Reklama

Reklama

Rzecznik Praw Obywatelskich z mniejszym budżetem. "Prawa obywateli mogą pozostać iluzoryczne"

​Tegoroczny budżet Rzecznika Praw Obywatelskich wyniesie ok. 35 milionów złotych - o 10 milionów mniej niż wnioskował sam rzecznik i o 3,5 mln mniej w stosunku do 2015 r. (38,6 mln). Czy niechęć Prawa i Sprawiedliwości do Adama Bodnara odbije się na obywatelach?

Nie jest tajemnicą, że Adam Bodnar, wybrany na RPO jeszcze w czasach koalicji PO-PSL, nie jest faworytem obozu rządzącego. Bodnar uchodzi w PiS za "lewaka", a jego aktywność ws. Trybunału Konstytucyjnego notowań u Jarosława Kaczyńskiego z pewnością nie poprawiła.

Mimo że Bodnar, jeszcze w Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, wstawiał się m.in. za przetrzymywanymi w areszcie kibicami Legii Maciejem Dobrowolskim i Piotrem Staruchowiczem, a także wszedł w ostry spór z Bronisławem Komorowskim ws. proponowanych zmian w prawie o zgromadzeniach, to w PiS postrzegany jest przede wszystkim jako stronnik społeczności LGBT i zwolennik in vitro.

Reklama

Z politycznego punktu widzenia nie jest więc zaskoczeniem, że Rzecznik Praw Obywatelskich jako instytucja w nowym budżecie otrzymała o 10 milionów złotych mniej niż wnioskowano. To obniżenie wydatków do poziomu z 2011 roku.

Anna Kabulska z Biura RPO wskazuje Interii na konsekwencje zmniejszonego budżetu. Na przykład nie będzie mógł zostać wykonany remont nakazany RPO przez Państwową Inspekcję Pracy. 

Budynek przy ul. Długiej nie ma windy ani udogodnień dla osób niepełnosprawnych. Mamy więc sytuację zgoła kuriozalną: rzecznik będzie domagał się takich udogodnień zwłaszcza od budynków instytucji publicznych, a tymczasem u siebie nie będzie ich miał i nie będzie mógł przyjmować niepełnosprawnych.

Ponadto, jak nas poinformowano, wynagrodzenia w Biurze RPO są zamrożone od 2008 roku.

Standardy międzynarodowe nie są spełnione

W 2015 r. do RPO wpłynęło 57 tys. spraw. Rzecznik chciał zwiększyć zatrudnienie, by sprawy mogły być rozpatrywane dużo szybciej niż dotychczas. Nic z tego.

Szczególnym rodzajem wniosków do RPO są wnioski o kasację wyroków.

- W ubiegłym roku wpłynęło blisko 3 tys. takich wniosków. Zajmuje się nimi wyspecjalizowana grupa pracowników w Zespole Prawa Karnego licząca siedem osób. Biorąc pod uwagę, że wnioski tego typu wymagają szczególnie wytężonej analizy akt sądowych i podlegają ściśle terminowej procedurze, każde wzmocnienie zespołu działa na korzyść obywateli, dla których szansa na kasację bywa często ostatnią deskę ratunku - usłyszeliśmy w Biurze RPO.

Kolejnym obowiązkiem RPO jest kontrola miejsc pozbawienia wolności. Wstrząsające reportaże na temat przypadków znęcania się w takich placówkach wskazują, że sprawa jest ważna. 

- W Polsce jest ok. 1800 miejsc pozbawienia wolności: m.in. domy pomocy społecznej, szpitale psychiatryczne, młodzieżowe ośrodki wychowawcze, policyjne izby dziecka, więzienia. Sprawdzanie, czy prawa osób tam przebywających nie są łamane, wynika z międzynarodowych zobowiązań naszego kraju. Dziś Rzecznik jest w stanie skontrolować tylko 120 miejsc odosobnienia rocznie. A więc statystycznie jedną instytucję da się sprawdzić co 18 lat. Nie spełnia to obowiązujących nas standardów międzynarodowych i RPO stopniowo stara się zmieniać tę sytuację - podkreśla Anna Kabulska.

Biuro RPO przekonuje nas, że ograniczony budżet instytucji może odbić się na, górnolotnie rzecz biorąc, stanie praworządności w Polsce:

- Zgodnie ze standardami międzynarodowymi krajowe instytucje ochrony praw człowieka muszą mieć zapewniona niezależność i możliwość działania - co mierzy się także niezależnością finansową. Inaczej prawa obywateli, które gwarantować ma RPO, mogą pozostać iluzoryczne.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy