Reklama

Reklama

Ratujmy EmiLove serduszko. Potrzebna operacja, czas ucieka

"Lekarze od początku nie dawali zbyt wiele nadziei: Proszę Emilowi nie planować Komunii Świętej. Rokowania są pesymistyczne. Przecież wie pani od początku, jak jest z Emilkiem..."* Rodzice wiedzieli, "jak jest", ale postanowili się nie poddawać, choć czasu zostało niewiele.

Ledwie zdążył przyjść na świat, a lekarze już postawili najgorszą z diagnoz. Nie przeżyje - mówili, gdy w wieku 3 tygodni leżał z podejrzeniem sepsy. Ochrzczono go jeszcze w inkubatorze.

Emil Koryczan urodził się bardzo chory - jako drugi brat bliźniak. Ma wrodzoną wadę serca - tetralogię Fallota z zarośnięciem zastawki tętnicy płucnej oraz połączeniami systemowo-płucnymi. Cierpi także na skrajną hipoplazję tętnic płucnych. 

"Kolejni lekarze uświadamiali mnie, jak skomplikowaną wadę serca ma Emil, i że ona poważnie zagraża jego życiu. Naczynia płucne Emila nie rosną wraz z nim" - tłumaczy mama chłopca.

Reklama

Mimo, że diagnoza brzmiała jak najgorszy wyrok, kobieta postanowiła, że się nie podda. Poprosiła o płytę z angiografią. "Zdziwiona lekarka spytała, po co jej to. Mama odpowiedziała, że będzie rozsyłać po lekarzach z całego świata. Niepotrzebnie, nikogo pani nie znajdzie - usłyszała w odpowiedzi. I przez lata tak było, nikt, dosłownie nikt nie chciał się podjąć operacji".*

Wygląda jak cień swojego brata

Dziecko ma obecnie zaawansowaną sinicę - bardzo się męczy. Saturacje wahają się od 60 do 75 proc., a wartości hemoglobiny i hematokrytu są tak wysokie, że brakuje skali.

"Kiedy chłopiec stoi obok swojego zdrowego brata, wygląda jak jego cień, jakby znikał. Nikt do tej pory nie powiedział, że będzie dobrze, że można nic nie robić i jakoś to będzie. Nie, bo gdyby nic nie robić, Emil umrze".*

Szansa pojawiła się dopiero na początku grudnia ubiegłego roku. Jeden z ośrodków w Stanach Zjednoczonych zdecydował się podjąć operacji, która może uratować życie chłopca. Ogromna radość rodziców szybko zamieniła się w obawę - czy uda się zabrać potrzebne pieniądze?

Pieniądze trzeba zebrać do 31 marca

Operacja musi się składać z 2 lub 3 etapów. Pierwszą operację wyceniono na 1,3-1,7 mln dolarów. Do ustalenia terminu przyjęcia potrzebna jest kwota 800 tys. dolarów. Część badań będzie dodatkowo płatna.

Termin nagli.

"Amerykanie mówią deadline, czyli - w dosłownym tłumaczeniu - linia śmierci. Emil musi być operowany przed wrześniem, inaczej poziom tlenu w jego krwi spadnie tak nisko, że nic już nie da się zrobić. Żeby zaklepać mu miejsce we wrześniu i poczynić wszystkie przygotowania, musimy zebrać te pieniądze przed 31 marca" - poinformowała mama. 

"Napisałam już chyba do wszystkich świętych: prezesa NFZ, konsultanta wojewódzkiego, do ministra zdrowia z pytaniem, co mamy robić? Nie mamy podpisu odpowiedniego lekarza pod wnioskiem o refundację. Dlaczego? Nie wiemy, może jest ograniczona liczba dzieci, którym mogą podpisać, może kwota za życie Emila jest tak ogromna, że można uratować za to kilkoro innych dzieci i to się bardziej "opłaca". Nie wiemy... Wiemy tylko, że się nie poddamy" - mówi mama Emila.

Wcześniej rodzice nigdy tego nie robili, ale teraz zwracają się o pomoc do wszystkich, którzy chcą i mogą pomóc. "Emilek jest waleczny. Upada i się podnosi. I chce żyć. I jest szansa, by żył! Po raz pierwszy od urodzenia chłopca pojawia się nadzieja na naprawienie wady" - podkreśla matka chłopca.

Więcej informacji o Emilu:

facebook: www.facebook.com/emilkoryczan/

www.emilkoryczan.pl

* fragmenty oznaczone w ten sposób pochodzą ze strony SiePomaga

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy