Reklama

Reklama

​Spór o Trybunał Konstytucyjny. "Zmiany dokonane przez PO nie były potrzebne"

Sejm przyjął uchwały stwierdzające nieważność wyboru pięciu sędziów Trybunału Konstytucyjnego dokonanego w poprzedniej kadencji. Co oznacza ta decyzja i czy Sejm działał zgodnie z obowiązującym prawem? Zapytaliśmy prof. UJ dra hab. Piotra Mikulego, Kierownika Katedry Prawa Ustrojowego Porównawczego Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Do porządku obrad Sejmu zostały wprowadzone w środę projekty pięciu uchwał w sprawie stwierdzenia nieważności dokonanego 8 października przez Sejm poprzedniej kadencji wyboru pięciu sędziów TK. W nocy ze środy na czwartek odbyły się obrady i głosowanie nad przyjęciem uchwał, które miały unieważnić wybór pięciu sędziów TK, dokonany jeszcze w poprzedniej kadencji.

Reklama

Za uchwałami - głosowanymi każda oddzielnie - było od 270 do 273 posłów (PiS i Kukiz'15); przeciw głosowało 40-43 posłów (Nowoczesna i PSL), za każdym razem jeden wstrzymywał się od głosu. W głosowaniu nie wzięli udziału posłowie PO, z wyjątkiem jednego, który głosował przeciw.

Czy Sejm działał zgodnie z obowiązującym prawem?

Uzasadnieniem grupy posłów Prawa i Sprawiedliwości, którzy zgłosili wspomniany projekt było stwierdzenie, że uchwały dotyczące powołania sędziów TK dokonane przez Sejm poprzedniej kadencji "nie mają mocy prawnej".

Przypomnijmy, że zgodnie z konstytucją Sejm nie może odwołać legalnie wybranych sędziów.

PiS stwierdza też, że nie można dokonać odwołania z funkcji, która od początku nie została objęta z uwagi na wadliwość wyboru. "Sejm jest jednak władny ocenić i konwalidować (naprawić, uzdrowić) swoje działanie" - napisano w uzasadnieniu. 

- Te uchwały mają charakter polityczny, a są tak naprawdę bezskuteczne pod względem prawnym.  Celem tych uchwał jest wyrażenie woli politycznej. Sejm zwraca się w nich do pana prezydenta, aby ten nie przyjmował przysięgi od uprzednio wybranych sędziów, ponieważ Sejm ma wątpliwości, co do zgodności z konstytucją normy prawnej, na podstawie której wybrano tych sędziów - wyjaśnia prof. UJ dr hab. Piotr Mikuli.

- Sejm powoływał się na ekspertyzy prawne, m.in. pana prof. Banaszaka i pana prof. Szymanka. Wynika z nich m. in., że wybór sędziów nie nastąpił, ponieważ został objęty zasadą dyskontynuacji prac parlamentu. To jest niepisana zasada, która polega na tym, że wszystkie czynności Sejmu, które są rozpoczęte a jednocześnie nie są zakończone przed upływem kadencji, są zamykane. Profesorowie, którzy napisali wspomnianą opinię, stanęli na stanowisku, że proces wyboru sędziów nie jest zamknięty, ponieważ nie doszło do złożenia ślubowania. Wobec takiego uzasadnienia wybór sędziów TK nie nastąpił - dodaje.

- Z uzasadnień ekspertów wynika więc, że uchwały przyjęte wczoraj były niepotrzebne - rozumując również politycznie. Gdyby Sejm zasugerował się takim uzasadnieniem ekspertów, mógłby próbować wybrać nowych sędziów bez wcześniejszego przyjmowania tych uchwał. Można sobie wyobrazić, że takie ekspertyzy mogły być powodem do stworzenia innego brzmienia uchwał. Sejm mógłby wtedy wskazać, że ze względu na zasadę dyskontynuacji prac parlamentu, uznaje że wybór sędziów TK może się odbyć ponownie - tłumaczy prof. UJ.

Zdaniem eksperta, treść uchwał przyjętych wczoraj jak i uzasadnienie, które pojawiło się w projekcie PiS, budzi poważne wątpliwości.

-  Duża część konstytucjonalistów twierdzi, że doszło do przerwania kadencji sędziów TK, czego Sejm nie może zrobić. Taka teza jest uprawniona tylko wtedy, kiedy przyjmiemy, że sędzią TK staje się osoba wybrana na to stanowisko w dniu następującym po dniu upływu kadencji poprzednika. Czyli w przypadku trzech sędziów, którym kadencja kończyła się 6 listopada, następnego dnia stanowiska te objęli sędziowie wybrani jeszcze przez koalicję PO-PSL - mówi ekspert.

- Jeśli jednak uznamy, że sędzią jest się od momentu złożenia ślubowania, można interpretować, że nie doszło do przerwania. Problem polega na tym, że w ustawie  z czerwca nie ma bezpośredniego przepisu, który mówiłby wprost o tym, kiedy zaczyna się kadencja sędziów TK. Dopiero w nowelizacji jest napisane, że sędzią staje się po złożeniu ślubowania. Sytuacja jest wobec tego skomplikowana i powoduje wiele interpretacji. Od rozstrzygania takich kwestii jest właśnie TK. Problem w tym, że tym razem Trybunał będzie musiał działać po trosze we własnej sprawie - dodaje.

Opozycja oburzona

Decyzja posłów PiS i Kukiz’15 wywołała oburzenie w szeregach opozycji. Posłowie PO, opuścili obrady Sejmu, aby w ten sposób zaprotestować przeciwko "łamaniu zasad konstytucji". Z kolei Kamila Gasiuk-Pihowicz z Nowoczesnej dowodziła, że PiS krytykowało żądzę władzy PO, po czym robi to samo, "łamiąc standardy demokratycznego państwa prawa".

Ekspert zauważa, że zmiany dokonane przez PO w czerwcu "nie były potrzebne".

Zdaniem prof. Mikulego Sejm starej kadencji powinien wybrać trzech sędziów, którym kończyła się kadencja, natomiast dwóch pozostałych powinni wybrać posłowie nowej kadencji.

TK przesądzi w swojej sprawie?

Na początku grudnia Trybunał Konstytucyjny zajmie się zbadaniem skarg ws. nowelizacji ustawy o TK, dokonanej przez Sejm pod rządami PiS, a także nowelizacji ustawy o TK dokonanej jeszcze przez koalicję PO-PSL, w czerwcu tego roku.

Trybunał Konstytucyjny będzie wobec tego sędzią we własnej sprawie. Co do sporu na linii Po-PiS wniesie decyzja Trybunału Konstytucyjnego?

- Jest dużo argumentów, które przemawiają za wadami przepisu, na podstawie którego dokonano wyboru sędziów za czasów koalicji PO-PSL. Jednak TK może również spojrzeć na tę kwestię zakresowo i uznać, np. że przepis jest konstytucyjny w zakresie w jakim pozwalał powołać trzech sędziów, których kadencje kończyły się 6 listopada, natomiast wadliwy konstytucyjnie gdy zezwalał na powołanie dwóch pozostałych, którym kadencje kończą się w grudniu - mówi ekspert.

- Nie ma innego organu, który mógłby zastąpić TK w rozstrzyganiu, także w jego własnej sprawie. Nie było i nie ma innego wyjścia na zakończenie tych wszystkich kontrowersji, jak czekanie na grudniowe orzeczenia.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne