Reklama

Reklama

​"Polityczne trzęsienie ziemi" u sąsiada Polski

"Zatruta atmosfera", "powyborczy kac", "polityczne trzęsienie ziemi" - to tylko niektóre z nagłówków, jakie pojawiły się w europejskiej prasie po ogłoszeniu wyników wyborów parlamentarnych na Słowacji. Nad sąsiadem Polski zbierają się teraz czarne chmury. Dlaczego wybór głosujących jest zaskoczeniem? Jakie są szanse na utworzenie stabilnego rządu? Na te pytania w rozmowie z Interią odpowiada Dariusz Kałan, kierownik Programu Europa Środkowa w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych.

Trudno jednoznacznie stwierdzić, kto jest największym zwycięzcą wyborów parlamentarnych na Słowacji. Na pewno nie może być nim Robert Fico - dotychczas urzędujący premier wywodzący się z socjaldemokratycznej partii SMER-SD. Jego ugrupowanie straciło większość w parlamencie i po zdobyciu 28,3 punktów procentowych poparcia, zamiast 83 mandatów dostanie zaledwie 49.

Reklama

Drugą lokatę w wyborczym wyścigu zajęła partia Wolność i Solidarność (SaS) - 12,10 procent głosów i 21 mandatów. Do parlamentu wejdą także partia NOVA (11,02 proc. i 19 mandatów), Słowacka Partia Narodowa (8,64 proc. i 15 mandatów), Kotleba - Partia Ludowa "Nasza Słowacja" (8,04 proc. i 14 mandatów), konserwatywna SME Rodina (6,62 proc. i 11 mandatów) i partia Most-HíD (6,50 proc. i 11 mandatów). Stawkę zamyka centrowa Sieć - z 5,60 procentami poparcia i 10 mandatami.

- Wynik wyborów jest zaskoczeniem, bo - po raz kolejny na Słowacji - znacząco odbiega on od przedwyborczych sondaży - ocenia w rozmowie z Interią Dariusz Kałan. - Dawały one partii rządzącej od 35 do 40 procent poparcia, a drugą partię (SaS), lokowały na granicy progu wyborczego. Nie przewidziano także sukcesu Kotleby - dodaje ekspert.

Neonaziści w parlamencie?

Sukces partii kierowanej przez Mariana Kotlebę, może okazać się dla Słowacji mocno problematyczny. Postulaty Partii Ludowej "Nasza Słowacja" mocno odbiegają od przyjętych dotychczas europejskich norm.  

Wszelkie działania Unii Europejskiej, NATO, czy Stanów Zjednoczonych, partia Kotleby uważa za "przestępcze". Ugrupowanie nie chce, aby Słowacja brała w nich udział. Stąd pomysł na przeprowadzenie referendum w sprawie wyjścia z Unii Europejskiej, co miałoby się także wiązać z przywróceniem słowackiej waluty.

LP "Nasza Słowacja" dzieli także obywateli na tych lepszych i gorszych. Do drugiej kategorii zalicza przede wszystkim ludność pochodzenia romskiego. Ponadto partia Kotleby mocno wypowiada się także na temat wartości chrześcijańskich, twierdząc, że "zachodni liberalizm zachęca do ateizmu, materializmu, konsumpcjonizmu, powstawania niebezpiecznych sekt i do odchyleń seksualnych".

Neonaziści tłumaczą także, że są atakowani nie za swoje poglądy, ale dlatego, że "zwalczają pasożyty i złodziei w parlamencie".

- Sukces Kotleby, który odwołuje się do dziedzictwa Pierwszej Republiki Słowackiej z lat 1939-1945, jest zaskoczeniem - mówi Dariusz Kałan w komentarzu dla Interii.

Ekspert z PISM wyjaśnia, że Kotleba zdobył poparcie głównie w biedniejszych regionach Słowacji centralnej i wschodniej. - Wykorzystał nie tylko kampanię antyimigracyjną zainicjowaną przez premiera Ficę, ale także frustrację społeczną z powodu sytuacji polityczno-gospodarczej: rosnącego bezrobocia i rosnącej alienacji elit od społeczeństwa - dodaje Kałan.

Decyzja wyborców nie przypadła do gustu także prezydentowi Słowacji, który już zapowiedział, że spotka się z szefami wszystkich partii, poza Marianem Kotlebą.

Problem ze stabilnym rządem?

W obliczu tak dużego rozdrobnienia na scenie politycznej, trudno będzie utworzyć stabilny rząd. Mimo wszystkich trudności, taką misję prezydent Andrej Kiska powierzył wczoraj dotychczasowemu premierowi Robertowi Fice. Dariusz Kałan z PISM ma jednak nieco inną wizję przyszłości nowego rządu.

- Większą szansę na stworzenie rządu ma prawica - wyjaśnia ekspert. - Będzie to gabinet pięcio- lub nawet sześciopartyjny, co tylko pokazuje, jak niepewne czasy czekają Słowację w najbliższych miesiącach - podsumowuje Kałan.

Analityk spraw zagranicznych podkreśla ponadto, że wynik wyborów to sygnał dla Roberta Fico.

- Musi przemyśleć dotychczasową formułę swojej partii, ugrupowania o rozmytej tożsamości ideowej, budującej kampanię na hasłach kontynuacji i stabilizacji. Niewykluczone, że w partii SMER-SD dojdzie do głębszych zmian personalnych, mogą one objąć nawet samego Ficę, o którego zmęczeniu polityką od dawna się mówi - prognozuje Kałan.

---
Śledź autorkę na Twitterze

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje