Reklama

Reklama

Rozejm w Syrii. O co gra Rosja?

"Nas porozumienie nie obejmuje" - powiedział wczoraj dowódca Frontu Al-Nusra, zapowiadając ofensywę na terenach, z których wycofały się siły rosyjskie. Dlaczego Władimir Putin zgodził się na rozejm? Czy to krok w tył, żeby zrobić dwa w przód?

W Syrii obowiązuje od 27 lutego kruchy rozejm wynegocjowany przez USA i Rosję. Nie przewiduje on jednak wstrzymania ataków przeciwko dżihadystycznemu Państwu Islamskiemu oraz powiązanemu z Al-Kaidą Frontowi al-Nusra (inaczej Dżabat an-Nusra, czyli Front Obrony Ludności Lewantu). Operacje militarne przeciwko nim prowadzi syryjska armia rządowa, rosyjskie lotnictwo i dowodzona przez USA koalicja.

Wczoraj bojownicy z Frontu al-Nusra zapowiedzieli w ciągu 48 godzin ofensywę w Syrii. "Nas porozumienie nie obejmuje" - zaznaczył dowódca organizacji, który wypowiadał się dla agencji AFP pod warunkiem zachowania anonimowości.

Reklama

Jak dalej powiedział agencji, "jasne jest, że Rosja poniosła klęskę", a rosyjskie siły wycofały się, bo "wspierały reżim, który jednak okazał się niezdolny do utrzymania odbitych terytoriów". "Gdyby nie było rosyjskich nalotów, bylibyśmy dzisiaj w mieście Latakia". (Położona za zachodzie Syrii Latakia to miejsce szczególnie bliskie Asadowi - matecznik jego rodu.)

Według cytowanego dowódcy, "Rosjanie nie chcą się więcej poświęcać dla reżimu, który się praktycznie załamał".

Gra z Zachodem

Czy to faktyczny powód przystąpienia Rosji do rozejmu? O co tak naprawdę gra Putin? O komentarz w tej sprawie poprosiliśmy Konrada Zasztowta, analityka z Państwowego Instytutu Spraw Międzynarodowych.

- Wypowiedzi wszystkich stron konfliktu, a zwłaszcza ze strony dżihadystów, są dosyć pompatyczne i pełne przekonania o nadchodzącym własnym zwycięstwie, co niekoniecznie musi się przekładać na rzeczywistość - zaznaczył na wstępie ekspert.

- Głównym celem interwencji rosyjskiej w Syrii nie było utrzymanie Baszara al-Asada jako prezydenta, ale rozegranie pewnej gry z Zachodem, przede wszystkim ze Stanami Zjednoczonymi - zauważa Zasztowt.

Jak podkreśla, Kreml dążył do wyjścia Rosji z sytuacji międzynarodowej izolacji, w której się znalazła po aneksji Krymu i interwencji na Ukrainie, a także rozwiązanie kwestii międzynarodowych sankcji. Te ostatnie - mówi rozmówca Interii - wbrew uspokajającym tonom Moskwy pogrążają rosyjską gospodarkę.

Pytanie, czy to taktyczne zagranie udało się Rosji?

Zdaniem Zasztowta, do pewnego stopnia się udało - Rosja wciąż jest przez Zachód postrzegana jako ważny interlokutor w rozmowach z Asadem. - Nie przesadzałbym jednak z ogłaszaniem zwycięstwa dyplomatycznego Rosji - zaznacza.

Oszukany Asad?

Rosja, deklarując rozejm i zawieszenie wszystkich operacji, które nie są działaniem na rzecz walki z ISIS i Frontem al-Nursa, pozbawiła reżim Asada wsparcia.

Jak jednak podkreśla nasz rozmówca, Rosjanie nie wycofują się całkowicie z Syrii. - Nie wiemy do końca jak bardzo się wycofają. Część ich sił pozostanie na terenie Syrii, np. pewne jest, że wojska rosyjskie w bazie w Tartusie i w Hmejmim zostaną tam. To daje Rosji możliwość ponowienia interwencji w każdej chwili - mówi.

W opinii eksperta, ograniczanie działań militarnych Moskwy w Syrii może mieć jeszcze jeden, prozaiczny powód. - Ta operacja wojskowa, choć ograniczona do działań lotnictwa, to niezwykły koszt dla Rosji pogrążonej w kryzysie - zauważa.

- To moment, kiedy z tej sytuacji jeszcze można wyjść z twarzą: przedstawić to jako sukces swojemu społeczeństwu, czy na arenie międzynarodowej. Niewykluczone, że w przyszłości takiego momentu nie będzie - prognozuje.

Pozostaje pytanie, jak sprawdzić Rosję czy w danym miejscu zwalczają siły nieobjętych rozejmem ISIS czy al-Nusry, a nie niewygodne dla siebie grupy? Na to pytanie trudno odpowiedzieć.

- Od początku interwencji rosyjskiej w Syrii cały świat interesował się tym, co Rosjanie chcą osiągnąć i gdzie rzeczywiście prowadzą swoje operacje. Wiemy, że nie były one skierowane przeciw Państwu Islamskiemu, a przede wszystkim przeciwko tym umiarkowanym siłom walczącym z Asadem, a wspieranym przez Turcję. Chodziło o osłabienie roli Turcji i innych sojuszników czy sponsorów tej antyasadowskiej rewolucji: państw zatoki, Arabii Saudyjskiej czy USA. Bezpośrednie akcje Rosji zdecydowanie nie przyczyniły się do osłabienia Państwa Islamskiego - kwituje.

Justyna Tomaszewska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje