Reklama

Reklama

Prof. Marciniak: Donbas jest blokowany, rośnie nerwowość

Sytuacja w Donbasie pogarsza się, jest on blokowany z dwóch stron. Szefowie republik ługańskiej i donieckiej mogą czuć się naciskani i stąd bierze się rosnąca nerwowość - mówi w rozmowie z Interią profesor Włodzimierz Marciniak, tłumacząc zaostrzenie walk na wschodzie Ukrainy.

Pozycje ukraińskich sił rządowych w Donbasie zostały ostrzelane w sobotę 109 razy. To rekordowa intensywność ostrzałów w ciągu ostatnich miesięcy. Co jest powodem zaognienia sytuacji?

Reklama

Profesor Włodzimierz Marciniak, politolog i rosjoznawca, w latach 1992-1997 pracował na stanowisku radcy w polskiej ambasadzie w Moskwie: - W tym regionie cyklicznie obserwujemy zaostrzenie walk. Jeśli chodzi o bieżące wydarzenia, to powody są dwa. Po pierwsze, stało się jasne, że porozumienie Mińsk II jest trudne do zrealizowania. Być może takie akcje zbrojne są podejmowane, by częściowo zmienić sytuację. Po drugie, coraz gorzej dzieje się w samym Donbasie, jest on blokowany z dwóch stron. Ukraińcy utrudniają przepływ środków finansowych do regionu, a Rosjanie blokują granicę - jest wykopywany głęboki rów. Szefowie republik ługańskiej i donieckiej mogą czuć się naciskani i stąd się bierze ich rosnąca nerwowość.

W jaką stronę zmierza ten konflikt - czy Władimirowi Putinowi chodzi o ciągłe destabilizowanie sytuacji na Ukrainie, czy ma w planie aneksję kolejnych terenów i utworzenie lądowego korytarza, łączącego Rosję z Krymem?

- Obserwując działania Moskwy można stwierdzić, że na Kremlu jest już pełna świadomość, iż nie uda się przyłączyć części obwodu donieckiego i części obwodu ługańskiego do Rosji.

Władimir Putin jest zainteresowany, by te obszary formalnie zostały w granicach Ukrainy i taki jest aktualny cel jego polityki. Problem leży w statusie tych terenów. Rosjanie chcą, by Kijów miał minimalny wpływ na to, co będzie działo się w Doniecku i Ługańsku i równocześnie, by Moskwa mogła wywierać skuteczne naciski na przywódców Ukrainy. Kreml zamierza wypracować status, w którym części tych prorosyjskich regionów będą formalnie w składzie Ukrainy, ale faktycznie kontrolować ma je Rosja.

Jest to jednak zadanie niewykonalne. Separatyści z Doniecka coraz częściej powtarzają, że są gotowi formalnie uznać zwierzchność ukraińskiej konstytucji pod warunkiem, że będą mieli władzę nad swoim regionem. Ale z punktu widzenia Kijowa oni są przestępcami, a więc nie jest możliwe, by znaleźć kompromisowe rozwiązanie.

Jaki jest możliwy rozwój wydarzeń? Czy Władimir Putin może doprowadzić do wojny w Europie?

- Myślę, że konflikt będzie tlił się miesiącami albo nawet latami. Choć nie jest wykluczone, że nastąpi nagły wzrost napięcia i eskalacja konfliktu przez Rosję. Ostatnie wypowiedzi Putina wskazują, że może rozważać taki scenariusz. Ale będzie to zależało od okoliczności, sytuacji wewnętrznej na Ukrainie i w Rosji, a także relacji Moskwy ze światem zachodnim.

Moskwa próbuje zahamować integrację Ukrainy z Europą. 3 czerwca do Brukseli dotarł poufny projekt umowy mającej uregulować stosunki handlowe między UE, Ukrainą i Rosją. Czy te dyplomatyczne zabiegi Putina mają szansę na powodzenie?

- Nawet jeśli część Donbasu zostanie oderwana od Ukrainy i Rosja naruszy integralność terytorialną kraju, to nadal nie będzie wykluczona integracja z Unią Europejską. Doskonałym przykładem jest Cypr, który przyłączył się do Unii mimo że jest podzielony.

Moim zdaniem, kwestia integracji Ukrainy z UE była pretekstem. Władimir Putin wykorzystał to do zaognienia sytuacji u sąsiada i wywołania kryzysu, a celem było zachowanie politycznego wpływu na Kijów. Ale Kreml przegrał - Rosja nadal próbuje "przemycić" partię rosyjską do ukraińskiego życia politycznego w postaci dwóch specjalnych regionów, ponieważ jest już jasne, że poważna rosyjska siła nie ma tam racji bytu.

Zabiegi dyplomatyczne Putina traktuję jako próbę wybrnięcia przez Rosję z trudnej sytuacji. Sankcje, nawet te cząstkowe, są dla Moskwy dolegliwe, a możliwość politycznego przełamania kryzysu nie jest już możliwa. Przypomnę, że podczas ostatniego posiedzenia grupy G7 został wysłany wyraźny sygnał, że warunkiem dalszej współpracy i rozmów jest zmiana na stanowisku prezydenta Rosji.

Czy prezydent elekt Andrzej Duda może doprowadzić do zmiany w stosunkach Polski z Ukrainą i Rosją?

- Wszystko zależy od wyników wyborów parlamentarnych i od tego, czy powstanie stabilna większość parlamentarna. Jeśli tak się stanie, to zmiana w relacjach między Warszawą a Moskwą będzie przesądzona. Kreml od lat grał konfliktem wewnątrz Polski - jeśli tego sporu już nie będzie, to Putin zostanie zmuszony do obrania nowej strategii. Ważnym gestem jest depesza gratulacyjna prezydenta Rosji do Andrzeja Dudy, która została wysłana jeszcze przed ogłoszeniem oficjalnych wyników przez PKW.

Jeśli chodzi o stosunki z Ukrainą, to prezydent elekt dał już jasny sygnał, że oczekuje inicjatywy ze strony Kijowa. Mam nadzieję, że Duda zerwie z polityką poprzedniej ekipy, zgodnie z którą Polska jest skazana na pomoc Ukrainie. Nasze relacje w przyszłości nie mogą tak wyglądać.

Rozmawiała: Antonina Kotarba

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne