Reklama

Reklama

Przetasowanie w SLD, PO bez koalicjanta - tak będzie wyglądała jesień w polskim parlamencie?

Już za kilka miesięcy poznamy skład polskiego parlamentu. Mimo, że scena polityczna skupia się aktualnie na wyborach prezydenckich, w tle słychać spekulacje jak bieżące wydarzenia wpłyną na rozkład sił w szeregach władzy ustawodawczej.

- Trudno powiedzieć, jakiego rozkładu sił w parlamencie możemy się spodziewać. Dzisiaj możemy być pewni, że będą tam dwie najsilniejsze partie, czyli Platforma Obywatelska i Prawo i Sprawiedliwość. Czy do Sejmu wejdzie Sojusz Lewicy Demokratycznej, Polskie Stronnictwo Ludowe, czy inne podmioty to dzisiaj wróżenie z fusów. Na to wpływ będą miały wyniki wyborów prezydenckich oraz to jak sytuacja w Polsce potoczy się przez następne miesiące - tłumaczy dr hab. Maciej Drzonek z Instytutu Politologii i Europeistyki Uniwersytetu Szczecińskiego.

Reklama

- Wydaje się, że może nastąpić pewne przetasowanie w parlamencie. Jeżeli Magdalena Ogórek będzie miała bardzo słaby wynik w wyborach prezydenckich to mogą nastąpić pewne wewnętrzne przetasowania w SLD, co z kolei może spowodować pojawienie się następnego podmiotu lewicowego - dodaje politolog.

Oprócz największych partii, zajmujących do tej pory stabilne pozycje, na polskiej scenie politycznej możemy zauważyć wiele nowych podmiotów, takich jak np. partia KORWiN. Jak zapowiedział w radiowej Jedynce Janusz Korwin-Mikke jest on otwarty na współpracę z Pawłem Kukizem, Marianem Kowalskim, Grzegorzem Braunem, czy Jackiem Wilkiem.

- Zanosi się na w miarę dobry rezultat wyborczy Pawła Kukiza, który zapewne będzie próbował kontynuować swoją działalność polityczną, startując w wyborach parlamentarnych. Pytanie czy Paweł Kukiz będzie próbował robić to samodzielnie, czy w koalicji z innym podmiotem, np. partią KORWIN i czy ten eksperyment się powiedzie - mówi dr hab. Maciej Drzonek.

Zgodnie z ordynacją wyborczą połączenie sił w koalicję oznacza próg wyborczy na poziomie 8 proc. W przypadku partii i komitetów wyborczych jest to 5 proc.

- Jeżeli mniejsze ugrupowania połączyłyby swoje siły to konieczne byłoby zarejestrowanie ich, jako koalicji. 8 proc. poparcia to dosyć dużo. Tylko Januszowi Palikotowi udało się w krótkiej historii IIIRP stworzyć podmiot polityczny od nowa i doprowadzić ten podmiot do Sejmu. Ponadto w przypadku Janusza Korwin-Mikkego i Pawła Kukiza mamy do czynienia z postaciami charyzmatycznymi. Myślę, że gdyby ci kandydaci się połączyli to tylko na czas wyborów. Osobowości obydwu panów raczej wskazują na to, że ta koalicja nie byłaby trwała - tłumaczy ekspert.

- W każdym państwie jest grupa niezdecydowanych wyborców, którym nie odpowiadają partie głównego nurtu i w przypadku poprzednich wyborów część tego elektoratu poszła w stronę Janusza Palikota. Dzisiaj, kiedy obserwujemy preferencje polityczne społeczeństwa polskiego, możemy stwierdzić, że przesuwają się one lekko w prawą stronę sceny politycznej. Stąd wydaje się, że większe szanse mają generalnie ugrupowania prawicowe - dodaje.

- Wydaje się zatem, że spośród dwóch największych partii politycznych realną szansę na lepszy wynik ma PiS. Oczywiście celem tej partii jest uzyskanie ponad 230 mandatów w Sejmie, ale nawet jeśli okaże się to niemożliwe, właśnie ugrupowanie Jarosława Kaczyńskiego może znaleźć się w lepszej sytuacji koalicyjnej od swojego głównego konkurenta politycznego. Wyborcy kontestujący obecny układ władzy w Polsce, czyli przede wszystkim zwolennicy Kukiza i Korwina, protestują przecież przede wszystkim przeciw aktualnie rządzącym a nie przeciw opozycji - podkreśla politolog z Uniwersytetu Szczecińskiego.

- Ostatnie działania Platformy wskazują na to, że trochę podcina sobie możliwość zawarcia koalicji z SLD. PO skręca w lewo, czyli podbiera elektorat SLD i w ten sposób zmniejsza szanse SLD na wprowadzenie znacznej liczby posłów do przyszłego parlamentu. To jest taka taktyka, niby sprytna, ale z drugiej strony, patrząc strategicznie to jest to ryzykowna gra. Platforma może zabrać część lewicowego elektoratu, ale potem uniemożliwi wejście do Sejmu formacji lewicowej i w praktyce nie będzie mogła zawrzeć koalicji z nikim poza Polskim Stronnictwem Ludowym. A PSL raczej nie zdobędzie takiego wyniku, jaki miało w ostatnich wyborach samorządowych, bo zdaję się, że książeczek już nie będzie - podsumowuje dr hab. Maciej Drzonek.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy