Reklama

Reklama

Świńska grypa: Jak uchronić się przed zakażeniem?

W ostatnim tygodniu odnotowano 13 przypadków zakażenia wirusem świńskiej grypy AH1N1. Pacjenci zgłosili się m.in. do szpitali w Olsztynie, Krakowie oraz w Rzeszowie. Lekarze apelują jednak o zachowanie spokoju i zachęcają do szczepień. O objawach świńskiej grypy, leczeniu oraz profilaktyce mówi w rozmowie z Interią dr hab. Aleksander Garlicki, kierownik Kliniki Chorób Zakaźnych i Tropikalnych Uniwersytetu Jagiellońskiego Collegium Medicum w Krakowie.

Główny Inspektorat Sanitarny (GIS) wskazuje, że AH1N1 to standardowy wirus, przenoszący się wyłącznie między ludźmi, który krąży w świecie od kilku lat. W okresie jesienno-wiosennym wywołuje on sezonowe epidemie zachorowań.

Czy w związku z ostatnimi przypadkami zachorowań na świńską grypę Polacy mają się czego obawiać?

- To jest sytuacja typowa, która powtarza się każdego roku. Mamy po prostu grypę sezonową. W Polsce wzrost wyraźnych zachorowań na grypę występuje po nowym roku. Cały czas Światowa Organizacja Zdrowia monitoruje, które wirusy grypy krążą w naturze najliczniej. Wobec tego, należy oczekiwać, że właśnie one będą odpowiedzialne za kolejne epidemie sezonowe - tłumaczy dr hab. Aleksander Garlicki, kierownik Kliniki Chorób Zakaźnych i Tropikalnych CM UJ.

Reklama

Ekspert wskazuje, że wśród wirusów krążących cały czas także tzw. wirus świńskiej grypy, który wywołał pandemię w sezonie 2009/2010.

- Początkowo wydawała się ona bardzo groźna, na szczęście tak się nie stało - dodaje.

- W tym roku w Polsce wirus AH1N1 jest wirusem dominującym. Rozpoczął się sezon grypowy i naturalnie - zachorowań jest więcej. W czasie pandemii w 2009 roku zakażenia wirusem AH1N1 w 80 proc. przypadków miały przebieg łagodny albo średnio ciężki - wskazuje dr hab. Aleksander Garlicki. - Czas trwania grypy był typowy i wynosił od 5 do 7 dni. Najbardziej chorowały dzieci i młodzież. Osoby do 30. roku życia stanowiły mniej więcej 80 proc. przypadków - dodaje.

Czym odróżniał się wirus AH1N1 od innych, poprzednio występujących?

- Posiadał on zdolność penetracji głębszej do drzewa oskrzelowego, co w konsekwencji prowadziło do zapaleń płuc - wyjaśnia ekspert. - Były to ciężkie przypadki, które powodowały często niewydolność oddechową. Pacjenci musieli być leczeni na oddziałach intensywnej terapii i z tym wiązała się również większa śmiertelność. Kolejna cechą tego wirusa było również to, że progresja choroby była znacznie większa - podkreśla dr hab. Aleksander Garlicki.

Dla kogo wirus stanowi największe zagrożenie?

Na opracowanej przez Światową Organizację Zdrowia mapie widać, że wirus AH1N1 ma aktualnie znaczący udział w wywoływaniu zakażeń grypowych na całym świecie. Eksperci i lekarze przypominają, że każda grypa jest groźną chorobą. Gdy trafi na osoby z tzw. grupy podwyższonego ryzyka, może wywołać ciężkie powikłania.

- Na podstawie pandemii "świńskiej grypy" z 2009/2010 roku wiemy, że ryzyko ciężkiego przebiegu dotyczyło w największym stopniu kobiet w ciąży - mówi dr hab. Aleksander Garlicki. - Oszacowano, że ryzyko to jest 10-krotnie większe niż u przeciętnej populacji. Bardzo wysokie ryzyko ciężkiego przebiegu dotyczyło również osób z patologicznie chorą otyłością, czyli taką, gdzie wskaźnik BMI wynosił powyżej 40. Następnie były to osoby z przewlekłymi chorobami układu oddechowego. Na końcu, z dwukrotnie większym ryzykiem, znajdowały się dzieci do ukończenia pierwszego roku życia - wskazuje ekspert.

W jaki sposób dochodzi do zakażenia wirusem?

Jak wskazuje dr hab. Aleksander Garlicki, wirus przenosi się nie tylko drogą kropelkową, ale także przez zanieczyszczone przedmioty czy części ciała.

- Większość z nas w momencie, gdy kaszle, zasłania usta dłonią. Potem podajemy koleżance czy koledze rękę i "przekazujemy" sobie wirusy - mówi ekspert.

Jak wskazuje GIS, obecna sytuacja jest daleka od rekordów, czy szczytów, ale wirus cały czas krąży i nie można go lekceważyć. Jest obecny np. na klamkach w miejscach publicznych, na poręczach w autobusach, na rękach kasjerki w sklepie.

Jakie są główne objawy świńskiej grypy?

- Dla grypy charakterystyczne jest to, że choroba rozwija się nagle - podkreśla dr hab. Aleksander Garlicki. - Zwykle okres wylęgania jest bardzo krótki, trwa mniej więcej dwie doby. Występuje wysoka gorączka z dreszczami, silne bóle mięśni, bóle głowy, uczucie rozbicia i złe samopoczucie. Obecne są też bóle gardła, objawy nieżytu nosa, ale zwykle o małym nasileniu. Bardzo męczącym w przebiegu grypy jest suchy i napadowy kaszel. Innymi objawami są także wymioty, nudności, czy biegunka, ale zwykle występują one u dzieci. Po okresie pięciu do siedmiu dni objawy ustępują - wskazuje ekspert.

Jak uchronić się przed wirusem AH1N1?

- Kluczowe znaczenie w zapobieganiu grypie mają szczepienia. Najlepiej rozpocząć je jeszcze zanim rozwinie się sezon grypowy, ponieważ wtedy z dużym prawdopodobieństwem unikniemy zakażenia - mówi ekspert. Warto jednak zaszczepić się choćby teraz, ponieważ przeciwciała ochronne pojawiają się nawet po tygodniu od szczepionki, a przed nami szczyt zachorowań - dodaje.

Ekspert wskazuje, że istnieje również wiele innych sposób ograniczania, m.in. higiena rąk, stosowanie masek ochronnych, higiena kaszlu, unikanie zbiorowisk i kontaktu twarzą w twarz.

- Duże znaczenie ma izolacja chorych. W typowym, lekkim lub średnio ciężkim przebiegu, warto, żeby osoba chora pozostała w domu i nie transmitowała zakażenia na innych - mówi dr hab. Aleksander Garlicki.

- Szczepienie dają jednak najlepszą, rzeczywistą ochronę i przy okazji ogranicza się krążenie wirusa - podkreśla ekspert. - Szczepionki, które są dostępne w Polsce mogą być podawane kobietom w ciąży. To ochrona nie tylko dla przyszłej mamy, ale także dla jej dziecka. Otrzyma ono w prezencie przeciwciała, które ochronią je na kilka  miesięcy - dodaje.

Według najnowszych zaleceń, szczepionkę powinni otrzymać wszyscy ludzie po ukończeniu 6. miesięcy życia.

- Jeżeli przyjęlibyśmy założenie, że szczepić przeciw grypie powinni się wszyscy ci, którzy ukończyli 6. miesiąc życia, to problem byłby bliski rozwiązania - mówi ekspert.

Dr hab. Aleksander Garlicki wskazuje, że w Polsce, w ciągu ostatnich kilku lat, szczepi się niespełna 4 proc. populacji.

- Wynika to z wielu powodów, ale ważnym wydaję się powszechne przeświadczenie, że grypa to łagodna chorobą, która nie daje powikłań i właściwie to nie ma się czym przejmować - mówi ekspert. - Rzeczywistość jest jednak inna i grypa dla małych dzieci, osób w wieku senioralnym czy z upośledzoną odpornością lub chorobami przewlekłymi może stanowić śmiertelne zagrożenie - podkreśla Garlicki.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy