Reklama

Reklama

​Powyborcze scenariusze: "Ciche, warunkowe wsparcie Kaczyńskiego przez ludzi Schetyny"

Z najnowszego badania przeprowadzonego przez TNS dla "Gazety Wyborczej" wynika, że Prawo i Sprawiedliwość niezmiennie plasuje się na pierwszym miejscu z wynikiem 32,5 proc. głosów. Na 26,3 proc. głosów może liczyć Platforma Obywatelska. Gdyby podobna tendencja utrzymała się do 25. października, władzę w Polsce obejmie PiS. Jakie mogą być scenariusze takiej decyzji Polaków - zapytaliśmy prof. dr hab. Rafała Chwedoruka, politologa z Uniwersytetu Warszawskiego.

Kto będzie przyjacielem PiS?

Przy ewentualności, na jaką wskazują sondaże, po 25. października Prawo i Sprawiedliwość obejmie władzę. Czy będzie to jednak większość bezwzględna, czy PiS będzie zmuszone do poszukiwania koalicjanta?

- Myślę, że nawet w sytuacji, gdy Prawo i Sprawiedliwość nie zdobędzie większości bezwzględnej, nie będzie musiało zwracać się do nikogo z ofertą o zawarcie koalicji. Przyczyna jest prosta - większość małych ugrupowań nie będzie zainteresowana kolejnymi, natychmiastowymi wyborami, ponieważ takie partie są zawsze ofiarami przedterminowych wyborów. Kolejne wybory byłyby tak naprawdę plebiscytem, czy PiS ma rządzić czy nie. Wtedy głosy zbierałoby albo PiS albo PO - wyjaśnia prof. dr hab. Rafał Chwedoruk.

Reklama

- Biorąc jednak pod uwagę ewentualny skład przyszłego Sejmu, możliwości koalicyjnych dla Prawa i Sprawiedliwości jest wiele - zaznacza.

Zdaniem politologa możemy zakładać kilka scenariuszy.

- Po pierwsze, możemy sobie wyobrazić nieformalne wsparcie Pawła Kukiza, czy nawet formalne, związane z przeforsowaniem konkretnych ustaw. Analogiczna sytuacja może mieć miejsce z Januszem Korwin-Mikkem - wskazuje ekspert.

- W roli koalicjanta możemy sobie wyobrazić także PSL. Jeśli ta partia wejdzie do Sejmu, to na pewno z mało imponującym rezultatem, a to z kolei może skutkować zmianami wewnątrz tej partii. Ludowcy, którzy są  w najtrudniejszej sytuacji w swoich dziejach po ’89 roku, na pewno nie będą zainteresowani szybszymi wyborami - wyjaśnia politolog z UW.

- Wreszcie, możemy mieć również do czynienia z najbardziej makiawelicznym scenariuszem, czyli wsparciem ze strony PO. Chyba nikt już nie ma wątpliwości, że w szeregach PO jest strukturalny konflikt, który nie zakończy się żadnym nowym kompromisem. To jest wojna domowa, która może się zakończyć zwycięstwem wyłącznie jednej ze stron. Gdyby przegranym było środowisko Grzegorza Schetyny, to polityk ten będzie musiał odejść ze swoimi stronnikami z partii Ewy Kopacz i Donalda Tuska. Wzajemne animozje między Schetyną a Prawem i Sprawiedliwością są mniej nacechowane emocjami, niż walka głównego nurtu PO (na czele z Ewą Kopacz) z PiS. Wobec tego można sobie wyobrazić ciche, warunkowe wsparcie Kaczyńskiego przez ludzi Schetyny - przewiduje ekspert.

- Jeśli nurt związany z Donaldem Tuskiem i Ewą Kopacz utrzymałby władzę w PO, to Schetyna może odejść z tej partii. Po wydarzeniach z tego tygodnia, jest to zupełnie możliwe. Zauważmy też, że kwestia taśm Kulczyka tworzy nowe okoliczności. Te taśmy raczej nie odegrają roli w tej kampanii, bo jest późno, ale one mogą stać się orężem w kampanii wewnątrz PO o schedę po Ewie Kopacz. Pytanie, czy Schetyna przejmie władzę w PO, czy zostanie wypchnięty z tej partii? Symboliczne wypchnięcie już miało miejsce, a jest nim zesłanie do najtrudniejszego dla Platformy okręgu wyborczego, czyli do woj. świętokrzyskiego. Nigdzie dalej, Schetyny wyrzucić nie można - mówi.

- Możliwości koalicyjnych jest wiele, co powoduje, że wzrasta prawdopodobieństwo przetrwania rządu mniejszościowego. Może takie ciche wsparcie ma większą szansę niż oficjalna koalicja. Tak naprawdę ani z Kukizem ani z Korwin-Mikkem, PiS nie chce zawierać stałych koalicji - dodaje.

Polityczne kradzieże

Oprócz poszukiwania koalicjantów, równie skuteczne może się okazać pozyskiwanie pojedynczych posłów. - Moim zdaniem, takie odpływy do PiS są możliwe, ale nie od razu po wyborach - twierdzi prof. dr hab. Chwedoruk.

- W przypadku takich formacji, jak KORWiN czy Kukiz’15, posłowie będą wiedzieli, że wszystko zawdzięczają liderowi, co będzie ich przy tej partii trzymać. Im bliżej końca kadencji, tym bardziej rośnie prawdopodobieństwo odpływów. Pamiętajmy także, że PiS zawsze będzie miało w ręku straszak na małe partie w postaci możliwości doprowadzenia do wcześniejszych wyborów - dodaje.

PiS w obliczu samodzielnych rządów

Oprócz scenariusza z niewystarczającą liczbą głosów dla PiS, istnieje także możliwość pozyskania takiej ich liczby, aby mieć większość bezwzględną. Ekspert przewiduje, że w takim przypadku, PiS może stanąć przed poważnym problemem.

- Większym problemem niż niemożność zawarcia koalicji, mogą być kłopoty w  relacjach między PiS a jego obecnymi koalicjantami, czyli Zbigniewem Ziobro, czy Jarosławem Gowinem. Tu mogą się pojawić napięcia - twierdzi politolog.

- Tu pojawia się pytanie: Czy PiS, jako partia a nie Zjednoczona Prawica, będzie miało ponad połowę mandatów? Jeśli samo PiS będzie miało ponad połowę mandatów, to wówczas Beata Szydło i Jarosław Kaczyński będą mogli wszystko. Jeśli jednak tak nie będzie, to mogą się pojawić napięcia między PiS a mniejszymi formacjami Zjednoczonej Prawicy - przewiduje ekspert.

- Nie pojawi się to na początku, ale podczas pierwszego kryzysu już tak. Pamiętajmy, że konflikt ze środowiskiem Zbigniewa Ziobry jest silnie nacechowany emocjami. To była wojna domowa. W przypadku Gowina pojawiają się olbrzymie różnice w kwestiach społeczno-gospodarczych. To w naturalny sposób może rodzić problemy - podsumowuje prof. dr hab. Rafał Chwedoruk.


Reklama

Reklama

Reklama