Reklama

Reklama

Test stu dni. Jak poradził sobie rząd Beaty Szydło?

Mija sto dni rządów PiS pod dowództwem Beaty Szydło. Zgodnie z pierwszymi zapowiedziami premier, miał to być czas realizacji kluczowych obietnic. Jednak zamiast skupić się na "dobrej zmianie" w obszarach wyraźnie zarysowanych przed wyborami, PiS zajęło się sprawami, o których nie było głośno w kampanii. Dla wyborców nie ma to jednak większego znaczenia. Spora część rodzin niebawem dostanie do ręki 500 zł na dziecko. Realizacja jednej obietnicy warta jest więcej, niż wszystkie inne razem wzięte. PiS doskonale zdaje sobie z tego sprawę.

Kampania wyborcza PiS utkana była z obietnic. Partia, w dużej mierze ustami Beaty Szydło, konsekwentnie mówiła o "dobrej zmianie", którą zaprowadzi, jeśli wygra wybory. Na pierwsze, symboliczne sto dni rządu, wyznaczono sobie ambitne cele. Powtarzano je wielokrotnie, tak by każdy zapamiętał. Obiecywano głośno i spektakularnie. Na ogólnokrajowych konwencjach, podczas spotkań w terenie, w spotach.

Do rangi symbolu obietnic PiS urosła niebieska teczka z ustawami, zaprezentowana przez Beatę Szydło podczas jednej z przedwyborczych debat. 

Obietnice na sto dni

W spocie "Praca, nie obietnice" na pierwsze sto dni rządu Beata Szydło obiecała: 500 zł na dziecko, podatek CIT dla przedsiębiorców 15 proc., leki za darmo dla seniorów po ukończeniu 75 roku życia i minimalną stawkę godzinową na poziomie 12 zł brutto. Tyle przed 25 października.

Reklama

Jeszcze ambitniejszy plan na pierwsze sto dni premier zaprezentowała w expose, które wygłosiła w Sejmie 18 listopada. Już we wstępie padło pięć kluczowych zdań:

"Po pierwsze, pięćset złotych na dziecko, począwszy od drugiego, a w rodzinach o mniejszych dochodach od pierwszego dziecka. Dziecko to nie koszt to inwestycja.  

Po drugie, obniżenie wieku emerytalnego do sześćdziesięciu lat dla kobiet i sześćdziesięciu pięciu lat dla mężczyzn.

Po trzecie, podniesienie do ośmiu tysięcy złotych kwoty wolnej od podatku. 
 
Po czwarte, bezpłatne leki od siedemdziesiątego piątego roku życia. 

Po piąte, podwyższenie minimalnej stawki godzinowej do dwunastu złotych o czym szczegółowo będę mówić w dalszej części wystąpienia".

Oprócz tego, Szydło zadeklarowała, że w ciągu pierwszych stu dni rząd zniesie obowiązek szkolny dla sześciolatków, wprowadzi ubezpieczenia rolnicze oraz regulacje ochraniające polską ziemię. 

W sumie 9 obietnic na 100 dni. Po ponad trzech miesiącach urzędowania przyszedł czas na pierwsze rozliczenia. Beacie Szydło i jej ministrom mówimy: Sprawdzam!

Zderzenie z rzeczywistością

Okazuje się, że przedwyborcze obietnice przegrywają w starciu z powyborczą rzeczywistością. Tylko dwie z nich doczekały się pełnej realizacji. Sztandarowy projekt Beaty Szydło, PiS-u i Andrzeja Dudy, czyli 500 zł na drugie i kolejne dziecko, a w najuboższych rodzinach także na pierwsze dziecko, przeszedł ścieżkę legislacyjną i został podpisany przez prezydenta. Wnioski o przyznanie świadczenia będzie można składać od 1 kwietnia. 

Drugą, w pełni zrealizowaną obietnicą, jest zniesienie obowiązku szkolnego dla sześciolatków. Ustawa weszła w życie pod koniec stycznia. 

Co z resztą? Na razie nie wiadomo. Część projektów czeka ma swoją kolej w Sejmie, inne są w bardzo wczesnej fazie przygotowania i nie wyszły jeszcze poza ministerstwa. 

- Beata Szydło wygrała wybory oferując Polakom bardzo wiele. Z pięciu kluczowych obietnic, wyeksponowanych w expose, jedna została zrealizowana. Z pozostałej czwórki część leży, część jest w trakcie prac, o których coś słyszeliśmy, Mamy wycofywanie się rakiem z obietnic - ocenia w rozmowie z Interią dr Olgierd Annusewicz, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego.

Projekt ustawy cofający reformę emerytalną PO utknął w Sejmie (odbyło się pierwsze czytanie). Jednak plan zmian przygotował prezydent, nie rząd. Na początku stycznia minister finansów Paweł Szałamacha oznajmił, że w budżecie na ten roku nie ma pieniędzy na ten cel. Do składania deklaracji nie rwie się też wicepremier i minister rozwoju Mateusz Morawiecki. "Od kiedy to będzie, to teraz nie potrafię powiedzieć, twardego zobowiązania ze strony rządu nie było" - wicepremier migał się od odpowiedzi na antenie Radiowej Trójki. 

Teczka z obietnicami Beaty Szydło. Gdzie są zapowiadane ustawy?

Podobnie ma się sprawa z podniesieniem kwoty wolnej od podatku. Po pierwszym czytaniu w Sejmie, projekt utknął w Komisji Finansów Publicznych. Zapał znów studzi Morawiecki. "Trzeba ją w mądry sposób fazować, to znaczy w tym roku, moim zdaniem, nie powinniśmy wdrażać takiego gwałtownego podniesienia" - mówił w radiu RMF FM.

Projekt przewidujący wprowadzenie bezpłatnych leków dla seniorów trafił do Biura Legislacyjnego Kancelarii Sejmu, czeka na swoją kolej. Prace nad realizacją pozostałych obietnic ruszyły, ale są na bardzo wczesnym etapie realizacji. Nie wyszły jeszcze poza ministerstwo, albo trwa opiniowanie. Nie wiadomo, kiedy przyjdzie na nie czas. 

Czas na przedefiniowanie

Zdaniem dr hab. Norberta Maliszewskiego, nadszedł czas racjonalizacji obietnic złożonych w kampanii. - Następuje małe przedefiniowanie obietnic wyborczych. Być może powinni to robić ostrożniej, być może za przedefiniowanie obietnic należałoby nawet przeprosić  - mówił kilka dni temu w rozmowie z Interią politolog z UW. Więcej tutaj

Jednak prowadzone od lat badania pokazują, że wyborcy zdają sobie sprawę, a nawet akceptują fakt, że nie wszystko, co obiecują politycy, zostanie potem zrealizowane. 

Wizerunkowy strzał w kolano

- Tyle tylko, że w tym czasie PiS było niezwykle pracowite, realizowało nie te obietnice, które złożyli Polakom - zauważa dr Annusewicz.

Batalia o Trybunał Konstytucyjny, wymiana ekipy w mediach publicznych, szerokie zmiany w obsadzie spółek skarbu państwa i instytucji nadzorowanych przez rząd, ustawa inwigilacyjna, połączenie stanowisk ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego. O tych działaniach nie mówiło się przed wyborami, a nowy rząd zabrał się do nich od razu po przejęciu sterów. 

- Być może niespełnione obietnice miałyby mniejsze znaczenie, gdyby nie to, że PiS zajmował się nie tymi rzeczami, które obiecał, że się będzie zajmował. Z wizerunkowego punktu widzenia to jest strzał w kolano - ocenia ekspert.

Potwierdzenie wcześniejszych przewidywań

Według naszego rozmówcy, skupienie się w pierwszych miesiącach na przeprowadzaniu zmian, które nie były głośno zapowiadane, nie wpłynęło pozytywnie na pozycję premier i PiS. - Gdyby Beata Szydło koncentrowała się na realizacji obietnic złożonych przez siebie w kampanii wyborczej i w samym expose, wtedy pozycja jej samej i pozycja PiS byłaby dużo silniejsza. Opozycji byłoby bardzo trudno kwestionować te zmiany w spójny sposób, opozycja miałaby różne poglądy i po jej stronie mielibyśmy kakofonię, a monolit po stronie rządu - przekonuje nasz rozmówca. 

Od dawna wiadomo było, że Beata Szydło nie ma mocnej pozycji, a pierwsze sto dni rządu tylko to potwierdziły. - Powróciliśmy do czasów Jerzego Buzka, kiedy pozycja szefa rządu była dość słaba i mocna uzależniona od opinii szefa partii, która tworzy rząd. W pewnym sensie to jest cofniecie się w czasie do lat 1997-2001. A nawet teraz jest trochę gorzej, dlatego że AWS był instytucją tak wewnętrznie skłóconą, że wbrew pozorom pozycja Jerzego Buzka była stosunkowo silna, natomiast PiS jest szalenie dobrze zorganizowane, i pozycja Jarosława Kaczyńskiego jest niekwestionowana - mówi specjalista z UW. 

- Ośrodek podejmowania kluczowych decyzji nie jest w gabinecie premier, ale w gabinecie prezesa Kaczyńskiego. To jest kluczowe. Wiadomo było od początku, że tak będzie, ale moim zdaniem były pewne przesłanki, które mogły wskazywać, że Beata Szydło okaże się bardziej samodzielna w kreowaniu polityki - dodaje dr Annusewicz. 

Strategiczny manewr PiS

Rząd i sama premier poświęcili wiele czasu i energii na wyeksponowanie realizacji sztandarowej obietnicy, czyli 500 zł na drugie i kolejne dziecko w rodzinie. Zobowiązanie do poprawy sytuacji polskich rodzin było najczęściej powtarzanym punktem programu wyborczego PiS, zawsze wymienianym na pierwszym miejscu. - Realizacja tej obietnicy jest warta więcej niż wszystkie pozostałe cztery obietnice z expose razem wzięte - uważa politolog. 

- To była taka obietnica, której realizacja jest realnie odczuwalna przez dużą grupę Polaków - tłumaczy nasz rozmówca. 

Już niedługo wyborcy dostaną do ręki pieniądze i na własnej skórze odczują "dobrą zmianę", zapowiadaną przez Beatę Szydło. Inaczej jest z pozostałymi obietnicami. One nie mają bezpośredniego, namacalnego wpływu na codzienne życie, a przynajmniej nie w tak dużym stopniu. 

- Obietnice mogą być różne. Np. Ewa Kopacz w kampanii wyborczej zaoferowała Polakom, że nie będą musieli płacić ZUS. Z punktu widzenia obciążenia budżetu, to to było może nawet droższe niż 500 plus.  Ale wyborca nigdy nie widział pieniędzy wpłacanych przez siebie na ZUS. To były pieniądze wirtualne. Tutaj 500 zł dostaną ludzie do ręki. Obniżenie wieku emerytalnego? To co będzie za 20, 30, 40 lat nie przemawia do ludzi tak bardzo, jak 500 zł, które wyląduje w portfelu za miesiąc czy za dwa miesiące. I będzie lądowało w nim co miesiąc. Darmowe leki dla emerytów? Tak, ale większość z nich ma wnuki, i gdzieś to 500 zł trafia do budżetów domowych, więc nie mówię, że emeryci będą zadowoleni, ale też odczują pozytywny element 500 plus. Jesteśmy tak bardzo przyzwyczajeni do kwoty wolnej od podatku, że nie zarejestrujemy tego, że ona się nie zmieniła - tłumaczy ekspert. 

- Wszystkie te obietnice mają charakter wirtualnego odczucia. Natomiast w przypadku 500 plus mamy rzecz materialną, która jest więcej warta niż niezrealizowanie wszystkich pozostałych obietnic. I podejrzewam, że PiS zdaje sobie z tego sprawę - konkluduje dr Olgierd Annusewicz.

Dowiedz się więcej na temat: Beata Szydło | rząd PiS | obietnice wyborcze

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy