Reklama

Reklama

​Przegrana PO będzie końcem Ewy Kopacz?

Rozliczenia w Platformie Obywatelskiej po przegranych wyborach parlamentarnych mogą być krwawe.

Na potrzeby kamer telewizyjnych rządząca jeszcze partia deklaruje jedność. Koszmarna kampania Bronisława Komorowskiego, której szefem był kojarzony z Grzegorzem Schetyną Robert Tyszkiewicz, nie została rozliczona i żadne głowy nie pospadały.

Ewa Kopacz okazała łaskę, ale nie może raczej liczyć na wzajemność. Jeśli Platforma przegra jesienne wybory, Grzegorz Schetyna spróbuje odebrać jej przywództwo w partii. 
Donald Tusk pod koniec swojej kadencji nie ukrywał, że uważa Schetynę za swojego najgroźniejszego wewnątrzpartyjnego konkurenta. W ten sposób tłumaczył pozbawianie go kolejnych stanowisk: wicepremiera, ministra, marszałka Sejmu, szefa regionu.

Ewa Kopacz jako najbardziej zaufana Donalda Tuska w naturalny sposób staje się wrogiem Schetyny, sponiewieranego ciągłymi upokorzeniami ze strony byłego przyjaciela. Kopacz udało się kupić spokój w zamian za ministerialne stanowisko Schetyny, ale tylko do jesieni. Partia umówiła się bowiem, że po wyborach parlamentarnych odbędą się wybory przewodniczącego PO.

Po europejskim awansie Tuska PO pod przywództwem Ewy Kopacz przegrała drugie kolejne wybory (w 2014 r. PO zdobyła więcej mandatów do sejmików wojewódzkich, ale mniej głosów niż PiS). Wydaje się, że trzecia kolejna porażka już nie przejdzie. Tym bardziej że PO przyzwyczaiła się do seryjnego wygrywania.

- Tak naprawdę Platforma Obywatelska nie ma przewodniczącego w rozumieniu polityka, który posiada legitymację wewnątrzpartyjną. Ewa Kopacz objęła stanowisko ze względu na pełnienie funcji pierwszego wiceprzewodniczącego. Została przewodniczącym jakby z urzędu. Co oznacza, że ona nie ma legitymacji do pełnienia tej funkcji innej niż to, że została rekomendowana przez Donalda Tuska - mówi Interii dr Olgier Annusewicz z Uniwersytetu Warszawskiego.

- Jeśli dojdzie do przegranej, to nie wyobrażam sobie sytuacji, w której członkowie Platformy Obywatelskiej uznają, że nic się nie stało i że Ewa Kopacz powinna dalej partią zarządzać - dodaje politolog.

Z drugiej strony zwycięstwo z będącymi na fali PiS-em i Pawłem Kukizem sprawi, że Ewa Kopacz przejmie partię już na serio. Bo teraz ma ją trochę po znajomości.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama