Reklama

Reklama

Polityka zagraniczna Andrzeja Dudy. Chwedoruk: Potrzeba finezji i taktu

Dziś poznaliśmy plan podróży zagranicznych Andrzeja Dudy. Estonia, Niemcy i Wielka Brytania - to pierwsze państwa, które odwiedzi nowy prezydent. O znaczeniu tych decyzji, dylematach polityki zagranicznej i rozliczaniu Dudy rozmawialiśmy z politologiem, dr hab. Rafałem Chwedorukiem z Instytutu Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego.

- Wybór pierwszych trzech wizyt nie jest zaskoczeniem - komentuje ekspert. - Pamiętajmy, że deklarowane - zarówno przez Prawo i Sprawiedliwość, jak i przez jeszcze wtedy kandydata na prezydenta - cele obejmowały wzrost asertywności i samodzielności Polski w stosunkach międzynarodowych, utrzymanie prozachodniego kursu oraz szczególne zainteresowanie Europą Środkową i Wschodnią. Podany plan wizyt zdaje się w to wpisywać - wyjaśnia dr hab. Rafał Chwedoruk. Zdaniem naszego rozmówcy, wizyta wywodzącego się z PiS prezydenta w Londynie może mieć związek z faktem, że rządzący Wielką Brytanią konserwatyści są jedynym poważnym partnerem tej partii w Europie.

Reklama

Polityka zagraniczna stawia przed nowym prezydentem wiele wyzwań i dylematów. Jak to określa politolog, "cele są romantyczne, a metody ich realizacji muszą być bardzo pozytywistyczne". - Wiele z założeń może się okazać trudne do realizacji. Ponadto opinia publiczna, także ta sympatyzująca z prezydentem, niekoniecznie będzie zgodna, co do kroków i decyzji, podejmowanych przez Dudę w tej kwestii - ocenia Chwedoruk.

Wizyta w Estonii

Mimo że wybór kraju bałtyckiego na pierwszą wizytę zagraniczną dla wielu nie jest zaskakujący - przypomnijmy, że prezydent Bronisław Komorowski pierwszą swoją podróż po zaprzysiężeniu odbył na Litwę - w opinii eksperta zwraca uwagę wizyta w Estonii. 

Choć Krzysztof Szczerski, minister w Kancelarii Prezydenta, poinformował, że trwają rozmowy w sprawie spotkania z prezydentem Ukrainy, w tym momencie na liście zagranicznych wizyt Andrzeja Dudy nie ma Kijowa ani rozmowy z Petrem Poroszenką. Zwraca na to uwagę nasz ekspert.

- Z jednej strony PiS, a z całą pewnością prezydent pochodzący z Krakowa, silnie wpisuje się w tradycje postjagiellońskie i myślenie o Europie Środkowej i Wschodniej jako o przestrzeni polskiego oddziaływania, także w kontekście związanym z Rosją. Z drugiej zaś strony, wielu mieszkańców Polski niekoniecznie podziela entuzjazm polskich władz politycznych do nowych władz w Kijowie - wyjaśnia Chwedoruk.

- Chyba nikt dzisiaj nie jest w stanie zaprzeczyć, że Ukraina pod nowymi władzami gloryfikuje te elementy swojej przeszłości, szczególnie z lat 40-tych ubiegłego wieku, które są w Polsce nieakceptowalne. Także inne problemy, związane z demokracją i transparentnością władzy na Ukrainie i skomplikowane aspekty wzajemnych relacji gospodarczych powodują, że prezydent znalazł się między dwoma sprzecznymi porządkami - kontynuuje ekspert.

"To będzie sygnał dla Ukrainy"

W jego opinii, wizyta w Tallinie i brak spotkania z Petrem Poroszenką są wyjściem naprzeciw oczekiwaniom opinii publicznej i zasygnalizowaniem parterom ukraińskim, że istnieją granice akceptowalności ich poczynań.

Przejawem ostrożności w polityce zagranicznej Dudy, zdaniem Chwedoruka, jest też sprawa chińska. Przypomnijmy, że w drugiej połowie listopada prezydent Polski weźmie udział w szczycie 16+1 w Pekinie.

Politolog podkreśla, że nikt nie zaprzecza temu, że Chiny stały się światową potęgą, także w wymiarze politycznym. Z drugiej strony, to wciąż w pamięci polityków, szczególnie tych wywodzących się z dawnej opozycji antysystemowej, pozostają wydarzenia z 4 czerwca 1989 roku, kiedy chińskie władze krwawo stłumiły demonstrację na Placu Tiananmen w Pekinie.

- Sytuacja, w której Andrzej Duda pojawia na szerszym spotkaniu, natomiast jest nieobecny na rocznicy zakończenia II wojny światowej, która w Azji skończyła się 2 września, też jest próbą balansu i zrównoważenia - tłumaczy.

"Andrzej Duda będzie bezwzględnie rozliczany przez wyborców"

Komentatorzy zwracali uwagę, że na liście zagranicznych podróży prezydenta Dudy zabrakło Watykanu i spotkania z papieżem. Nie zaskakuje to dr hab. Chwedoruka.

- Nie tak bardzo konserwatywny jest PiS, jak go malują - mówi i dodaje, że oponentom nowego prezydenta będzie bardzo trudno wprowadzić go w "kanał anachronicznej narodowo-katolickiej prawicy, która chce klerykalizować Polskę". - Andrzej Duda będzie bezwzględnie rozliczany przez wyborców. Nie sądzę jednak, by te rozliczenia dotyczyły kwestii stricte kulturowych. Dlatego myślę, że wizyta w Watykanie, czy jej brak, nie jest aż tak bardzo istotnych sygnałem dla kogokolwiek w kwestii polityki zagranicznej - komentuje nasz rozmówca.

- To, co najciekawsze w polityce zagranicznej nowego prezydenta, będzie raczej dotyczyło usytuowania się na osi Berlin-Waszyngton, także korelacji na linii Warszawa-Kijów, i wreszcie tego, czy jakiekolwiek inne kraje w naszej części Europy będą chciały podejmować nasze inicjatywy. Póki co, w podejściu do Ukrainy z Czechami, Węgrami czy Słowakami w większości kwestii więcej nas dzieli niż łączy - podsumowuje politolog.

Zgodnie z przedstawionym dzisiaj planem, Andrzej Duda 23 sierpnia odwiedzi Estonię. Data wizyty w Tallinie - jak powiedział Krzysztof Szczerski - nie jest przypadkowa, ponieważ jest to Europejski Dzień Pamięci Ofiar Stalinizmu w rocznicę podpisania paktu Ribbentrop-Mołotow. Celem drugiej wizyty zagranicznej będą Niemcy. Prezydent wraz z małżonką 28 sierpnia uda się do Berlina. 15 września Duda odwiedzi Londyn.

Następnie, w drugiej połowie września, weźmie udział w spotkaniu Prezydentów Grupy Arraiolos we Frankfurcie, później w debacie generalnej OZN w Nowym Jorku. W październiku prezydent Duda pojedzie na Węgry i weźmie udział w spotkaniu Grupy Wyszehradzkiej. Na początku listopada uda się do Rumunii na spotkanie prezydentów przed szczytem NATO. W drugiej połowie listopada Andrzej Duda weźmie udział w szczycie 16+1 w Chinach.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy