Reklama

Reklama

"Rosjanom nie chodzi tylko o kontrolę polskiego nieba"

Nowy system przeciwlotniczy, nad którym pracują Rosjanie, ma sprawić, że pod kontrolą Kremla będzie praktycznie całe niebo nad naszym krajem. Jakie konsekwencje odczuje Polska i jaka może być odpowiedź NATO - wyjaśnia w rozmowie z Interią Anna Maria Dyner, kierownik programu Europa Wschodnia w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych.

Jak kilka dni temu donosiło radio RMF FM, koncern "Ałmaz-Antej" ujawnił, że nowa wersja mobilnego systemu rakietowego zwiększy zasięg rażenia o 200 kilometrów (do 600 kilometrów).

Reklama

Co za tym idzie ulokowane na Białorusi i w obwodzie kaliningradzkim S-500 - które będą mogły zestrzeliwać nie tylko samoloty i śmigłowce, ale także rakiety przeciwnika - będą miały na celowniku całe niebo nad Polską.

Co to realnie oznacza dla naszego kraju i jakie kroki powinien powziąć Sojusz Północnoatlantycki? Wyjaśnia w rozmowie z Interią analityk Anna Maria Dyner, kierownik programu Europa Wschodnia w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych.

- Tak naprawdę nie chodzi o kontrolę polskiego nieba, tylko o możliwość zablokowania pewnych działań. Dotyczy to nie tylko kwestii lądowego bazowania i systemów Iskander, ale na dobrą sprawę także kontroli nieba nad częścią Niemiec i właściwie całego basenu Morza Bałtyckiego - mówi naszemu dziennikarzowi Anna Dyner.

Jak tłumaczy, do przenoszenia pocisków typu Kalibr zdolne są również okręty podwodne, które są na stanie rosyjskiej floty bałtyckiej.

Bo - oprócz systemu lotniczego - stale umacniany jest rosyjski system morski, który nie jest ograniczany traktatem INF (Układ o całkowitej likwidacji pocisków rakietowych średniego i pośredniego zasięgu bazowania lądowego, jeden z traktatów ograniczających zbrojenia, podpisany w 1987 roku przez ówczesnego prezydenta USA Ronalda Reagana i I sekretarza KC KPZR Michaiła Gorbaczowa)

Co to realnie oznacza dla Polski? - Tylko tyle, a może aż tyle, że trzeba wzmacniać w umiejętny sposób system obrony powietrznej. Chodzi o umiejętność jednoczesnej ochrony polskiego nieba przed dwoma rodzajami rakiet: balistycznych i manewrujących - uważa Anna Dyner.

Jak zaznacza, w tej sytuacji NATO musi działać na dwóch poziomach: poszczególnych państw i całego Sojuszu.

A budowa tarczy rakietowej? Zdaniem naszej rozmówczyni, takie rozwiązanie nie zadziałałoby w tym przypadku ze względu na typ pocisków. Co więcej, elementy tarczy rakietowej mogłyby stać się automatycznymi celami dla potencjalnego przeciwnika.

- Już od 10 lat podejrzewa się, że systemy Iskander są zdolne do przenoszenia pocisków typu calibry, słynnej rakiety R-500, która ma rzekomo zasięg 2,5 tys. kilometrów, czyli narusza traktat INF, zakazujący użycia pocisków średniego i pośredniego zasięgu bazowania lądowego. Rosjanie już to robią i pewnie dalej będą to robić - kwituje Anna Dyner.

Justyna Tomaszewska
Adam Drygalski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje