Reklama

Reklama

Porwanie egipskiego samolotu. Niebezpieczny precedens

Jeśli potwierdzą się informacje, że motywem porwania egipskiego samolotu lecącego z Aleksandrii do Kairu, były sprawy osobiste, to mamy do czynienia z niebezpiecznym precedensem. To typowy akt terroru o charakterze kryminalnym, którego możliwość wystąpienia, jak się wydawało, została już wyeliminowana - mówi w rozmowie z Interią Andrzej Mroczek z Centrum Badań nad Terroryzmem Collegium Civitas.

Niepokojące informacje dotarły rano z Egiptu. Jeden z pasażerów sterroryzował załogę samolotu linii EgyptAir, lecącego z Kairu do Aleksandrii. Samolot wylądował w Larnace na Cyprze. Mężczyzna twierdził, że ma na sobie pas szahida i groził detonacją ładunków. Ostatecznie służby ustaliły, że była to atrapa. 

Reklama

Cypryjskie media podały, że motywem uprowadzenia maszyny są sprawy osobiste. Pojawiły się informacje, że porywacz zażądał spotkania ze swoją żoną, z którą ma czworo dzieci. Doniesień nie potwierdziły służby. 

Prezydent Cypru Nikos Anastasiadis oświadczył, że zdarzenie nie ma związku z terroryzmem. MSZ Cypru poinformowało, że porywacz został aresztowany. 

Porwanie egipskiego samolotu. Przebieg akcji 

Niebezpieczny precedens

Zdaniem Andrzeja Mroczka, mamy do czynienia z typowym aktem terroru o charakterze kryminalnym. - Od lat nie mieliśmy do czynienia z tego typu aktem - mówi w rozmowie z Interią ekspert ds. terroryzmu. 

I przypomina, że uprowadzenia statków powietrznych były domeną nie tylko terrorystów, ale też kryminalistów i osób, które próbowały uciec z terytoriów rządzonych przez komunistów w latach 70. i 80. poprzedniego stulecia. - Wtedy dochodziło do bardzo dużej liczby tego typu aktów terroru, ale na przestrzeni lat stworzono takie mechanizmy zabezpieczenia fizycznego i technicznego, że wydawało się, że nie ma już możliwości uprowadzenia samolotu, a przynajmniej zostało zminimalizowane ryzyko - wyjaśnia nasz rozmówca.

- To bardzo niebezpieczny precedens - ocenia zdarzenie, do którego doszło w samolocie egipskich linii lotniczych. 

Zwłaszcza, że kilka miesięcy temu doszło do katastrofy rosyjskiego samolotu na Synaju. Maszyna została porwana i wysadzona w powietrze przez dżihadystów 31 października 2015 r. Podróżowali nią turyści z Sharm El-Sheikh do Petersburga. 

- Wtedy osoby zatrudnione na lotnisku pomagały terroryście wnieść materiały wybuchowe na pokład. Wydawałoby się, że Egipt, który walczy o odbudowę dobrego imienia i zagwarantowanie bezpieczeństwa turystom, wyciągnął wnioski z tamtego wydarzenia, i przedsięwziął takie działania, dzięki którym nawet na lokalnych liniach krajowych bezpieczeństwo uległo znacznej poprawie  - stwierdza Andrzej Mroczek. 

Zupełnie wyeliminowanie ryzyka niemożliwe

Po katastrofie rosyjskiego samolotu zmieniono procedury i przede wszystkim przefiltrowano osoby zatrudnione na terenie portu. - Wtedy zawiódł czynnik ludzki. Jeśli chodzi o zabezpieczenie techniczne to lotniska egipskie spełniają pożądane normy. Jednak wewnętrzne procedury na lotniskach w różnych zakątkach świata nie są takie same. Jak widzimy, nie można przedsięwziąć środków ostrożności, które by w stu procentach wyeliminowały takie sytuacje - mówi nasz rozmówca. 

Zdaniem eksperta, ze szczególnie niebezpieczną sytuacją mielibyśmy od czynienia, gdyby potwierdziły się informacje o posiadaniu pasa szahida przez sprawcę. - To znowu obnażyłoby brak należytej kontroli na lotniskach Egiptu - wyjaśnia Andrzej Mroczek. 

Incydent na pokładzie egipskich linii lotniczych budzi niepokój, zwłaszcza w kontekście zeszłotygodniowego ataku terrorystycznego na lotnisku Zaventem w Brukseli, i silnego nacisku na zwiększenie bezpieczeństwa portów lotniczych. 

Izrael godny naśladowania

- Stosowane na lotniskach procedury, algorytmy, zabezpieczenie techniczne i fizyczne, w chwili obecnej pozwalają zminimalizować ryzyko przeniesienia niebezpiecznego ładunku na pokład samolotu. Mówimy o pokładzie samolotu, czyli o porwaniu samolotu bądź dokonaniu aktu wysadzenia samolotu w powietrze. Natomiast jak pokazują ostatnie wydarzenia w Brukseli, nie możemy w stu procentach wyeliminować zagrożenia, że nie dojdzie do incydentów na terenie bądź w pobliżu lotniska. Równie dobrze można podjechać na parking, zostawić samochód i spowodować bardzo poważne szkody w mieniu i dużą liczbę ofiar - wyjaśnia ekspert.

Według Andrzeja Mroczka, przykładem skutecznego zabezpieczenia lotnisk są rozwiązania stosowane na terenie Izraela. - Tam oprócz punktów kontroli dostępu do samej strefy bezpieczeństwa, są wytyczone wcześniej punkty kontrolne. Na drodze dojazdowej do lotniska są wyznaczone różnego rodzaju strefy, które pozwalają w znacznym stopniu na wyeliminowanie osób, które chciałyby dokonać aktu terroru w pobliżu portu lotniczego, jak i na terenie portu i w samym samolocie - zwraca uwagę nasz rozmówca.

Efekt domina

To, że niemożliwe jest zupełne wyeliminowanie ataków na lotniskach ze strony terrorystów, wynika również ze strategii ich działania. - Terroryści stosują różnego rodzaju ominięcia zabezpieczeń. Można powiedzieć, że dostosowują się do zmiennej, a tą zmienną jest nieustające ulepszanie zabezpieczenia technicznego i fizycznego - wyjaśnia specjalista z Collegium Civitas. 

- Oprócz tego, że prawdopodobieństwo wystąpienia potencjalnych ataków ze strony Państwa Islamskiego czy Al-Kaidy w najbliższych miesiącach jest bardzo duże, to niebezpiecznym precedensem jest to, że osoby niezwiązane z organizacjami terrorystycznymi na zasadzie efektu domina będą chciały usiłować indywidualnie przeprowadzić różnego rodzaju incydenty - przewiduje nasz rozmówca. 

- Po każdym akcie terroru obserwujemy również nasilenie się fałszywych powiadomień, tak jak to miało miejsce w przypadku lotniska w Modlinie - dodaje w rozmowie z Interią Andrzej Mroczek. 

Dowiedz się więcej na temat: Egipt | Cypr

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje