Reklama

Reklama

Przewrotna historia o szaleństwie mediów i religijnym fanatyzmie

Autor bestsellerów "Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął" oraz "Analfabetka, która potrafiła liczyć" powraca z nową, jeszcze bardziej zdumiewającą powieścią!

Johan Andersson zwany Andersem Mordercą niemal całe dorosłe życie przesiedział w więzieniu za rozboje. Kiedy w wieku pięćdziesięciu sześciu lat wychodzi na wolność pełen skruchy postanawia żyć jedynie z wymuszeń. Traf chce, że na jego drodze stają kobieta pastor i recepcjonista podrzędnego hotelu, gotowi pomóc mu rozkręcić działalność. Interes idzie jak z płatka, do czasu kiedy Anders doznaje religijnego objawienia. Sprawy między wspólnikami niecnego procederu komplikują się aż do granic absurdu. 

Oto przewrotna historia o ludzkiej naturze, szaleństwie mediów i religijnym fanatyzmie, czyli o współczesnym świecie, który jest jednym wielkim paradoksem.

Reklama

FRAGMENT KSIĄŻKI:

W firmie zajmującej się masakrowaniem ludzi jest więcej spraw do omówienia, niż można by sądzić. Struktura zysków była następująca: osiemdziesiąt procent dla Andersa Mordercy i dwadzieścia procent dla recepcjonisty i pastor do podziału. Należało jednak uwzględnić także koszty uzyskania przychodu. Wykonawca zleceń będzie na przykład potrzebował nowych ubrań roboczych, jeżeli posiadane przez niego zostaną pokrwawione i nie dadzą się już uratować. To nie podlegało dyskusji. Anders Morderca przekonywał ponadto, że wydatki na piwo, które konsumował przed każdą operacją, powinny być dzielone między wszystkie strony. Uważał, że nie da się nikogo porządnie poturbować na trzeźwo. Recepcjonista i pastor odpowiedzieli, że z całą pewnością się da, potrzeba tylko trochę praktyki, której Andersowi Mordercy brak. Przyjęto zatem stanowisko, że w dniu, w którym czekała go akcja, musi ograniczyć konsumpcję.

Negocjacje dotyczące piwa Anders Morderca przegrał, natomiast zyskał poparcie zespołu w kwestii transportu. Zgodnie bowiem uznano, że nie przystoi, aby jeździł środkami komunikacji publicznej albo wsiadał na skradziony rower z kijem bejsbolowym na bagażniku. Postanowiono jednogłośnie, że spółka pokryje koszty przejazdu taksówką. Recepcjonista wynegocjował stałą cenę u Taxi-Torstena, dawnego stałego klienta Clubu Amore. Dziewczyny nazywały go Taxi-Dorszem i dlatego recepcjonista go zapamiętał. Per Persson wybrał się zatem do dawnego amatora płatnego seksu i wypalił prosto z mostu:

            - Ile byś chciał za bycie prywatnym szoferem na terenie wielkiego Sztokholmu przez godzinę albo dwie w jedno albo w dwa popołudnia?

            - Sześć tysięcy za każdy kurs - rzucił Taxi-Torsten.

            - Dostaniesz dziewięćset.

            - Zgoda!

            - I masz trzymać gębę na kłódkę, niezależnie od tego, co zobaczysz albo usłyszysz.

            - Przecież powiedziałem, że umowa stoi.

 

Zespół działał z powodzeniem. Co poniedziałek spotykał się na naradzie roboczej. Pierwotny cennik modyfikowano na bieżąco na podstawie relacji Andersa Mordercy, który przedstawiał trudności występujące przy wykonywaniu różnych rodzajów zleceń. Ceny uzależniano także od zamawianych kombinacji. Na przykład złamanie prawej nogi kosztowało piętnaście tysięcy koron i tyle samo żądano za złamanie lewej ręki. Ale już koszt kombinacji prawa noga plus lewa ręka wynosił nie trzydzieści tysięcy, tylko czterdzieści. A to w wyniku sugestywnych opisów Andersa Mordercy, że osobnik, któremu właśnie przetrącono bejsbolem prawą nogę, tak miota się i ciska po podłodze, że ni cholery nie można się dostać do jego lewej ręki. Zwłaszcza że egzekutor zleceń od początku miał problem z odróżnianiem prawej strony od lewej (podobnie jak zła od dobra).

Przestrzegano też norm etycznych. Pierwsza i najważniejsza brzmiała: dziecko nigdy nie może doznać uszczerbku, ani bezpośrednio, ani pośrednio, na przykład nie powinno widzieć, jak mama czy (najczęściej) tata dostaje łomot.

Druga zasada mówiła, że zadane obrażenia powinny być w jak największym stopniu uleczalne w miarę upływu czasu, innymi słowy ten, który odpokutował za swoje przestępstwo, nie powinien kuśtykać przez resztę życia. Oznaczało to na przykład ogromną ostrożność, jeśli chodzi o kolana, bo zmiażdżona rzepka jest trudna czy wręcz niemożliwa do odtworzenia. Odcięty palec natomiast mógł się zdarzyć. Dwa również. Na dłoń. Ale nie więcej.

Najbardziej popularne były złamania nóg i rąk za pomocą kija bejsbolowego. Ale niekiedy klient życzył sobie, aby to twarz delikwenta dobitnie informowała, że nie dopełnił tego, co do niego należało, i wtedy wchodziły w rachubę pięści i kastety, a w konsekwencji złamania kości szczęki, nosa oraz kości policzkowych, a także sińce i pęknięte łuki brwiowe (ten ostatni uszczerbek na urodzie najczęściej automatycznie następował sam).

Per Persson i Johanna Kjellander przekonywali się nawzajem, że każdy, kto dostawał po łbie za ich pośrednictwem, zapracował sobie na to. Zamawiający musiał przecież gruntownie uzasadnić swój wniosek. Jako jedyny spotkał się dotychczas z odmową narkoman uzależniony od heroiny wypuszczony niedawno z zakładu, który podczas psychoterapii zrozumiał, że wszystkiemu była winna jego obecnie dziewięćdziesięciodwuletnia przedszkolanka. Anders Morderca uważał co prawda, że coś w tym może być, ale Per Persson i Johanna Kjellander uznali, że dowody są zbyt słabe. Heroinista wyniósł się, nie uzyskawszy pomocy. Na dodatek dwa dni później babcia zmarła na zapalenie płuc, niwecząc tym samym wszelką możliwość zemsty.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy