Reklama

Reklama

Po co nam dziś Bóg?

Wierzący-niepraktykujący czyli niewierzący-praktykujący

Reklama

"Wierzący niepraktykujący" jest określeniem pustym i wyświechtanym- nader często używanym w celu nazwania zbioru ludzi krytycznie spoglądających na strukturę Kościoła i jednocześnie deklarujących wiarę w istnienie Boga. Nie można wierzyć i jednocześnie nie utożsamiać się z Kościołem. Jeżeli wierzysz, to akceptujesz i spełniasz wszystkie obowiązki katolika.

A jak Bóg postrzega owych "wierzących-niepraktykujących"?. - Chyba tak, jak dobrzy rodzice widzą swoje dzieci, które przestały ich odwiedzać - kocha i tęskni - powiedział portalowi INTERIA.PL rzecznik prasowy kurii w Zielonej Górze - ks. Andrzej Sapieha, dodając jednocześnie, że nie ma tzw. wierzących niepraktykujących. - Wiara, jeśli jest prawdziwa, zawsze wyraża się w czynach - w tym także w tzw. praktykach religijnych - dodał.

Szkiełko i oko

Nawet osoby deklarujące się jako niewierzące zastanawiają się nad istnieniem Boga, próbują odnaleźć logiczne argumenty przemawiające za tym, że jednak Go nie ma. Przewrotnie. Czy takie poszukiwanie, wątpienie i usilne wynajdywanie racjonalnych przesłanek, że Bóg nie istnieje, nie są właśnie zalążkiem silnej wiary?

- Ludzie szukają Boga, nawet jeśli nie zdają sobie z tego sprawy. Katechizm Kościoła Katolickiego tak to ujmuje: "Pragnienie Boga jest wpisane w serce człowieka, ponieważ został on stworzony przez Boga i dla Boga. Bóg nie przestaje przyciągać człowieka do siebie i tylko w Bogu człowiek znajdzie prawdę i szczęście, których nieustannie szuka" (KKK 27) - powiedział ks. Andrzej Sapieha. Dlaczego zatem człowiek odrzuca Boga? Wśród najważniejszych powodów mój rozmówca wyliczył: bunt przeciw obecności zła w świecie, niewiedzę lub obojętność religijną, troski doczesne i bogactwa, zły przykład wierzących, prądy umysłowe wrogie religii, a wreszcie skłonność człowieka grzesznego do ukrywania się ze strachu przed Bogiem i do ucieczki przed Jego wezwaniem. Spośród wymienionych najpoważniejszy wydaje się być pierwszy - niemożność pogodzenia się z tragediami i katastrofami, których ofiarami są ludzie - skądinąd dzieci Boga. Jak to więc jest?

Tomas Halik, czeski duszpasterz akademicki, pisał w swojej książce pt. "Co je bez chvění, není pevné. Labyrintem světa s vírou a pochybnost": "Nie wątpię w to, że istnieje dobry Bóg na przekór wszystkim potwornościom świata. Wątpię jednak, by istniał jakikolwiek sposób pozwalający ów paradoks rozsądnie przezwyciężyć, i rozumiem tych, którym trudność ta radykalnie zasłania obraz Boga i subiektywnie przeszkadza, wręcz uniemożliwia przyjęcie wiary."

"Infantylny kult Jana Pawła II"

"Nadchodzi noc polskiego chrześcijaństwa. Powoli i nieubłaganie zapadamy w sen wiary" - napisał Łukasz Musiał w artykule "Czy umiera nam Bóg?". Autor podkreślał szczególną rolę infantylnego kultu Jana Pawła II w wyniszczaniu wiary - kult ten "wypycha Boga z naszych umysłów, serc, domów i świątyń". W tym, co powiedział jest wiele przesady, chociaż... tuziny plastikowych figurek Ojca Świętego - w tym wersja ogrodowa i mnóstwo innego kiczu, jaki przebojowi sprzedawcy serwują wiernym, jest porażająca. I być może czasem zatraca się sens - sedno całej sprawy. Modlitwę i wiarę wypycha przydomowe muzeum barachła kupionego na odpustach - zamiast skromnego obrazka czy krzyża. W tym znaczeniu określenie "infantylny" wydaje się być trafne.

A zatem kim jest dziś Bóg? Sinobrodym starcem z witraża Wyspiańskiego? Promieniującym okiem zamkniętym w trójkącie? Groźnym sędzią? Jako osoba wierząca, bez względu na wszystkie wątpliwości, z jakimi przyszło mi się zmagać, podpiszę się pod wypowiedzią brata z zakonu cystersów w krakowskiej Mogile: Tym kim był, jest i będzie.

Dowiedz się więcej na temat: brown | Bóg

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama