Reklama

Reklama

​Rząd radykalno-umiarkowany

O dwoistej naturze gabinetu Beaty Szydło opowiada Interii politolog dr Olgierd Annusewicz z Uniwersytetu Warszawskiego.

Przypomnijmy, że w poniedziałek Beata Szydło ogłosiła skład swojego rządu, który musi jeszcze zdobyć wotum zaufania w Sejmie.

Reklama

W rządzie znalazły się gwiazdy tzw. IV RP: Zbigniew Ziobro, Antoni Macierewicz, Mariusz Kamiński, ale także prezes banku BZ WBK Mateusz Morawiecki, była prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej Anna Streżyńska czy minister sprawiedliwości w rządzie Donalda Tuska - Jarosław Gowin.

Jaki obraz wyłania się z tych nominacji?

- Prawo i Sprawiedliwość wygrało wybory, budując wizerunek partii pragmatycznej i umiarkowanej. Teraz ten pragmatyzm i umiarkowanie, przynajmniej w niektórych resortach, ustąpiło dawnemu wizerunkowi Prawa i Sprawiedliwości, w cudzysłowie użyłbym pojęcia - "radykalnego". Jeżeli popatrzymy na amerykańskie wypowiedzi Antoniego Macierewicza (kontrowersyjne spotkanie z Polonią w Chicago - przyp. red.), to one z umiarkowaniem czy pragmatyzmem nie miały wiele wspólnego - mówi Interii dr Olgierd Annusewicz.

Jak wskazuje nasz rozmówca, w resortach siłowych - obrony, spraw wewnętrznych, sprawiedliwości i służb specjalnych - postawiono na "jastrzębie": Antoniego Macierewicza, Mariusza Błaszczaka, Zbigniewa Ziobrę, Mariusza Kamińskiego. Tu o żadnym umiarkowaniu mowy być nie może, nawet jeśli Błaszczak z jastrzębiem nie wszystkim się kojarzy.

Z kolei resorty gospodarczo-finansowe objęły osoby ulepione z zupełnie innej gliny, takie jak Paweł Szałamacha czy Mateusz Morawiecki.

Mamy więc radykalne resorty siłowe i umiarkowane resorty gospodarcze.

- W tym sensie jest to podobne do lat 2005-2007, kiedy gospodarka była w stabilnych rękach np. Zyty Gilowskiej, a pierwsze skrzypce w resortach siłowych grały osoby, które również dzisiaj zostały powołane - mówi nam dr Annusewicz, przypominając, że Macierewicz już wtedy był wiceministrem MON.

A jaka w tym wszystkim będzie rola Beaty Szydło? Olgierd Annusewicz uważa, że pani premier wcale nie musi być marionetką Jarosława Kaczyńskiego.

- Myślenie o Beacie Szydło jako z góry bezwolnej jest jednak na wyrost. Jeżeli tylko będzie miała sojusznika w Andrzeju Dudzie, wtedy może przejąć istotną władzę w państwie i jej pozycja może być dużo silniejsza niż byśmy się dzisiaj spodziewali - przekonuje politolog.

Dowiedz się więcej na temat: Beata Szydło | nowy rząd PiS

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje