Reklama

Reklama

Szef MSZ naraził się Kaczyńskiemu? "Ten się nie myli, kto nic nie robi"

Na początku lutego do Polski na zaproszenie Witolda Waszczykowskiego przyjechała Komisja Wenecka. Szef MSZ zwrócił się do organu doradczego Rady Europy o wydanie opinii w sprawie Trybunału Konstytucyjnego. Teraz, kiedy okazuje się, że opinia może nie być dla Polski zbyt przychylna, pojawiają się głosy, że prośba Waszczykowskiego była błędem. Taką ocenę wydał nawet Jarosław Kaczyński. Opozycja mówi otwarcie, że sprawa zakończy się dymisją szefa MSZ. Ale czy na pewno?

Lider PiS w rozmowie z "Gazetą Współczesną" określił to działanie "jednym z błędów pierwszych 100 dni rządu". Tymczasem Daniel Holtgen, rzecznik Rady Europy w rozmowie z Interią przypomina, że minister Waszczykowski poprosił o opinię Komisji po tym, jak zalecił mu to sekretarz generalny Rady Europy Thorbjørn Jagland. - Tak należało zrobić - przekonuje Holtgen.

Polityczni rywale ministra Waszczykowskiego są jednak przekonani o tym, że teraz czeka go dymisja. Rzecznik PO Jan Grabiec mówił dziś na sejmowych korytarzach, że Waszczykowski może stracić swoje stanowisko. W podobnym tonie wypowiadał się także lider PSL Władysław Kosiniak-Kamysz, który przyznał, że nie byłby zaskoczony, gdyby doszło do dymisji szefa MSZ.

Reklama

Tymczasem sam Waszczykowski broni swojej decyzji. Podczas wizyty w Watykanie, pytany przez dziennikarzy mówił, że jeśli by nie podjął takiej decyzji, Komisja zostałaby "nasłana" przez kogoś innego. 

- Każdy ma wątpliwości. Nikt się nie jest perfekcyjny, ale tylko ten się nie myli, kto nic nie robi - mówił minister. 

Dlaczego Waszczykowski poprosił o opinię? 

24 grudnia 2015 na stronie Ministerstwa Spraw Zagranicznych pojawił się oficjalny komunikat informujący o tym, że minister Witold Waszczykowski poprosił Komisję Wenecką o opinię w sprawie Trybunału Konstytucyjnego. 

Jak w rozmowie z Interią przypomina rzecznik Rady Europy Daniel Holtgen, to sekretarz generalny Rady Europy Thorbjørn Jagland zasugerował ministrowi Waszczykowskiemu, aby w razie wątpliwości dotyczących konstytucyjności wprowadzanych zmian, zwrócił się do Komisji Weneckiej. - I tak właśnie należało zrobić - ocenia rzecznik. 

Później szef MSZ tłumaczył w oświadczeniu, że zaistniałe kontrowersje polityczne wokół Trybunału ujawniły nie tylko wątpliwości interpretacyjne co do sformułowań obowiązującej obecnie ustawy o TK, ale również brak mechanizmów prawnych pozwalających rozwiązywać skomplikowane zagadnienia, jakie ostatnio ujawniły się w praktyce orzeczniczej Trybunału.

W praktyce chodziło o to, aby Komisja oceniła nowelizację ustawy o Trybunale Konstytucyjnym autorstwa PiS. Zmieniono w niej między innymi definicję pełnego składu - według PiS ma to być minimum 13 na 15 sędziów, a nie jak wcześniej - 9. Nowelizacja wprowadza także zmiany odnośnie głosowania - orzeczenia mają zapadać większością 2/3 głosów, a nie zwykłą.

W oświadczeniu opublikowanym na stronach MZ mogliśmy także przeczytać, że "minister Witold Waszczykowski zwraca się zatem do Komisji Weneckiej z wnioskiem o wyrażenie opinii na temat zaproponowanych przez Sejm rozwiązań prawnych w przekonaniu, że Trybunał Konstytucyjny jest jednym z ważnych elementów ładu instytucjonalnego Rzeczpospolitej i należy jak najszybciej zakończyć narosłe wokół niego kontrowersje". 

"Minister jest głęboko przekonany, że międzynarodowy prestiż Komisji Weneckiej oraz jej profesjonalizm pozwolą na dokonanie obiektywnej oceny zagadnień prawnych będących przedmiotem wniosku" - głosił komunikat. 

Wniosek taki bez wątpienia nie mógł być złożony bez wiedzy i zgody premier Beaty Szydło. Ton, w jakim zostało napisane oświadczenie, które można przeczytać na stronach MSZ pozwala także wnioskować, iż szef polskiej dyplomacji nie miał wątpliwości, co to tego, że Komisja Wenecka wyda opinię przychylną dla Polski.

Teraz pojawiają się głosy, że Witold Waszczykowski popełnił błąd zwracając się z prośbą o opinię. Mówił o tym między innymi prezydencki minister Krzysztof Szczerski. Na antenie radiowej trójki mówił, że  w jego opinii Polska za wcześnie zwróciła się do Komisji Weneckiej o opinię.

W tej kwestii podobne zdanie ma Jarosław Kaczyński. W rozmowie z "Gazetą Współczesną" zaznaczał, że "ona (Komisja Wenecka - red.) prędzej czy później w Polsce by się pojawiła, ale powinno to nastąpić nie teraz, a za kilka miesięcy. Pewne sprawy byłyby już wówczas w naszym kraju załatwione. A przyjazd teraz jeszcze bardziej spór nakręcił. Należało się lepiej do tej wizyty przygotować, porozmawiać z nimi, zwrócić się do europejskich autorytetów prawniczych. Z punktu widzenia prawa naszym działaniom nic się nie da zarzucić. Można więc sądzić, że opinia Komisji Weneckiej byłaby wówczas dużo bardziej obiektywna niż ta, która być może zostanie sformułowana. Bo to są ludzie, z którymi można rozmawiać i przekonywać za pomocą argumentów" - wyjaśniał szef PiS.

Przecieki z opinii

"Gazeta Wyborcza" na swoich stronach internetowych opublikowała przeciek z raportu Komisji, który nie został jeszcze oficjalnie upubliczniony.

Według "GW" eksperci z komisji uznali, że dopóki sytuacja kryzysu konstytucyjnego odnoszącego się do TK pozostaje nierozwiązana i dopóki Trybunał nie może wykonywać pracy w skuteczny sposób, zagrożone są nie tylko rządy prawa, ale także demokracja i prawa człowieka - stwierdzono. 

Jak w rozmowie z Interią wyjaśnia Daniel Holtgen, dyrektor komunikacji w Radzie Europy, projekt opinii istnieje i został rozesłany do osób "zainteresowanych", w tym do polskiego rządu. Podkreśla jednocześnie, że ani Rada Europy, ani Komisja Wenecka nie ma nic wspólnego z tym "przeciekiem" i nie wie, w jaki sposób dziennikarze "Gazety Wyborczej" do niego dotarli.

- Nigdy nie publikujemy wstępnych opinii - mówi Holtgen. - To nie jest ostateczny raport. Oficjalna i ostateczna opinia zostanie opublikowana po posiedzeniu Komisji, które odbędzie się 11-12 marca - dodaje. - Na to posiedzenie zostanie również zaproszony przedstawiciel Polski - tłumaczy Holtgen.

Opinia i co dalej?

Najbliższe posiedzenie Komisji Weneckiej odbędzie się 11-12 marca. To wówczas przyjmie ona opinię dotyczącą Polski w ostatecznym kształcie. Dodatkowo na marzec zaplanowane jest także spotkanie komisarzy unijnych, którzy będą rozmawiać o sytuacji w Polsce. 

Daniel Holtgen w rozmowie z Interią podkreśla, że kraj, który zwrócił się z opinią do Komisji Weneckiej, nie powinien ignorować jej zaleceń. - Zwykle rządy nie ignorują takich opinii. Zwłaszcza, że Komisja to naprawdę bardzo ważny organ - wyjaśnia rzecznik Rady Europy. 

Przedstawiciel Rady Europy zaznacza, że choć opinie Komisji Weneckiej nie są wiążące, a implementacja zawartych w nich wskazówek nie jest obowiązkowa, to Rada Europy bardzo poważnie traktuje wszystkie opinie wydane przez Komisję. Jeśli więc dyrektywy nie zostałyby przez Polskę wdrożone, wówczas można mówić o ewentualnych sankcjach dla Polski ze strony Unii Europejskiej. Jednak, jak podkreśla Holtgen, dopóki nie odbędzie się posiedzenie Komisji Weneckiej, nic nie jest rozstrzygnięte.

Dopiero po posiedzeniu Komisji i po oficjalnej prezentacji stanowiska Polski w całej sprawie, będzie można wysuwać wnioski. Eksperci są jednak przekonani, że jest zdecydowanie za wcześnie na to, aby debatować o dymisji ministra Waszczykowskiego. 

Komisja Wenecka

Komisja Wenecka to organ doradczy Rady Europy w sprawach konstytucyjnych. W jej skład wchodzą eksperci z dziedziny prawa publicznego i międzynarodowego, którzy pochodzą z państw członkowskich Unii Europejskiej. 

W Komisji działają dwaj przedstawiciele Polski, Hanna Suchocka i Krzysztof Drzewiecki. Zgodnie z obowiązującymi przepisami, nie będą oni jednak zabierali głosu na temat Trybunału Konstytucyjnego.

---

Śledź autorkę na Twitterze. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne