Reklama

Reklama

Rosja wykorzysta kryzys w Grecji? Ryzykowna gra Ciprasa

Gospodarcza i polityczna przyszłość Grecji stoi pod znakiem zapytania. W niedzielnym referendum Grecy opowiedzieli się przeciw przyjęciu warunków stawianych Atenom przez międzynarodowych wierzycieli. Jedni wieszczą rychłe bankructwo Grecji, inni domagają się opuszczenia przez nią strefy euro, a jeszcze inni wytykają palcami winnych kryzysu. Tymczasem sprawa ma intrygujące polityczne tło, po mistrzowsku wykorzystywane przez Aleksisa Ciprasa, który nie boi się pomachać przed nosem Brukseli rosyjską kartą.

Narastający od lat kryzys gospodarczy w Grecji osiągnął punkt kulminacyjny. Wydaje się, że żarty się skończyły i nadchodzą zmiany. Dziś od godziny 18., na specjalnie zwołanym przez Donalda Tuska szczycie państw strefy euro, dyskutowana jest grecka sprawa. Czy możemy spodziewać się przełomu, twardych decyzji i poważnych zmian?

- Biorąc pod uwagę kwestie polityczne, a nie ekonomiczne, Unia Europejska mimo że chce stwarzać pozory twardego gracza, z co najmniej dwóch względów musi delikatnie obchodzić się z Grecją - mówi Interii dr hab. Maciej Drzonek z Instytutu Politologii i Europeistyki Uniwersytetu Szczecińskiego.

Reklama

Pierwszy powód, to sprawa precedensu, który może skutkować lawiną roszczeń. - Jeśli Grekom zostaną umorzone długi, może ustawić się kolejka przedstawicieli innych państw, które miały wcześniej ekonomiczne kłopoty, np. Hiszpanii, Portugalii czy Irlandii, żeby ich długi też umorzyć - wyjaśnia.

Rosja wyciągnie rękę do Grecji?

Kolejna kwestia wychodzi poza granice zjednoczonej Europy. Dotyczy bowiem Moskwy. - Grecji zawsze było blisko do Rosji, nie tylko ze względów religijnych - zaznacza dr Drzonek. Czy totalne odcięcie Aten od pomocy Unii i międzynarodowych wierzycieli spowoduje, że zwróci się ona w stronę Rosji? - Myślę, że sama Rosja może wyciągnąć rękę w stronę Grecji i chcieć pokazać Grekom, że warto z nią współpracować nie tylko ekonomicznie - prognozuje ekspert.

W przypadku całkowitego wstrzymania finansowej pomocy z UE, Grecy będą musieli szukać innych źródeł. Te mogą pojawić się właśnie na Wschodzie - mogą być to Chiny, Rosja albo Turcja.

- Rosja z Grecją ma dobre stosunki tradycyjnie, a w tej konkretnej sytuacji także koniunkturalnie. Mówię tu o stosunkach politycznych i ekonomicznych, ale również surowcowych, o czym się mało mówi - komentuje profesor Wojciech Materski, politolog i znawca problematyki rosyjskiej.

- Cipras ma obecnie problem w poszukiwaniu kompromisu na linii Ateny-Bruksela. W takiej sytuacji grecki premier musi sięgać po karty z rękawa. Takimi kartami z rękawa są w obecnej sytuacji Rosja i Chiny. Chińczycy są zainteresowani umocnieniem się w Europie, szczególnie w portach greckich. Rosja również jest tym zainteresowana, z tym że - w przeciwieństwie do Chin - Moskwa nie dysponuje kapitałem. Za to dla Grecji atrakcyjne jest poparcie polityczne Kremla. Mamy tutaj do czynienia ze skomplikowaną grą, a trakcie której Ateny rozgrywają również kartą rosyjską. I się nią nawet afiszują. Popatrzmy na te wszystkie uściski i uśmiechy podczas spotkań Aleksisa Ciprasa z Władimirem Putinem. To była gra PR-owska: "Popatrzcie, Grecja nie jest chłopcem do bicia. Mamy też alternatywny scenariusz - związanie się z Rosją. Europejczycy, uważajcie!" - dodaje naukowiec.

Grecja jak Ukraina?

Ciekawe spojrzenie na sprawę grecką rzuca dr nauk politycznych Piotr Kuspys.

- Chciałbym zwrócić uwagę na Grecję, która zachowuje się obecnie jak swego czasu Ukraina. Kijów flirtował z Unia Europejską, a gdy Bruksela nie ulegała, to Ukraina zwracała się w stronę Moskwy. Taki proces trwał na Ukrainie aż do Majdanu. Teraz tak zachowuje się Grecja. Flirtuje z Unią Europejską, a gdy negocjacje nie przynoszą skutku, wchodzą w grę kontakty z Rosją. Zresztą właśnie w tym celu premier Cipras dzwonił oficjalnie do prezydenta Putina, by poinformować go o wyniku referendum. Z kolei Rosja zapewniała Grecję, że jeśli korzystny dla Aten scenariusz w relacjach z Unią Europejska się nie powiedzie, to Rosja zasili greckie banki gotówką i odwdzięczy się za lojalność - ocenia nasz rozmówca.

Czy oznacza to, że Rosja zaryzykuje jeszcze poważniejsze zaostrzenie stosunków z Zachodem i zaangażuje się w sprawy "oderwania" Grecji od Europy?

- Rosja nie ma możliwości ingerowania w sprawy Grecji. Natomiast wspiera politykę prowadzoną przez premiera Ciprasa. To polityka pod względem ekonomicznym straceńcza, ale trzeba zauważyć, że rozgrywka na linii Bruksela-Ateny-Moskwa par excellence to rozgrywka polityczna, a nie ekonomiczna. Rosja w tym sensie może wspierać Grecję finansowymi obietnicami, jak na przykład dzierżawą zakładów przemysłowych czy nabrzeży portowych. Inne scenariusze, z ingerencją w relacje Grecji z Unią Europejską, nie są możliwe - twierdzi prof. Materski.

Dr Kuspys uważa natomiast, że Kreml skorzysta na greckim kryzysie i spróbuje podjąć kolejny krok mający prowadzić do osłabienia Unii Europejskiej. Teraz wszystko zależy od decyzji Brukseli dotyczącej pomocy dla Grecji.

- Jeżeli Unia Europejska, czując oddech Rosji na plecach, ulegnie presji Grecji i zaoferuje pomoc, wówczas Ateny nie będą miały powodu, by wchodzi c w głębsze relacje z Moskwą. Natomiast jeżeli Grecy nie osiągną dla siebie korzystnego kompromisu w Brukseli, należy oczekiwać operacji i aktywnych działań ze strony Kremla. To przełoży się na dalszą współpracę, która będzie konsekwentnie zmierzać do rozbicia europejskiej solidarności i osłabienia Unii Europejskiej. To wydaje się nieuniknione. Wprawdzie nie za rok, ani za dwa, ale proces rozbijania solidarności europejskiej przez Rosję będzie postępował - powiedział Interii.

- W kontekście rywalizacji zachodu z Rosją nikt trzeźwo myślący w Europie z przyczyn geopolitycznych nie pozwoli na "utratę" Grecji - podkreśla jeszcze dr Drzonek. W jego ocenie premier Aleksis Cipras zręcznie wykorzystuje te "wiadome, ale niewidoczne na pierwszy rzut oka zależności", które wpływają na decyzje o charakterze ekonomicznym.

Czytaj też w serwisie INTERIA BIZNES Rozłam Zachodu może opłacać się Rosji

Referendum z błędem logicznym

Szef KE Jean-Claude Juncker zapowiedział, że będzie się domagał od premiera Grecji wyjaśnień, co tak naprawdę oznacza rezultat referendum, w świetle tego, że pytanie, jakie w nim zadano nie było aktualne. KE wskazuje, że program pomocowy, o który pytano Greków, wygasł z końcem czerwca, a warunki nowego nie zostały przedstawione. Przypomnijmy, że w niedzielę, piątego lipca - Grecy odpowiedzieli na długie i skomplikowane pytanie:

"Czy plan porozumienia przedstawiony przez Komisję Europejską, Europejski Bank Centralny i Międzynarodowy Fundusz Walutowy na spotkaniu Eurogrupy 25 czerwca 2015 roku, składający się z dwóch części i stanowiący ich jednolitą propozycję powinien zostać zaakceptowany? Pierwszy dokument zatytułowany jest "Reformy dla realizacji bieżącego Programu" a drugi "Wstępna analiza redukcji zadłużenia".

- Błąd logiczny w tym pytaniu nie ma znaczenia. To referendum miało pokazać, że Cipras ma rzeczywiste poparcie społeczne i to się stało: to do czego wzywał, osiągnęło większe poparcie niż to, czego chciała UE - ocenia Drzonek.

 - Premier Grecji pokazał, że jest zręcznym graczem na europejskich salonach. Proszę zwrócić uwagę, że tęgie unijne głowy zastanawiają się, co zrobić wobec szarży, na jaką pozwala sobie "jakiś tam Cipras". Co więcej, on tę szarżę wygrywa. Zobaczymy, czy wygra całą rozgrywkę - zastanawia się politolog.

Zobacz też wypowiedź Grzegorza Schetyny na temat Grecji:


Justyna Tomaszewska

Artur Wróblewski


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne