Reklama

Reklama

Polski rząd się cofnie? Ekspert: KE nie jest naiwna

Nie sądzę, by KE spodziewała się, że polski rząd się cofnie. Nie są na tyle naiwni - mówi dr Andrea Despot z Akademii Europejskiej w Berlinie. Zaznacza jednak, że sprawy nie można lekceważyć, ponieważ spór dotyczy fundamentów europejskiej idei.

Z Despot rozmawialiśmy w Bonn podczas konferencji Global Media Forum organizowanej przez Deutsche Welle.

Agnieszka Waś-Turecka, Interia: Twierdzi pani, że postawa eurosceptyczna stała się modna wśród europejskich polityków. Dlaczego?

Dr Andrea Despot*, Akademia Europejska w Berlinie: - Tak jest łatwiej. Prościej sprzedać wyborcom program pełen populistycznych haseł, apelując do ich emocji i niepokojów, niż odnosić się do konkretnych argumentów. Sprawy europejskie nie należą do najłatwiejszych - zazwyczaj to dość skomplikowane kwestie. Potrzeba wachlarza informacji i punktów widzenia 28 krajów, by je zrozumieć. W Europie nie ma jednoznaczności.

Reklama

Za eurosceptyczny - w najlepszym wypadku - uważany jest także polski rząd. Czy z zagranicznego punktu widzenia sytuacja w Polsce naprawdę wygląda tak źle, że Komisja Europejska musiała wszcząć procedurę ochrony państwa prawa? Procedurę, z której nigdy wcześniej nie korzystała.

- To faktycznie jest precedens. Jako Niemcom szczególnie trudno nam zrozumieć, skąd bierze się ten eurosceptycyzm, czy nawet antyeuropejskość - zwłaszcza w Polsce, która przecież bardzo aktywnie zabiegała o członkostwo w UE i bardzo wiele na integracji zyskała, choćby w wymiarze funduszy strukturalnych. Z jednej strony zatem, być może właśnie ten brak zrozumienia ze strony Brukseli zaowocował takim a nie innym działaniem. Z drugiej strony to, co dzieje się w Polsce jest - obiektywnie rzecz biorąc - alarmujące i wzbudza wśród obserwatorów niepokój.

Tylko czy działanie KE nie jest zbyt ostre?

- Jedni uważają, że tak, a inni mówią: wciśnijmy hamulec, zanim sytuacja wymknie się spod kontroli. Bo to nie tylko TK, ale także choćby media publiczne.

Czy działanie KE przynosi zamierzone skutki?

- Osobiście wątpię, by robiło jakiekolwiek wrażenie na rządzie w Warszawie. To jednak, czy tak jest, czy nie, okaże się dopiero za jakiś czas.

Europa boryka się obecnie z wieloma problemami - kryzys migracyjny, kryzys euro, rosnący wpływ ruchów skrajnie prawicowych. Dlaczego w czasie, gdy tym czego UE potrzebuje najbardziej jest jedność, KE zdecydowała się na konflikt z państwem członkowskim?

- Na pierwszy rzut oka może wydawać się, że spór z Polską odciąga Unię od prawdziwych problemów. Jednak sprawa dotyczy kluczowej części tego, o co tak naprawdę chodzi w Europie. To istota europejskiego projektu. Wolności obywatelskie, prawa człowieka, trójpodział władzy... Wbrew pozorom to nie jest problem o niewielkim znaczeniu, ale jeden z fundamentów idei europejskiej.

Wygląda na to, że spór narasta. Ani KE, ani polski rząd nie mają zamiaru zrobić kroku w tył. Co dalej? Bo wiadomo, że na przeforsowanie sankcji wobec Polskie KE nie ma szans.

- To istotnie trochę taka wydmuszka. Nie sądzę, by KE spodziewała się, że Warszawa się cofnie. Nie są na tyle naiwni. Jednak pamiętajmy o kontekście - co chwilę słyszymy odnośnie do różnych spraw, że UE nie potrafi zająć konkretnego stanowiska. Dlatego w tym przypadku to stanowisko zostało zajęte.

- Wszczęcie procedury przez KE to także sygnał dla społeczeństwa obywatelskiego w Polsce, a nawet dla opozycji, że ma prawo bronić swoich wolności. Nie interpretuję tego jako interwencji z zewnątrz, ale właśnie jako sygnał dla tych, którzy chcieliby, by sytuacja w Polsce wróciła do stanu sprzed sporu o TK.

W jaki sposób sytuacja na linii KE-Warszawa wpływa na pozycję Polski w UE? Czyni nas słabszymi, czy wręcz przeciwnie - pokazuje nasze zdecydowanie?

- Unia Europejska opiera się na negocjowaniu i kompromisie. Dlatego może się okazać, że jeśli państwo nie jest elastyczne, albo nie jest zainteresowane porozumieniem, to pole do negocjacji jest ograniczone. W tym znaczeniu może się okazać, że trudniej będzie realizować niektóre plany czy założenia, nie dotyczące bezpośrednio przedmiotu sporu. Może to zatem stanowić pewne ograniczenie, ale nie sądzę, by ktokolwiek aktywnie starał się blokować rozmowę na linii Bruksela-Warszawa. A wręcz przeciwnie. Teraz właśnie jest na nią czas.

Niektórzy komentatorzy zwracają uwagę, że spór KE z Polską odbywa się z korzyścią dla antyeuropejskich ruchów skrajnie prawicowych, które wykorzystują go jako przykład ingerencji UE w wewnętrzne sprawy państwa członkowskiego.

- Do pewnego stopnia faktycznie napędza to populistyczną retorykę ruchów prawicowych, które wykorzystują spór do budowania argumentacji emocjonalnej, opartej na przekłamaniach i uprzedzeniach. W tym sensie pośrednio gra do bramki tych, którzy zbijają polityczny kapitał na kursie antyeuropejskim.

* Dr Andrea Despot jest politologiem, ekspertką ds. Europy Wschodniej, obecnie sprawuje funkcję m.in. zastępcy dyrektora Akademii Europejskiej w Berlinie.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy