Po pierwsze państwa zachodnie powinny wykorzystać swoje wpływy, aby zmusić Arabię Saudyjską, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Katar i inne kraje Zatoki Perskiej do zaprzestania dostarczania broni, amunicji i pieniędzy grupom terrorystycznym. Ich ostatecznymi odbiorcami jest Al-Kaida i Państwo Islamskie.

- Po drugie, w Iraku IS jest wspierane przez sunnitów i członków byłej partii Saddama Husajna. Stoją za Państwem Islamskim, ponieważ czują się dyskryminowani przez szyitów od czasu interwencji George’a W. Busha. Szacuje się, że ok 35 proc. sunnitów popiera Państwo Islamskie. Uważają, że mają wspólnego wroga w postaci szyitów.

Zjednoczenie sunnitów i szyitów jest możliwe?

- Tak uważam, chociaż to nie będzie łatwe, wymaga silnych zabiegów politycznych. Państwo Islamskie dysponuje w Iraku ok. 20 tys. bojowników. Jeżeli stracą poparcie milionów sunnitów, będą jak ryba bez wody. Konieczne jest również rozpoczęcie dialogu z ludźmi Saddama Husajna. Nikt nie chce się tego podjąć, ale jeśli chcesz pokoju, musisz decydować się na drastyczne kroki, często szukając kompromisu z niedawnymi wrogami.

- Kwestia zjednoczenia to także problem Syrii. Potrzeba rozmów pomiędzy rządem Asada i opozycją. Co trzeci bojownik IS walczący w Syrii jest cudzoziemcem, zjednoczona Syria będzie miała siłę, aby ich przepędzić. Zarówno w przypadku Syrii jak i Iraku zjednoczenie to skomplikowana perspektywa, ale w trudnych czasach trzeba łączyć siły przeciwko wspólnemu wrogowi. Zajmie to jeszcze sporo czasu, ale sądzę, że to jedyna droga do wyeliminowania Państwa Islamskiego.

W jakim stopniu Państwo Islamskie jest "islamskie"?

- To co oni robią nie ma nic wspólnego z islamem. Może młodzi bojownicy myślą, że walczą w imię islamu, ale nigdy nawet Koranu nie czytali. Przywódcy Państwa Islamskiego doskonale wiedzą, że nie reprezentują islamu. Mało tego, na każdym kroku łamią zasady tej religii. Są bezlitośni dla swoich ofiar, zmuszają siłą do poparcia ich ideologii, chociaż w Koranie nie ma przymusu religijnego. Islam nie pozwala zabijać bezbronnych osób, nie pozwala na niszczenie meczetów i synagog. Państwo Islamskie w żaden sposób nie reprezentuje islamu, tylko pierze mózgi młodym bojownikom.

Dlaczego są tak podatni na zbrodniczą ideologię?

- Ochotnicy z Zachodu czują się dyskryminowani w swoich krajach. Wiedzą, że Zachód wywołał wiele niepotrzebnych wojen na Bliskim Wschodzie, chociażby w Iraku. I mają rację. Błędem jest natomiast myślenie, że mają prawo wziąć odwet i robić, co im się tylko podoba. Wierzą, że mają prawo do mordowania, torturowania i brania w niewolę niewinnych ludzi. Wmówiono im, że uczestniczą w apokaliptycznej wojnie pomiędzy dobrem i złem, reprezentując w tej historycznej bitwie siły dobra. Po raz pierwszy czują się potrzebni. W Niemczech, Francji czy Wielkiej Brytanii - skąd pochodzą - nigdy tak się nie poczuli. To dlatego robią wszystko, co się im każe. 

Dżihadyści wpuścili pana do swojego świata. Jakie to miejsce?

-  Szokujące. To inna rzeczywistość. Nie wiedziałem tak naprawdę, gdzie się znajduję. Czy to koszmar? Jawa czy sen? Szokujący jest widok młodych ludzi, którzy nie byli wychowywani na terrorystów, a tam przeistoczyli się w brutalnych morderców. Nie potrafiłem tego zrozumieć. To było straszne.

USA zmieniają strategię walki z Państwem Islamskim

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje