Reklama

Reklama

Samotne wilki i naśladownictwo. Jakie będzie ostatnie słowo IS?

W ostatnich tygodniach pojawiły się doniesienia ekspertów z Francji, którzy obawiają się, że wydarzenia z 13 listopada były tylko "próbą przed zamachami na większą skalę". Jakie błędy popełnili zamachowcy w Paryżu i czy ataki we Francji były ostatnim słowem terrorystów - komentuje dla Interii Grzegorz Cieślak, Koordynator Zespołu Analiz Zamachów Bombowych w Centrum Badań nad Terroryzmem Collegium Civitas.

Terroryści z Państwa Islamskiego (IS) "opracowali nowe metody prowadzenia operacji i są zdolni do przeprowadzenia zamachów na dużą skalę" - poinformowało wczoraj TVP Info, powołując się na słowa szefa Europolu Roba Wainwrighta.

"Francja upadła na kolana"

W niedzielę do sieci trafiło nowe nagranie terrorystów z Państwa Islamskiego, które - jak twierdzą bojownicy - przedstawia dziewięciu zamachowców odpowiedzialnych za wydarzenia z 13 listopada w Paryżu. Do nagrania dołączono m.in. zdjęcia brytyjskiego premiera Davida Camerona, a materiał opatrzono napisem: "Ten, kto staje po stronie niewiernych, będzie celem naszych mieczy". Narrator wideo nazywa dziewięciu dżihadystów "lwami", którzy sprawili, że Francja upadła na kolana".

Reklama

"Próba przed zamachami na większą skalę"

Tymczasem, wśród ostatnich dyskusji przewija się wątek, w którym eksperci z Francji przyznają, że wydarzenia z Paryża były tylko "próbą przed zamachami na większą skalę". O atakach w Paryżu jako "ćwiczeniach" pisał m.in. "Fakt" oraz TVN24, powołując się na francuski wywiad.

Grzegorz Cieślak z Centrum Badań nad Terroryzmem Collegium Civitas przyznaje, że twierdzenie, iż zamach w Paryżu był dokonany "na próbę" jest nieuprawnione, chyba, że ten, kto tak twierdzi, ma rzeczywiście dostęp do danych wywiadowczych.

- Fakt, czy było to ćwiczenie czy nie, nie gra tu żadnej roli, ponieważ w historii widzieliśmy już wielokrotnie, jak jeden zamach, z taktycznego czy technicznego punktu widzenia nawet bardzo nieudany - np. braci Dżochara i Tamerlana Carnajewów podczas bostońskiego maratonu - może w ludziach zasiać lęk - mówi Cieślak.

Psychomanipulacja

- Zamachy terrorystyczne bardzo często w swoim scenariuszu zawierają komentarz: "Jak się nie uda, to nic się nie stanie, bo i tak zaznaczymy swoją obecność". Jest to zapowiadane na użytek samych sprawców i uspokojenia ich, co do roli i wagi działań - komentuje Grzegorz Cieślak.

Zdaniem eksperta, podobne twierdzenia służą psychomanipulacji, jakiej dokonują grupy terrorystyczne na tych, którzy mają dokonywać zamachów.

- Tak było nawet przed zamachami z 11 września 2001 roku w Stanach Zjednoczonych. Wszyscy zamachowcy zdawali sobie sprawę, jak ważne przedsięwzięcie realizują, ale w komunikacji pomiędzy nimi bardzo często przebijała teza: "Jeżeli będą jakieś perturbacje, zróbcie tyle, ile możecie zrobić. Po was przyjdą następni i będą nadal organizować zamachy" - mówi Grzegorz Cieślak.

Samotne wilki i naśladownictwo

Ekspert twierdzi, że po zamachach, jak te w Paryżu, jeśli nawet przeprowadzane są z niepełnym potencjałem organizacji terrorystycznej, następuje tzw. prawo serii albo naśladownictwo.

- Z prawem serii mamy do czynienia wtedy, kiedy jeden zamach wyzwala następne. Tak się dzieje najczęściej przy zamachach samotnych wilków, gdzie jeden atak bardzo często pobudza do działania kolejne próby. Samotny wilk, czyli solo-terrorysta to bardzo często frustrat, który potrzebuje katalizatora do działania. Pojedynczy zamach może być takim katalizatorem - mówi Grzegorz Cieślak.

- Natomiast naśladownictwo ma miejsce wtedy, gdy w ramach tej samej organizacji  frakcje czy ugrupowania walczą o wpływy - twierdzi ekspert. - Pamiętajmy, że Państwo Islamskie czy Al-Kaida to nie są organizacje o zwartej strukturze, to rodzaj franczyzy. Bardzo często w tych organizacjach pojedyncze ugrupowania wzajemnie walczą. Jeżeli jednemu udało się dokonać zamachu, to drugie też może spróbować i sprawdzić, czy ma potencjał do dokonania tak istotnego zdarzenia, a tym samym do podniesienia swojej rangi w łonie samej organizacji - twierdzi Cieślak.

Błędy popełnione 13 listopada w Paryżu

Ekspert wspomina także o konkretnych błędach, jakie popełnili zamachowcy podczas ataków w Paryżu, a które można już badawczo potwierdzić.

- Po pierwsze, zamach w Paryżu został zrealizowany na bazie scenariusza, który powstał jeszcze w latach 90. w jednym z obozów szkoleniowych Al-Kaidy. Był to scenariusz do ataków na Paryż, ale został wcześniej raz wykorzystany w Bombaju. W 2008 roku, na bazie dokładnie takiego samego planu, dokonano ataku w Indiach - mówi Cieślak.

- Po drugie, sprawcy, którzy działali w Paryżu, byli znacznie gorzej przygotowani do samej realizacji scenariusza, niż ci w Bombaju. Było widać, że posiadali doświadczenie bojowe, natomiast nie mieli ogrania pomiędzy sobą w realizacji zamachu. Najwyraźniej, nie mieli np. czasu przećwiczyć planu na makiecie, spotkać się na jakimś spójnym ćwiczeniu, które by ich do zamachu przygotowało. Widać to dokładnie w kilku momentach, m.in. w przygotowaniu urządzeń wybuchowych. One były za słabe, jak na Paryż, były przygotowywane naprędce - podkreśla ekspert. - Pasy szahida zawierały ładunki w plastikowych pojemnikach, które miały bardzo niewielki zasięg, stąd przy jednej z restauracji wysadzenie się sprawcy nie spowodowało żadnych ofiar - dodaje.

Zdaniem Grzegorza Cieślaka, brak dokładnego przygotowania zamachowców z  Paryża widać także na przykładzie ataku na stadion Stade de France.

- Oni nie byli świadomi, czy mają jakiś plan awaryjny. Pierwszy sprawca, który dostał się na stadion, był jednocześnie tym, który miał wywołać ewakuację. Pozostali dwaj mieli w założeniu czekać, aż do ewakuacji dojdzie. Nie doszło jednak do niej. Administracja stadionu była przygotowana na to, że na zewnątrz mogło być niebezpieczniej, niż na stadionie i opóźniła wyprowadzenie ludzi ze stadionu. Drugi ze sprawców, w chwili przybycia na miejsce i interwencji policji, wysadził się niemal bezpośrednio po pierwszym, czyli nie doczekał do tego momentu, kiedy którykolwiek z kibiców wyszedłby na zewnątrz. Ostatni z zamachowców nie miał świadomości, co się dzieje. Czekał do samego końca, prawie do 22:00, i na chwilę przed zdemaskowaniem go przez policję, również wysadził się w powietrze - analizuje Grzegorz Cieślak.

Metody walki

Według eksperta, dziś każdy kraj wyszukuje swój własny scenariusz i metody walki z terroryzmem. - Nie ma dzisiaj jednej uniwersalnej metody. Bardzo często słychać polecenia i podpowiedzi, że powinno korzystać się z metody amerykańskiej albo, że Francuzi powinni korzystać z metody brytyjskiej. Niestety, większość specjalistów może to określić krótkim słowem - bzdury - podkreśla Cieślak. - Wynika to z różnic pomiędzy krajami - dodaje.

- Nie istnieje pojedynczy, jednolity pomysł, jak radzić sobie z terroryzmem. We wszystkich krajach świata musimy po prostu nauczyć się z nim żyć - twierdzi ekspert.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy