Reklama

Reklama

Pitera: Nie wierzę, żeby Platforma zatrudniała hejterów

Internet w kampanii wyborczej to aktualnie jej nieodłączny element. Czy pozycja Platformy Obywatelskiej w internecie i pogłoski o zatrudnieniu „zawodowych” hejterów przyczynią się do poprawy notowań partii? - Nie wierzę, żeby Platforma zatrudniała hejterów – mówi w rozmowie z Interią posłanka PO Julia Pitera.

Słaba pozycja Platformy Obywatelskiej w sieci spowodowała - jak donosiła piątkowa "Rzeczpospolita" - opracowanie planu, który miałby poprawić sytuację. Premier Ewa Kopacz postanowiła postawić na... hejterów - czytaliśmy w gazecie. 

Internet nie taki ważny?

- Wydaje się, że Platforma Obywatelska nie doceniła, że być może w 2015 roku w Polsce internet stał się tak istotnym mechanizmem do zdobywania elektoratu. Kiedy porównamy kampanię wyborczą Andrzeja Dudy i Bronisława Komorowskiego to wychodzi na to, że Duda miał sprawnie prowadzoną kampanię w internecie. Ale sukces tej kampanii internetowej, w moim odczuciu, polegał na dwóch elementach - świeżości i pozytywności przekazu. Tam właśnie nie było tzw. hejtowania. Oczywiście Platforma zarzucała PiS-owi, że Komorowski był hejtowany, ale jednak w dużej mierze hejty na Komorowskiego miały charakter spontaniczny - ocenia dr hab. Maciej Drzonek z Instytutu Politologii i Europeistyki Uniwersytetu Szczecińskiego.

Reklama

Z siłą internetu w kampanii wyborczej nie zgadza się posłanka PO Julia Pitera. Jej zdaniem nic nie zastąpi bezpośrednich kontaktów z ludźmi.

- Wystarczy przeanalizować, że w tych obszarach, gdzie internet ma mniejszy zasięg akurat wygrał Andrzej Duda. Tam, gdzie internet stoi na znacznie wyższym poziomie wygrał Bronisław Komorowski. To dowodzi, że nie jest to chyba trafna diagnoza, że można kampanię zrobić wyłącznie internetem - mówi posłanka.

Ewa Kopacz zatrudniła hejterów?

- Teraz, kiedy słyszymy o tym, że Platforma chce wynająć hejterów to nie ma znaczenia, czy będzie ich 50, 100, czy 200. Znaczenie ma to, że PO na taki pomysł wpada. Wiadomo, że różne firmy komercyjne posługują się tego typu marketingiem, ale wydaje się, że Platforma nie zrozumiała ważnej lekcji. Jeżeli PO, jako antidotum na pozytywny przekaz chce zrobić negatywny przekaz to tym bardziej będzie osłabiała swoją pozycję, bo nie można ciągle zaklinać rzeczywistości - mówi dr hab. Maciej Drzonek.

- Nie wierzę, żeby Platforma zatrudniała hejterów i myślę, że to jest nieporozumienie wynikające z niezrozumienia  definicji. Dla mnie też różne pojęcia są dość obce, bo jestem  w prawdzie aktywnym użytkownikiem internetu, ale nie na wszystkich polach funkcjonuję, w związku z tym szeregu definicji pewnie nie znam - odrzuca doniesienia "Rzeczpospolitej" Julia Pitera.

Jak powinna wyglądać kampania w internecie?

Zdaniem politologa Macieja Drzonka politycy PO powinni nauczyć się pozytywnego przekazu.

- Prezydent elekt sam prowadził swojego Twittera, a często jest tak, że znaczący politycy nie mają czasu na obsługę Twittera. Jeżeli w tym kierunku pójdą szkolenia dla PO to one przyniosą efekt, bo kluczem jest pozytywny przekaz - dodaje.

- Dobra jest strona interenetowa, dobre jest odpowiadanie wyborcom, ale mowy nie ma, żeby się skupić wyłącznie na internecie. Gdybym korzystała ze wszystkich dostępnych narzędzi to z całą pewnością nie miałabym czasu, żeby jeździć do okręgu. A jeżeli jeżdżę do okręgu, co robię dość często, to z kolei zostaje mi trochę mniej czasu, więc albo jedno albo drugie - podsumowuje posłanka PO. 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy