Reklama

Reklama

"Polska nie ma szans konkurować wysokością świadczeń pieniężnych na dzieci"

Podpisanie przez prezydenta projektu ustawy wprowadzającej świadczenie 500 złotych na dziecko zmieni polską politykę rodzinną? - Wspieranie rodziny nie musi i nawet nie powinno odbywać się tylko przez świadczenia pieniężne - wskazuje w rozmowie z Interią prof. dr hab. Irena E. Kotowska. Sprawdziliśmy, jak inne kraje radzą sobie z niżem demograficznym i czy rozwiązania, które wprowadzono za granicą przyczyniły się do podjęcia decyzji o powiększaniu rodziny.

Problem polski

Program "Rodzina 500 plus" ma być odpowiedzią na poważny problem polskiego społeczeństwa - niski wskaźnik dzietności. Jak często wskazywano, 500 zł na drugie i kolejne dziecko miałoby zachęcić rodziców do podjęcia decyzji o powiększeniu rodziny.

Czy tak się stanie? Zapytaliśmy prof. dr hab. Irenę E. Kotowską ze Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie. - Wspieranie rodziny nie musi i nawet nie powinno odbywać się tylko przez świadczenia pieniężne - zaznacza ekspertka.

Zdaniem prof. dr hab. Kotowskiej, wspieranie polskich rodzin koncentruje się na fazie rozwoju rodziny, czyli prokreacji, co znajduje uzasadnienie w utrzymującej się niskiej dzietności. Polska należy do krajów Unii Europejskiej o niskich nakładach na politykę rodzinną. - Jestem zwolenniczką zwiększenia kwot przeznaczanych z budżetu państwa na rodzinę, jednak - moim zdaniem - należy te środki kierować przede wszystkim na poprawę dostępu do usług edukacyjno-opiekuńczych oraz poprawę ich jakości. Poza tym tworzenie nowego świadczenia według odrębnych zasad, poza systemem pieniężnych świadczeń w ramach polityki rodzinnej, uważam za zasadniczy błąd - komplikuje system i pociąga za sobą dodatkowe koszty obsługi - tłumaczy.

Reklama

Jak wskazuje profesor Kotowska, "ważne jest, aby rodzice byli w stanie samodzielnie pozyskiwać wystarczające dochody", co oznacza, że należy rozwijać rozwiązania pozwalające na łączenie obowiązków opiekuńczych i zawodowych. - Brak miejsc w żłobkach utrudnia powrót matek do pracy po urodzeniu dziecka, a wysokie koszty opieki prywatnej dla kobiet mniej zarabiających sprawiają, że bardziej opłaca się zostać z dzieckiem w domu - dodaje.

Jednocześnie, ekspertka podkreśla, że w ostatnich latach wprowadzono w Polsce rozwiązania sprzyjające rodzinom. - Wprowadzony w 2008 r. dodatkowy urlop macierzyński oraz w 2009 roku urlop ojcowski pomagają pracującym rodzicom w organizacji opieki nad dzieckiem. Kolejne zmiany w systemie urlopów, tj. urlop rodzicielski i zwiększenie ich elastyczności na mocy ustawy z lipca 2015 roku są bardzo ważną zmianą w polityce rodzinnej. Moim zdaniem, pozytywnych zmian należy także dopatrywać się w poprawie dostępu do przedszkoli i regulacjach dotyczących organizacji usług edukacyjno-opiekuńczych dla najmłodszych dzieci. Chociaż warto dodać, że żłobki, a zwłaszcza ich terytorialna dostępność, to bardzo słaby element systemu - wskazuje profesor Kotowska.

Sukces demograficzny

Aby znaleźć złoty środek, który przyczyniłby się do zwiększenia wskaźnika dzietności w Polsce, warto zastanowić się, jak inne kraje poradziły sobie z tym problemem. Na czele państw z dużym wskaźnikiem dzietności plasują się Francja, Wielka Brytania, czy kraje skandynawskie. Jak im się to udało? Zapytaliśmy ekspertkę.

Francja

Wysokie świadczenia na dzieci to element polityki rodzinnej, który jest we Francji bardzo dobrze rozwinięty. - Te środki kierowane są na odpowiednie usługi dotyczące wychowywania dzieci. Dodatkowo wszelkie usługi edukacyjno-opiekuńcze są we Francji na bardzo wysokim poziomie. Także organizacja czasu pracy sprzyja rodzicom. Większa elastyczność czasu pracy jest elementem polityki rodzinnej, na który Polacy czekają - zauważa ekspertka.

Zdaniem prof. Kotowskiej, wysoki poziom dzietności we Francji to skutek polityki rodzinnej, która funkcjonuje w tym kraju od wielu lat. - Należy zaznaczyć, że francuskie społeczeństwo jest świadome tego, że dzieci są inwestycją, a państwo czuje się odpowiedzialne za dzielenie kosztów tej inwestycji wraz z rodzicami. Francja, podobnie jak Szwecja, w końcu lat trzydziestych XX wieku powołały państwowe  instytuty, które zajmowały się problemami ludnościowymi i polityką rodzinną. To są długoletnie starania i zrozumienie znaczenia tych problemów, które teraz owocują - mówi.

Wielka Brytania

Co z kolei wpływa na wysoki wskaźnik dzietności w Wielkiej Brytanii?

- Wielka Brytania ma system polityki społecznej, który poprzez spore transfery pieniężne zostawia rodzinie decydowanie o przeznaczaniu środków. Materialne wsparcie jest szczególnie wyraźne dla matek samotnie wychowujących dzieci oraz rodzin z dziećmi do 15 roku życia. Ten kraj ma także dobrze zorganizowane usługi przedszkolne, dzieci od trzeciego roku życia mają dostęp do nieodpłatnej opieki przez ustalony czas w tygodniu (równoważny trzem dniom), a ponadto można uzyskać dofinansowanie do opieki prywatnej świadczonej przez profesjonalnych opiekunów. Dodatkowo elastyczny rynek pracy, który zachęca matki do powrotu do pracy - wylicza ekspertka.

- Wielka Brytania ma jednak inny problem - nastoletnie matki. Wysokie wsparcie materialne może utrudniać przeciwdziałanie temu zjawisku - dodaje.

Warto jednak zaznaczyć, że Wielka Brytania przyciąga polskie rodziny, które w tym kraju chętniej decydują się na dziecko. - Dlaczego Polki chętniej rodzą w Wielkiej Brytanii? Z badań jasno wynika, że nie dzieje się to od razu po przyjeździe, a po 3-4 latach pobytu. System świadczeń rodzinnych, dostępność różnych form opieki oraz elastyczność czasu pracy w Wielkiej Brytanii ułatwia zakładanie rodziny. Należy się więc generalnie liczyć z tym, że w decyzji o wyjeździe będą coraz częściej brane pod uwagę nie tylko płace w danym kraju, ale także świadczenia społeczne, w tym świadczenia rodzinne - tłumaczy profesor Kotowska.

Kraje skandynawskie

Zdaniem ekspertki, na pochwałę zasługuje przede wszystkim polityka rodzinna krajów skandynawskich.

- Kraje skandynawskie maja bardzo dobrze zorganizowany system usług edukacyjno-opiekuńczych. Także system urlopów na dzieci jest tak pomyślany, żeby zachęcać ojców do opieki nad dziećmi, co też bardzo ułatwia matkom powrót na rynek pracy - mówi w rozmowie z Interią prof. Kotowska. Podkreśla dodatkowo, że gwarancja dobrej jakości nieodpłatnych usług edukacyjno-opiekuńczych ma kluczowe znaczenie dla troski rodziców o zagwarantowanie im odpowiednich warunków rozwoju. - Nawet jak rodzic straci pracę, to nie musi się martwić, z czego będzie płacić za opiekę nad dzieckiem - mówi prof. Kotowska.

Niemcy

Sytuacja w Niemczech nie wygląda już tak dobrze, jak w przypadku Francji, czy wielkiej Brytanii. Wskaźnik dzietności nie jest w tym kraju wysoki, mimo że Niemcy przeznaczają spore transfery pieniężne na rodziny wychowujące dzieci.

- Niemcy borykają się z niską dzietnością od 1970 roku. Od  połowy poprzedniej dekady wprowadzane są tam zmiany polityki rodzinnej, w których oprócz sporych transferów pieniężnych do rodzin wychowującym dzieci zwraca się uwagę na rozwój usług opiekuńczo-edukacyjnych i urlopy dla rodziców - mówi prof. Kotowska. Ekspertka dodaje jednak, że Niemcy bardzo wiele zrobiły w ciągu ostatnich dziesięciu lat dla ułatwienia rodzinom inwestowania w dzieci. - W 2013 roku wskaźnik dzietności lekko drgnął, ale nadal pozostaje na stosunkowo niskim poziomie, czyli poniżej 1,5 dziecka na kobietę w wieku rozrodczym. Brakuje tam zachęt do większego angażowania się ojców do opieki nad dziećmi - tłumaczy prof. Kotowska.

Odpowiedź Polski

Polityka rodzinna, jak widać na powyższych przykładach, jest zróżnicowana ze względu na stosowane rozwiązania. Wiele zależy od tego, do jakiego społeczeństwa są one kierowane, ponieważ każde społeczeństwo wymaga nieco innych rozwiązań. Warto więc zadać sobie pytanie, jakie są potrzeby Polaków.

- Podczas kolejnej rundy badania Diagnoza Społeczna w 2013 roku pytano respondentów o bariery prokreacji. Blisko połowa osób bezdzietnych w wieku od 20 do 39 lat wskazała na trudności z poczęciem - o tym w ogóle się nie mówi, dyskutując o podniesieniu dzietności w Polsce. Raport z tego badania, opublikowany w 2014 roku ministerstwo ma u siebie w szufladzie. Kolejne wymieniane bariery to niepewność zatrudnienia, czy wysokie koszty wychowywania dzieci, a także sytuacja materialna rodziny. Istotne jest także to, że na wysokie koszty wychowania, wskazywali nie tylko ludzie o niższych dochodach, ale także ci, których dochód jest wyższy. Brakuje także w dyskusji o wspieraniu rodziców w ich decyzjach prokreacyjnych tego, że warto pomyśleć o zmianie podatków na towary, które są często kupowane przez rodziny - przekonuje profesor Kotowska.

- Polska nie ma szans konkurować wysokością świadczeń pieniężnych na dzieci, podobnie jak i poziomem płac z krajami bogatszymi. Możemy jednak próbować konkurować systemem urlopów, a przede wszystkim jakością usług edukacyjnych. To może zachęcić młodych do decyzji o dziecku, a także do pozostania w kraju  - podsumowuje.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje