Reklama

Reklama

Rzecznik KGP: Skuteczność jasnowidzów w granicach błędu

- Z analizy przeprowadzonej w 2000 roku wynika, że skuteczność jasnowidzów jest liczona w granicach błędu statystycznego - mówi inspektor Mariusz Sokołowski, rzecznik prasowy Komendanta Głównego Policji.

Agnieszka Waś-Turecka: W wywiadzie dla INTERIA.PL Krzysztof Jackowski stwierdza, że mija się pan z prawdą, gdy mówi, że żaden jasnowidz nigdy policji nie pomógł. Podtrzymuje Pan te słowa?

Inspektor dr Mariusz Sokołowski, rzecznik KGP: - Tak. Osobiście nie znam żadnego przypadku, w którym jasnowidz pomógłby policji. Wiem natomiast o wielu sytuacjach, kiedy wskazówki przekazane policji przez jasnowidza nijak miały się do rzeczywistości i wcześniejszych ustaleń śledczych.

Polska policja zatem z jasnowidzami nie współpracuje?

Reklama

- Rodziny zaginionych często szukając różnego rodzaju pomocy docierają także do jasnowidzów i przekazują nam uzyskane w ten sposób informacje. Jeśli są ona zbieżne z naszymi wersjami śledczymi, to wtedy je sprawdzamy, jeśli nie, to nie.

- W przeszłości zbyt często mieliśmy do czynienia z sytuacjami, gdy działania policji prowadzące do weryfikacji takich informacji spełzały na niczym. Niekiedy w jakiejś sprawie zgłasza się do nas kilku jasnowidzów i ich wersje wzajemnie się wykluczają.

W Polsce obowiązują oficjalne wytyczne dotyczące współpracy policji z jasnowidzami?

- W 2000 roku w Biurze Koordynacji Służby Kryminalnej wykonano dość obszerną analizę kilkuset przypadków, w których policja sprawdzała informacje przekazane przez jasnowidzów. Okazało się wówczas, że skuteczność jasnowidzów jest liczona w granicach błędu statystycznego.

- W efekcie do komend wojewódzkich przesłano zalecenia, by sprawdzać jedynie te wskazówki pochodzące od jasnowidzów, które są zbieżne z informacjami wynikającymi z postępowania policyjnego. Rekomendowano też przyjęcie zasady obowiązującej w brytyjskiej policji, że nie współpracuje się z tego typu osobami.

Jak w takim razie wytłumaczy Pan dokumenty, w których komendanci dziękują Krzysztofowi Jackowskiemu za pomoc w poszukiwaniu osób zaginionych?

- Policja często wysyła podziękowania za pomoc w działaniach. Za współpracę, za zaangażowanie. Podejrzewam, że te dokumenty mogą mieć tego typu charakter.

Skoro te dokumenty mogące służyć jasnowidzowi w celu uwiarygodnienia się sprawiają policji problemy, to dlaczego komendanci wciąż je wystawiają?

- To już jest pytanie do konkretnych osób, które zdecydowały się na wystawienie takiego dokumentu. Chyba nie do końca osoba dziękująca za współpracę zdaje sobie sprawę, że słowa przeniesione na papier są potem szeroko interpretowane i niestety wykorzystywane niejednokrotnie w celu komercyjnym.

Nie ma ogólnego zakazu?

- Nie. Takich podziękowań jest naprawdę wiele, wobec osób i podmiotów, które w jakimś stopniu angażują się w naszą pracę.

Skoro wizje jasnowidzów nie pomagają policji, to dlaczego sami zgłaszają się do funkcjonariuszy?

- To już pytanie do nich. Być może ma to związek z jakąś formą autopromocji. Zastanawiające dla mnie jest to, że często osoby takie, bardzo licznie pojawiają się przy sprawach, które są nośne medialnie, o których już dużo mówiono, pisano. Wersje są wówczas bardzo różne, a która prawdziwa? Proszę wybierać. W każdym razie, taka osoba powinna być traktowana jak normalny świadek, tzn. przesłuchana z pouczeniem o odpowiedzialności karnej w przypadku składania fałszywych zeznań.

Bardzo dziękuję za rozmowę.

***

Wywiad z Krzysztofem Jackowskim przeprowadziłam w listopadzie. Chcąc zweryfikować niektóre z jego wypowiedzi zadzwoniłam do rzecznika Komendy Głównej Policji, rzeczniczki krakowskiej Prokuratury Okręgowej, policji w Olsztyniefundacji ITAKA.

Oto co Krzysztof Jackowski powiedział skonfrontowany z wypowiedziami przedstawicieli tych instytucji:

Jeszcze raz odsyłam do mojej strony internetowej i zamieszonych na niej dokumentów policyjnych.

Rzecznicy i organizacje nie mogą wypowiadać się inaczej niż z zachowaniem pewnego stopnia ogólności. Nie odnoszą się do mnie konkretnie, ale do jakiejś grupy bliżej nieokreślonych osób, np. wróżbitów, do których proszę mnie nie zaliczać.

2 grudnia 2011 na Uniwersytecie Łódzkim odbyła się konferencja pt. "Hokus-pokus w prawie karnym". Wzięli w niej udział m.in. specjalista z dziedziny psychiatrii prof. dr n. med. Piotr Gałecki, sędzia Sądu Najwyższego prof. Tomasz Grzegorczyk i ja. To nie pierwszy mój wykład na uniwersytecie, a chyba trzeci na łódzkiej uczelni. Skoro chcą mnie tam słuchać, to tym bardziej dziwi postawa ITAKI czy rzecznika policji.

Poza tym, skoro Fundacja ITAKA przymyka oko na tak wiele spraw, które rozwiązałem, to chyba to nie najlepiej świadczy o jej solidności. A rzecznikowi policji za jego wcześniejsze wypowiedzi wysłałem już pismo przedsądowe z prośbą o sprostowanie. Jak dotąd nie otrzymałem odpowiedzi. Na wytoczenie procesu mam dwa lata i zamierzam to zrobić. Od pana Sokołowskiego nie chcę niczego, oprócz przywrócenia honoru.

Co do sprawy w Olsztynie, to świadkiem może być dziennikarz z Super Expressu, który śledził całe wydarzenie, a potem napisał o tym artykuł. Poza tym, wciąż mam koszulkę i zdjęcie zaginionego policjanta, które otrzymałem, by wykonać wizję.

Może to kwestia niedoinformowania w Zespole Prasowym, albo policjantom, którzy przeszukiwali staw zabrakło honoru, by przyznać, że to ja podałem im tę informację?

Pani rozmawia z gryzipiórkami, a ja mówię o faktach.

Agnieszka Waś-Turecka

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy